"Przepiękne!": film, który wyciska łzy. O czym opowiada?
"Przepiękne!" to historia sześciu wyjątkowych bohaterek, z których każda na swój sposób, walczy o swoje szczęście i spełnienie. To opowieść o codziennych wyzwaniach, o marzeniach, które nigdy nie gasną, i o odwadze potrzebnej, by żyć w zgodzie ze sobą.
Magda próbuje pogodzić wychowanie dwójki małych dzieci z prowadzeniem domu, a jednocześnie pragnie wrócić do pracy i realizować swoje zawodowe ambicje. Basia, skryta za murem nieufności, za wszelką cenę unika miłości, choć bardzo jej pragnie. Krysia, po trzydziestu latach małżeństwa, chce czerpać z życia pełnymi garściami, nawet jeśli jej mąż nie podziela jej entuzjazmu. Agata, odnosząca sukcesy bizneswoman, nie potrafi odnaleźć nici porozumienia z nastoletnią córką. Julia jest gotowa poświęcić wszystko, by przedłużyć swoją karierę w branży, która ceni tylko młodość i urodę. A mała Tosia? Ona po prostu szuka odpowiedzi na wielkie pytania, które stawia przed nią życie.
W rolach głównych oglądamy plejadę znanych i lubianych aktorów m.in. Martę Nieradkiewicz, Mikołaja Roznerskiego, Martę Ścisłowicz, Konrada Eleryka, Hannę Śleszyńską, Olafa Lubaszenkę, Kamilę Urzędowską oraz Katarzynę Herman. W produkcji debiutowały też dwie młode aktorki: Wiktoria Bylinka i Róża Szmidt. Za reżyserię opowiadała Katarzyna Priwieziencew (współscenarzystka głośnej "Utraty równowagi"), natomiast za scenariusz odpowiadała Katarzyna Sarnowska ("Narzeczony na niby").
Film "Przepiękne!" znalazł się w sekcji konkursowej From Poland na 23. edycji festiwalu BellaTOFIFEST w Toruniu. Podczas wydarzenia Katarzyna Herman w rozmowie z Interią opowiedziała o kulisach oraz odbiorze tytułu przez widzów.
Katarzyna Herman o produkcji "Przepiękne!" dla Interii. "Prawdziwy, prosty i szczery. Zagrany z sercem"
Paulina Gandor, Interia: Podczas tegorocznej edycji MFF BellaTOFIFEST widzowie mogą zapoznać się z filmem "Przepiękne!" z pani udziałem. Jak to się stało, że trafiła pani do tego projektu?
Katarzyna Herman: - Bardzo spodobała mi się historia tego filmu. Na pierwszy rzut oka wygląda jak komedia romantyczna, ale w rzeczywistości jest to słodko-gorzka opowieść. Doceniłam, że porusza temat ciała - jak wszyscy z nim się zmagamy i jak różne bywają historie akceptacji siebie. To było dla mnie bardzo ujmujące. Pamiętam, że podczas czytania scenariusza wzruszyłam się, zwłaszcza mając nastoletnią córkę - pomyślałam, że to film także dla niej i o niej. Co ciekawe, w ten weekend w kinach pojawia się inny film, w którym również miałam udział - "Brzydka siostra". To koprodukcja skandynawska i polska, traktująca podobny temat, ale w nieco innej formie, określanej czasem jako body horror czy beauty horror. Myślę, że ten film może szczególnie przemówić do młodych widzów dzięki swojej konwencji. Mam nadzieję, że "Przepiękne!" również trafią do serc różnych dziewczyn - tych młodszych i starszych - i sprawi, że może nie będą się tak bardzo porównywać czy oceniać.
Nie jest to częste w polskim kinie, by oddawać głos kobietom w tak różnym wieku, w tak odmiennych sytuacjach życiowych. Pod tym względem to z pewnością wyjątkowa produkcja.- Rzadko kiedy kobiety są głównymi bohaterkami, a rzeczywiście w tym filmie to one prowadzą całą historię.Produkcja przedstawia różne odcienie kobiecości, pokazuje wyzwania, z którymi wiele osób musi się mierzyć. Myślę, że film pod wieloma względami mógłby być też świetnym materiałem edukacyjnym. Ważną postacią była także pani filmowa córka, Klaudia (w tej roli Wiktoria Bylinka). Młoda i inteligentna osoba, którą w szkole niektórzy bagatelizują z powodu wyglądu. Teraz kiedy media społecznościowe wyznaczają nierealne trendy i wiele osób porównuje się do tego, co zobaczy w sieci, to naprawdę ważne, by pokazywać takie historie.- Film został tak zrobiony, żeby dotrzeć do szerokiej widowni, dlatego tematy mimo wszystko są raczej delikatnie poruszone. Na przykład wątek młodej matki znakomicie zagrała Marta Nieradkiewicz. Widać, jak zmaga się z codziennymi obowiązkami, karmiąc jedno dziecko i trzymając pod pachą drugie. Z drugiej strony pojawia się też wątek, który nadal w Polsce jest tabu, a dotyczy mojej postaci, czyli menopauza.
- W filmie moja bohaterka towarzyszy córce, która ma problem z akceptacją swojego ciała, co dotyka wiele nastolatek. Sama natomiast zmaga się z menopauzą, która dla wielu kobiet jest tematem wstydliwym i zaskakującym. Pamiętam, jak kiedyś słyszałam słowo "menopauza" czy "klimakterium" - to brzmiało niemal jak wyrok, coś wstydliwego. Tymczasem to naturalny etap życia, podobnie jak pokwitanie, przejście do kolejnego etapu, często bardzo pięknego i dającego kobietom wolność oraz odpuszczenie napięć. Zaskakuje mnie, że wciąż tak mało się o tym mówi i że ten temat jest odsuwany na bok, choć przychodzi nieoczekiwanie. Dlatego tak bardzo polubiłam ten scenariusz. Bo mówi o tym szczerze i bez tabu.

A czy udało się pani odkryć coś nowego dzięki tej produkcji? Mimo doświadczenia w branży są rzeczy, które mogą jeszcze zaskoczyć?- Nie przypominam sobie, żebym dowiedziała się czegoś nowego o sobie, ale na pewno spotkałam bardzo miłą i fajną dziewczynę, która gra moją córkę - Wiktorię Bylinkę, studentkę drugiego roku. To dla mnie jedno z odkryć tego filmu. Z kolei chłopak, który się w niej trochę podkochuje, to Hugo Torres - już dość znany w Warszawie aktor, który grał nawet Hamleta w Teatrze Narodowym. Ulubieniec wszystkich teściowych. (śmiech)
- Najbardziej cenię jednak to, że poznałam tych dwoje młodych, zdolnych i fajnych aktorów. Z Wiktorią spędziłam nawet trochę czasu przed zdjęciami, bo chciałam, żeby się ze mną oswoiła - wiedziałam, że to dla niej trudne, bo to jej pierwszy film i pierwszy kontakt z kamerą. Była naprawdę odważna - pozwoliła sobie doczepić sztuczny, duży biust, który ją znacznie poszerzył. To wielkie wyzwanie, bo ekran zawsze powiększa, a ona dodatkowo sama na siebie nałożyła taki efekt. Na planie chodziła trochę jak nieszczęście, ale potem zobaczyłam, jak pięknie tę rolę zagrała i jak świetnie sobie z tym poradziła. Aktorki i aktorzy powinni być odważni. Ona właśnie taka jest.
Jeśli ktoś jeszcze nie widział tego filmu, jak przekonałaby pani takie osoby, żeby jednak zdecydowały się na seans?- Nie mam takiej gotowej formuły, ale mogę powiedzieć tak - ja i moje koleżanki, które grają w filmie, Marta Nieradkiewicz i Marta Ścisłowicz, pamiętamy, że po pierwszym pokazie dzwoniłyśmy do siebie, że to naprawdę wyszło super. Byłyśmy zaskoczone, bo mogło być różnie, ale po pokazie była rozmowa z publicznością i okazało się, że film niewiarygodnie poruszył widzów.
- Ja sama popłakałam się na pierwszym pokazie. Myślałam, że dlatego, że zobaczyłam na ekranie moje dzieci, które statystowały w klasie. Później jednak miałam okazję porozmawiać z kobietami z widowni. Jedna mówiła, że płakała, bo karmi piersią i mierzy się z zaburzeniami hormonalnymi, inna z kolei, że powodem było utożsamienie się z jedną z bohaterek. Prawie każda przyznała, że miała łzę w oku, ale myślała, że to chwilowe, prywatne uczucie. Film jest bardzo prawdziwy, prosty i szczery. Zagrany z sercem. Ma lekką, zabawną formę, ale potrafi też bardzo wzruszyć. Myślę, że to właśnie dlatego tak dobrze działa na publiczność.

Katarzyna Herman: "Memento Mori to mądra przypominajka, by żyć pełnią życia"
Film doskonale wpisuje się w hasło "niepokorność", które od lat jest związane z festiwalem BellaTOFIFEST. Co dla pani znaczy ten termin?- Bardzo lubię to słowo - "niepokorny". Myślę, że aktor czy aktorka powinni być właśnie tacy: zdeterminowani, brawurowi i niepokorni. To cechy, które świadczą przede wszystkim o odwadze, ale też o pewnym luzie i wolności, które pozwalają szukać własnych, niestandardowych dróg. Nie da się tworzyć czegoś naprawdę odkrywczego na bazie powielania schematów czy naśladowania innych. W czasach internetu i nieustannego porównywania się, bycie niepokornym jest jeszcze trudniejsze. Wydaje mi się, że Janko Muzykant miał o wiele łatwiej - on po prostu robił swoje, bez presji. Dziś musimy się naprawdę starać, ale warto w sobie tę cechę pielęgnować, zwłaszcza jeśli chce się działać w kulturze czy sztuce. Na koniec nieco filozoficznie. Gdyby wiedziała pani, że wszyscy Polacy przeczytają te słowa, co chciałaby im pani przekazać?- "Memento mori" to mój ulubiony cytat motywacyjny. (śmiech) Gdybym miała to przemyśleć na spokojnie, pewnie znalazłabym coś mądrzejszego, ale na gorąco mówię - żyjcie intensywnie, bo wszyscy zmierzamy w jednym kierunku.
- Memento mori przypomina, że warto wyciskać z życia ile się da, cieszyć się tym, co mamy tu i teraz. Na przykład dzisiaj przyjechałam do Torunia, zamieszkałam w hotelu - ma tam łazienkę z piaskowca, z jasnym okienkiem. Pomyślałam sobie, że czuję się jak na krótkich wakacjach, jakby we Włoszech, a jestem przecież w Polsce. To takie drobne radości, które warto doceniać. Więc cieszmy się tym, co mamy. A jeśli czegoś brakuje - próbujmy to zdobyć. Jednak przede wszystkim nie zapominajmy o codziennych, małych rzeczach, które dają szczęście. Memento mori nie jest ponurą myślą - to mądra przypominajka, by żyć pełnią życia.
"Przepiękne!": polski film można zobaczyć już w streamingu
Film "Przepiękne!" trafił na ekrany kin 6 marca 2025. Obecnie można obejrzeć go na Prime Video w ramach abonamentu.
Zobacz też:
Niespodziewany numer jeden w Polsce. Wcześniej nikt nie słyszał o tym filmie










