Ostatni film sporo go kosztował. Po premierze stwierdził, że "było warto"
30 grudnia 2025 roku Marcin Koszałka obchodził swoje 55 urodziny. Jest on uznanym polskim operatorem, reżyserem i scenarzystą, doktorem habilitowanym sztuki filmowej, wykładowcą i laureatem prestiżowych nagród. Jego karierę rozpoczął głośny dokument "Takiego pięknego syna urodziłam". Filmografię zamyka obsypana nagrodami w Gdyni "Biała odwaga".
Koszałka przyszedł na świat w Krakowie. W 1995 roku rozpoczął studia na kierunku Realizacja Obrazu w Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Odpowiadał za zdjęcia w trzech etiudach, po czym zrealizował swój krótkometrażowy debiut dokumentalny "Takiego pięknego syna urodziłam". Reżyser przedstawił w nim piekło codzienności. Centralną postacią byłą jego matka, która obrzucała go niekończącymi się epitetami, przede wszystkim z powodu obranej przez niego drogi zawodowej.
"Takiego pięknego syna urodziłam" pokazano między innymi w ramach Krakowskiego Festiwalu Filmowego, gdzie otrzymało Wyróżnienie Jury w Międzynarodowym Konkursie Filmów Krótkometrażowych i Wyróżnienie Jury Studentów Miasta Krakowa. Uhonorowano go także Prix Europa podczas festiwalu w Berlinie i tytułem najlepszego dokumentu na Lecie Filmowym w Kazimierzu Dolnym.
Koszałka nie wahał się ukazać w swoim filmie najtrudniejszych i najbardziej skrajnych momentów. Francuski reżyser René Laloux, jeden z członków jury KFF w 2000 roku, miał chwalić reżysera za prowadzenie aktorki wcielającej się w jego matkę. Gdy powiedziano mu, że film nie jest fabułą, tylko dokumentem, był przerażony. Nie był osamotniony w swoich odczuciach. Uznaniu dla "Takiego pięknego syna urodziłam" towarzyszyły mocne słowa krytyki. "W Polsce po emisji w telewizji w tamtych czasach wybuchł skandal. […] Byłem narażony na oskarżenia, że sprzedałem swoją własną matkę dla osiągnięcia sukcesu ekranowego. Usłyszałem, że sprzedaję swoją rodzinę i jest to bardzo prosta, tania zagrywka" – wspominał Koszałka w 2011 roku w czasie wykładu mistrzowskiego w ramach 15. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Jihlavie. Przyznał w innym wywiadzie, że film przyczynił się do polepszenia jego relacji z rodzicami. Zdradził także, że otrzymał listy od widzów, którzy mieli podobne doświadczenia.
Koszałka ukończył wydział Realizacji Obrazu w 2001 roku. W następnych latach stał za kamerą uznanych dokumentów, między innymi "Jakoś to będzie", "Cały dzień razem" i "Deklaracji nieśmiertelności". Pracował także jako operator, chociażby w głośnym "Rewersie" Borysa Lankosza. W 2012 roku swą premierę miał fabularyzowany dokument "Zabójca z lubieżności". Zaintrygowany historią seryjnego mordercy Karola Kota oraz miejskimi legendami o Lucjanie Staniaku Koszałka zaczął pracować nad swoim pełnometrażowym fabularnym debiutem – "Czerwonym pająkiem" z 2015 roku.
"Mój film jest tylko inspirowany autentycznymi wydarzeniami. Dla mnie szczególnie interesująca była istota zła — zło, które fascynuje. Ten film jest o realizacji pragnienia" - mówił reżyser przed premierą w rozmowie z magazynem "Variety". "Moim zamiarem było stworzenie filmu psychologicznego, a nie kryminalnego. Zależało mi na tym, aby w warstwie wizualnej film był na światowym poziomie. Na tym buduje się emocje i wrażenia".
"Chciałem uciec od biografizmu. Autentyczna postać Karola Kota nie była dla mnie interesująca. To był typowy psychopatyczny morderca, szaleniec o bardzo prymitywnych zainteresowaniach. […] Kompletnie mnie to odrzuciło, bo okazało się banalne. […] Niemożliwe, żeby zrobić o tym film. Postać Karola Kota chciałem jednak wykorzystać, by przyjrzeć się mechanizmowi zbrodni. Co sprawia, że ktoś zabija lub chce zabić drugiego człowieka? Dlaczego ludzie popełniają morderstwa?" – zaznaczał Koszałka w rozmowie z Interią.
Światowa premiera "Czerwonego pająka" odbyła się na festiwalu w Karlowych Warach. Obraz został wyróżniony Nagrodą Specjalną Jury Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (za "odwagę w przekraczaniu granic gatunkowych"). Dzieło Koszałki uhonorowano także na koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych "Młodzi i Film". Adam Woronowicz został najlepszym aktorem (za "prawdę postaci przeniesionej na ekran filmowy"). Z kolei zdjęcia Marcina Koszałki wyróżniono za "twórcze odtworzenie klimatu lat 60. w obiektywie kamery".
Na kolejny film Koszałki musieliśmy czekać do 2024 roku. Wówczas ukazała się "Biała odwaga". Film poruszał temat kolaboracji części podhalańskich górali z Niemcami podczas II wojny światowej. Burzliwa historia tego regionu pokazana została poprzez losy dwóch braci, którzy stają po przeciwnych stronach barykady. To dramat ludzkich wyborów przedstawiony jak szekspirowska tragedia.
Koszałka napisał scenariusz razem z Łukaszem M. Maciejewskim. "Zrobiliśmy razem ‘Czerwonego pająka’. Z pomysłem na film ‘Biała odwaga’ przyszedłem ja. Wymyśliłem temat, taką ogólną narrację i potem pracowaliśmy razem. Przynosiłem ciągle jakieś pomysły, Łukasz pisał i przerabiał to na scenariusz, dokładał od siebie pewne rzeczy, na przykład dialogi są całe jego. To była ciekawa współpraca dwóch osób — jeden gość gada, a drugi gość pisze" — wspominał Koszałka w rozmowie z Anną Kempys z Interii.
"Biała odwaga" odniosła ogromny i niespodziewany sukces podczas 49. FPFF w Gdyni. Otrzymała cztery nagrody w Konkursie Głównym – za kreacje Sandry Drzymalskiej i Juliana Świeżewskiego oraz dwie dla Koszałki – za reżyserię i scenariusz (tę dzielił z Łukaszem M. Maciejewskim). "Sprawdzałem przewidywania [werdyktu] w internecie i takiego rozdania nikt nie przewidział, więc jest to jakieś zaskoczenie. Miłe zaskoczenie" – mówił Koszałka dla Interii chwilę po rozdaniu nagród 49. FPFF w Gdyni. "Wiedziałem, że coś będzie, ale wciąż jestem jednak operatorem… Reżyserującym operatorem […] i myślałem, że może będzie to nagroda za zdjęcia. Nie spodziewałem się, że będzie tak grubo".
"Chciałem odpocząć parę lat od reżyserowania filmów fabularnych, bo to jednak kosztuje bardzo dużo nerwów. […] Ciągła ocena, ciągłe ciśnienie, bo pieniądze, bo wszystko kosztuje" – kontynuował reżyser, wskazując, że musiał odchorować emocjonalnie realizację "Białej odwagi". "To wszystko kosztowało, ale dziś uważam, że było warto. Zapłaciłem sporą cenę, ale ten film został doceniony i to sygnał, żeby nie rezygnować ze sztuki reżyserii. Żeby jeszcze jakiś film zrobić w przyszłości. Poprzedni zrobiłem dziewięć lat temu. I to jest okej, następny też może powstać za dziewięć lat".