Kiedyś był gwiazdą bijącego rekordy popularności serialu. Jak dziś wygląda?

Kevin Sorbo w serialu "Herkules" /Universal/Courtesy Everett Collection/Everett Collection/East Ne /East News

Polscy widzowie znają Kevina Sorbo przede wszystkim z roli serialowego Herkulesa. W ostatnich latach aktor występuje przede wszystkim w filmach chrześcijańskich. W wywiadach zaznacza, jak ważna jest dla niego wiara Uważa także, że z powodu konserwatywnych poglądów przez długi czas nie mógł znaleźć pracy w Hollywood. Uznaje się nawet za "pierwszą ofiarę cancel culture". Sorbo zdradził niedawno, iż czuje, że nadchodzą dla niego lepsze czasy.

Kevin Sorbo urodził się 24 września 1958 w Mound w luterańskiej rodzinie. W szkole średniej był podporą drużyn sportowych. Po zakończeniu szkoły związał się z grupą teatralną z Dallas, z którą zwiedził Europę oraz Australię. Później zarabiał na życie jako model. Aby opłacić studia, na początku lat 90. wystąpił w ponad 150 reklamach. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych ukończył marketing i reklamę na uniwersytecie w Moorhead.

Karierę zaczął od gościnnych występów w popularnych serialach, m.in. "Zdrówku", "Stanie krytycznym" i "Napisała: morderstwo". Był brany pod uwagę do roli Clarka Kenta w "Lois i Clark: Nowych przygodach Supermana". Dostał ją Dean Cain, z którym Sorbo spotykał się później na planie filmów chrześcijańskich. Ubiegał się także o rolę Foxa Muldera w "Z archiwum X". Producenci woleli Davida Duchovny’ego.

Reklama

Przełomem w karierze Sorbo okazała się rola Herkulesa w serii filmów i seriali telewizyjnych. Po raz pierwszy zagrał go w "Herkulesie i Amazonkach" z 1994 roku. W latach 1995-1999 wcielał się w greckiego herosa w popularnym serialu telewizyjnym. Produkcja doczekała się dwóch spin-offów – "Xeny: Wojowniczej księżniczki" i "Młodego Herkulesa".

Kevin Sorbo miał tętniaka. "Dowiedziałem się, że jestem śmiertelny"

W 1997 roku Sorbo zaczął odczuwać ból, mrowienie i zimno w lewym ramieniu oraz dłoni. Był akurat w czasie promocji filmu "Kull zdobywca". "Konsultowałem się z kilkoma lekarzami, którzy nie wierzyli, że to coś poważnego. Miałem nawet racjonalne wytłumaczenie. Niedawno uszkodziłem sobie nerw łokciowy. To musiało być to" - wyznał w rozmowie z serwisem "Neurology Now".

Gdy ból w lewym ramieniu zaczął mu szczególnie dokuczać, Sorbo umówił się na wizytę do chiropraktyka. Po niej poczuł ulgę, jednak w drodze do domu zaczęło mu kręcić się w głowie. Rano bełkotał i ledwo chodził. Trafił do lekarza, a po serii badań zdiagnozowano u niego tętniaka tętnicy w okolicach barku. Przez niego powstawały skrzepy krwi, które doprowadziły do zatorów w całym ramieniu. "W wieku 38 lat dowiedziałem się, że jestem tylko śmiertelnikiem" - pisał w eseju opublikowanym w serwisie "Huffington Post".

Po zabiegu usunięcia tętniaka Sorbo dowiedział się, że doznał trzech udarów. Powrót do zdrowia był bardzo długi. Twórcy "Herculesa" ograniczyli jego rolę w serialu i zapraszali gościnne inne gwiazdy, by aktor miał czas na dojście do siebie. "Czułem, że z dnia na dzień z młodego, beztroskiego osiłka zmieniłem się w kogoś, kto musi chwytać się krzeseł i blatu, by pokonać trudną pięciometrową drogę do łazienki" - wyznał Sorbo. "Przeżyłem dwa lata piekła, zanim znów poczułem się sobą".

Kevin Sorbo odnalazł się w kinie chrześcijańskim

Po zakończeniu produkcji "Herkulesa" i gościnnym występie w "Xenie: Wojowniczej księżniczce" z 2000 roku Sorbo na dobre pożegnał się z rolą herosa. Przez pięć lat występował w serialu "Andromeda", a później pojawiał się w "Życiu na fali". Grał także w przeznaczonych na rynek wideo i DVD sensacyjniakach. Swoją niszę odnalazł w 2010 roku, gdy pojawił się w "A gdyby tak…". Film opowiadał o finansiście, który 15 lat wcześniej zrezygnował z nauk kapłańskich. Gdy psuje mu się samochód, pomocną dłoń oferuje mu anioł Mike. Wysłannik niebios pokazuje bohaterowie alternatywną wersję życia, w której nie wybrał kariery. Zamiast tego został pastorem i związał się ze swoją młodzieńczą sympatią, z którą doczekał się dwóch córek. Chociaż film nie był wielkim sukcesem, Sorbo zwrócił się ku kinu chrześcijańskiemu.

Szczególnie popularny okazał się "Bóg nie umarł". Sorbo wcielił się w nim profesora filozofii, który każe swoim studentom zadeklarować, że nie ma Boga. Gdy jeden z nich odmawia, wykładowca zaprasza go na debatę. Chociaż film spotkał się z bardzo chłodnym przyjęciem krytyki, był sukcesem kasowym. Przy budżecie 2 milionów dolarów zarobił 62 miliony i okazał się pierwszą odsłoną serii.

Kevin Sorbo na wojnie z woke

Sorbo zaczął głośniej mówić o wyznawanych przez siebie konserwatywnych wartościach i wierze chrześcijańskiej. Jako jeden z niewielu ludzi mediów udzielił wsparcia Donaldowi Trumpowi podczas jego kampanii prezydenckiej w 2016 roku. Wspierał go także podczas wyborów w 2020 i 2024 roku.

W 2023 roku zdradził w rozmowie z Fox News, że z powodu swoich poglądów znalazł się na czarnej liście Hollywood. "Mój menadżer, mój agent, przez tyle lat mi mówili: nie będziesz dostawał już pracy, nikt nie będzie z tobą pracował, bo jesteś chrześcijaninem, bo jesteś konserwatystą" - twierdził.

Wedle wizji aktora przemysł filmowy zaczął prezentować dobrze zbudowanych mężczyzn jako "brutalnych mięśniaków, którzy nadużywają swojej siły i są żywymi żartami z męskości". "Ojcowie stali się dowcipami każdego hollywoodzkiego filmidła według ideologii 'woke', tacy bełkotliwi, bezużyteczni idioci, którzy nie dają nic swoim rodzinom i społeczności" - wyliczał Sorbo. Następnie zaatakował aktorów promujących określone postawy i style ubierania, między innymi Timothée'ego Chalameta i Billy'ego Portera. Drugiemu z wymienionych dostało się szczególnie za to, że często widziany jest w sukniach.

Kevin Sorbo czuje, że klimat w Hollywood się zmienia

Sorbo utrzymuje do dziś, że z powodu swoich poglądów nie dostawał propozycji od największych wytwórni. "Cóż, jestem pierwszą ofiarą cancel culture. Zostałem nią, zanim poznałem ten termin. Hollywood wypięło się na mnie lata temu za rzeczy, które zamieszczałem w internecie. Spytałem: 'Co, jesteście źli, bo publikuję prawdę? To dla was problem?’. Bo oni nienawidzę prawdy, nienawidzą każdego, kto jest chrześcijaninem w Hollywood, każdego konserwatysty. Jestem dla nich podwójnie trędowaty. Jestem kryptonitem czy czymś takim" - mówił w stacji Fox News w lipcu 2025 roku.

Dodał, że razem z żoną założył Sorbo Films, które produkuje cztery filmy rocznie. "No i trudno. Wkurza mnie to, ale czuję, że idzie zmiana. Trump jest znów w Białym Domu i naprawdę coś się zmienia. Ludzie będą go nienawidzili, ale w końcu dojdzie do nich, że ich życie staje się lepsze. Zaufajcie mi. A Hollywood też się zmienia, bo dostaję telefony z wielkich wytwórni. Proszą o scenariusze" – kontynuował. "Więc wysyłam je do Netfliksa i Amazona. To historie, które nie wpychają ci wiary do gardła, ale mają przesłanie. Pozytywne zamiast negatywnego".

Kevin Sorbo nie narzeka na brak pracy

W 2025 roku ukazały się cztery filmy, w których wystąpił Sorbo. Obecnie pracuje nad ponad dwudziestoma filmami lub serialami. Niektóre z nich mają się ukazać jeszcze przed końcem tego roku.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL