Reklama

Jim Carrey żałował występu w kultowym filmie. Dziwił się, że tego nie zakazali

8 listopada 2025 roku minęło 30 lat od premiery filmu "Ace Ventura: Zew natury". Sequel przygód psiego detektywa ugruntował status Jima Carreya jako króla komedii oraz jednego z najbardziej kasowych aktorów lat 90. Dał nam także niezapomnianą scenę z nosorożcem. Mimo to komik nie ukrywał po latach, że żałuje realizacji filmu.

Akcja filmu rozgrywa się w fikcyjnym afrykańskim państwie Nibia. Po zaginięciu świętego nietoperza Shikaka wznawiają się tarcia między plemionami Wachati i Wachootoo. Zagraniczni obserwatorzy wiedzą, że wojna między nimi pochłonie wiele ofiar. Dlatego proszą o pomoc sławnego Ace’a Venturę (Jim Carrey), psiego detektywa. Jest jednak kilka problemów. Ventura nie uratował niedawno szopa pracza podczas górskiej wspinaczki i nie wierzy we własne siły. W dodatku, chociaż kocha wszystkie zwierzęta, panicznie boi się nietoperzy…

"Ace Ventura: Zew natury". Gaża Jima Carreya zjadła połowę budżetu

"Ace Ventura: Psi detektyw" Toma Shadyaca z 1994 roku okazał się jednym z największych komediowych zaskoczeń sezonu. Dzięki niemu Jim Carrey z dnia na dzień stał się wielką gwiazdą. Jego status umocniły występy w "Masce" Chucka Russella i "Głupim i głupszym" braci Farrelly. "Psiego detektywa" kręcił jako komik z telewizyjnego programu "In Living Color". Gdy zaproponowano mu "Zew natury", był jedną z największych gwiazd na świecie. Chociaż wytwórnie Morgan Creek i Warner Bros nalegały na jak najszybszą realizację sequela, Carrey nie palił się do tego. Zapomniał jednak, że kontrakt zobowiązywał go do występu w kontynuacji.

Reklama

Aktor nie mógł odmówić pod groźbą kary. Miał jednak o wiele lepszą pozycję negocjacyjną. Budżet nowych przygód "Ace’a Ventury" ustalono na 30 milionów dolarów. Połowa tej kwoty poszła do kieszeni Carreya. Aktor miał także ostateczny głos w kwestii wyboru reżysera. Zaproponował braci Farrelly, którzy byli jednak zaangażowani w produkcję "Kręglogłowych". Do Carreya zgłosił się także Spike Jonze, wówczas uznany twórca teledysków. Aktor odmówił mu, ponieważ nie stał on jeszcze za kamerą pełnego metrażu. Jonze debiutował w 1999 roku filmem "Być jak John Malkovich", a później zrealizował między innymi nagrodzony Oscarem za scenariusz romans "Ona". Carrey przyznał po latach, że do dziś pluje sobie w brodę. Ostatecznie zdecydował się na innego debiutanta – Toma DeCerchio.

"Ace Ventura: Zew natury". Po miesiącu zmieniono reżysera

Zdjęcia rozpoczęły się w marcu 1995 roku. Szybko okazało się, że młody reżyser nie dogaduje się z gwiazdorem. Jak poinformował magazyn "Premiere", aktorzy – w tym Carrey – często zjawiali się na planie i odkrywali, że będą realizowali inne sceny, niż planowano. Czasem kręcili jeszcze raz te, które już były za nimi. Było to nie w smak szczególnie komikowi, który miał wielokrotnie ścierać się z reżyserem. DeCerchio został ostatecznie zwolniony w kwietniu, po zaledwie miesiącu pracy. Nigdy nie odniósł się do konfliktów na planie sequela „Ace’a Ventury” w późniejszych wywiadach. Na jego następcę wybrano Steve’a Oedekerka, jednego ze scenarzystów, który pracował także przy pierwszym filmie z serii.

"Ace Ventura: Zew natury". Jim Carrey bardzo przeżywał nagłą sławę

Jak wspominał wcielający się w jednego z antagonistów Simon Callow (pamiętny Gareth z "Czterech wesel i pogrzebu"), kłopoty nie skończyły się ze zmianą reżysera. W swoich wspomnieniach "Shooting the Actor" zdradził, że od początku czuł, iż na planie panuje zła atmosfera. Gdy na kilka dni musiał wrócić do Wielkiej Brytanii, po swoim powrocie zauważył, że oprócz DeCerchio zmieniono sporą część ekipy. Z kolei Carrey nie do końca radził sobie ze statusem światowej gwiazdy. Bardzo przeżywał, że połowa budżetu poszła na jego gażę i miał wrażenie, że przez to oszczędzano na pozostałych aspektach produkcji. Przed kamerą wstępowała w niego przerażająca energia – dwoił się i troił, żeby uzyskać najlepszy efekt komediowy. Gdy wychodził z roli Ace’a, był smutny i przygaszony. Często chorował i nie pojawiał się na planie. Tymczasem terminy goniły. Aktor nie mógł sobie pozwolić na dodatkowe dni zdjęciowo, bo był zobowiązany do promowania filmu "Batman Forever", w którym wcielała się w Człowieka Zagadkę.

Chociaż udało mu się spełnić to zobowiązanie, realizacja pochłonęła sześć dodatkowych tygodni. Callow musiał kilka razy wracać do Stanów Zjednoczonych z Wielkiej Brytanii, a później także z wakacji we Włoszech. Później odkrył, że koszty biletów lotniczych zapłacono z jego gaży – "Zew natury" nie przyniósł mu prawie żadnych zysków. Carrey także był niezadowolony. Czuł, że przedstawienie afrykańskich plemion w filmie jest rasistowskie. Po premierze był szczerze zdziwiony, że nigdzie nie zakazano jego projekcji. Nie podobał mu się także wątek strachu Ventury przed nietoperzami. Namawiał scenarzystów, by zmienili go na alergię, ale nie wysłuchano jego próśb. Po zakończeniu zdjęć miał powiedzieć, że nie może przez całe życie wcielać się w jedną postać.

"Ace Ventura: Zew natury". Jim Carrey nigdy więcej nie zagrał psiego detektywa

"Zew natury" otrzymał negatywne oceny od krytyków. Gwiazda Carreya wystarczyła jednak, żeby film zarobił więcej od pierwszej części. 30-milionowy budżet zwrócił się ponad siedmiokrotnie. Chociaż producenci namawiali aktora do powrotu, ten odmówił. Franczyza była kontynuowana za sprawą serialu animowanego (na podstawie którego powstała kultowa gra komputerowa). Carrey nigdy więcej nie wcielił się w Venturę. Nie ukrywał także, że żałuje, iż zgodził się na występ w sequelu.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL