Rachel Weisz od lat należy do grona najbardziej cenionych aktorek swojego pokolenia. Stworzyła wiele znakomitych kreacji, łączących inteligencję, emocjonalną głębię i niezwykły ekranowy magnetyzm. Zdobyła wiele aktorskich trofeów, w tym Oscara, nagrodę BAFTA i Złoty Glob, a na swoim koncie ma znakomite role w niezwykle różnorodnych produkcjach - od kina niezależnego i artystycznego, jak "Wierny ogrodnik", "Agora", "Faworyta", "Lobster", po wielkie kasowe przeboje, takie jak "Mumia", "Był sobie chłopiec" czy "Czarna wdowa".
Wśród niewielu filmów akcji z jej udziałem jest trzymający w napięciu thriller szpiegowski "Dziedzictwo Bourne’a", który już dziś o 22:05 pokaże telewizyjna Czwórka. O tym, dlaczego zdecydowała się przyjąć tę rolę i co sprawia, że ta część sagi Bourne’a jest wyjątkowa, aktorka opowiedziała w wywiadzie poświęconym filmowi.

Co spodobało ci się w tej roli? Pociągało cię wejście w ugruntowaną już serię i wyniesienie jej na zupełnie nowy poziom?
Rachel Weisz: - Gram zupełnie nową postać w serii o Bournie, podobnie jak Jeremy Renner. Czwarta część wprowadza dwie całkowicie nowe postaci i byłam bardzo podekscytowana, ponieważ film napisał i wyreżyserował Tony Gilroy, "architekt" i scenarzysta pierwszych trzech części. Miałam więc poczucie, że jestem w rękach twórcy całego tego uniwersum, który wie o nim więcej niż ktokolwiek inny na świecie. To było niezwykle ekscytujące. A sam pomysł, że ta część odsłania kulisy wydarzeń z trzech poprzednich filmów i widzimy, kto tak naprawdę pociąga za sznurki - myśleliśmy, że wiemy, kto wszystkim dowodzi, a okazuje się że wcale nie - wnosi ekscytujący zwrot akcji.
Kiedy Marta i Aaron w końcu się spotykają, oboje desperacko potrzebują siebie nawzajem, by przeżyć. Jedno nie może przetrwać bez drugiego. Czy możesz opowiedzieć o tej sytuacji i o tym, co z niej wynika?
- Myślę, że to właśnie jest siła tej fabuły. Moja postać i postać Jeremy'ego Rennera poznają się dzięki pracy. Stajemy się sobie bliscy, chociaż nie znam nawet jego imienia, a on nie zna mojego. A jednak z różnych skomplikowanych powodów nie mogę bez niego przeżyć. On nie może przeżyć beze mnie. Dosłownie - żadne z nas nie może utrzymać się przy życiu bez drugiego. Połączyła nas więc konieczność i z czasem stajemy się czymś w rodzaju nietypowej pary.
- Pochodzimy z bardzo odmiennych środowisk, różnych miejsc. Myślę, że gdybyśmy spotkali się w barze, prawdopodobnie byśmy się nie dogadali. Jednak los rzucił nas razem w wir wydarzeń i stajemy się bardzo od siebie zależni. Zaczynamy się troszczyć o siebie nawzajem.
Podjęłaś się roli, która wymagała dużej siły i sprawności fizycznej. Chyba po raz pierwszy miałaś tak wymagające pod tym względem zadania? Czy to, że grałaś z tak wysportowanym partnerem było pomocne?
- Jeremy gra postać, która musi być wyjątkowo sprawna fizycznie. Ma ogromną siłę i kondycję. Ja gram naukowca, który po prostu musi dużo biegać, więc nie musiałam wyglądać tak imponująco i tak zwinnie jak on. Po prostu dałam z siebie wszystko, ale ponieważ w filmach o Bournie bardzo ważny jest realizm, więc po prostu miałam biegać tak, jak biegałaby zwykła dziewczyna (śmiech).
A jak było w słynnej scenie na motocyklu?
- To było po prostu przerażające. Oczywiście ufałam Jeremy'emu, a on jest świetnym kierowcą, ale kluczyliśmy między setkami pojazdów na ulicach Manili, więc to nie była kwestia zaufania do niego, ale też do wszystkich przypadkowych kierowców wokół nas. I naprawdę w każdej chwili wszystko mogło pójść nie tak. Na szczęście tak się nie stało, ale było to naprawdę, naprawdę straszne.
Zdarzyło ci się od tamtej pory jechać na tylnym siedzeniu motocykla?
- Nie, właściwie nie. Myślałam nawet, żeby nauczyć się prowadzić motocykl i ostatnio próbowałam wziąć lekcję... ale to jest dosyć trudne. Naprawdę trudne.
Dobrze, że Jeremy tak świetnie prowadzi! (śmiech)
Rachel Weisz: O tak! (śmiech)












