Reklama

Reklama

Sławomir Grzymkowski: Modlitwa przed obrazem Matki Boskiej na Jasnej Górze

Film "Prorok" trafił na wielkie ekrany polskich kin. W tytułową rolę kardynała Stefana Wyszyńskiego wcielił się Sławomir Grzymkowski. Aktor opowiedział o przygotowaniach do filmu, samej charakteryzacji i szczególnie wyjątkowych dla niego scenach.

Film "Prorok" trafił na wielkie ekrany polskich kin. W tytułową rolę kardynała Stefana Wyszyńskiego wcielił się Sławomir Grzymkowski. Aktor opowiedział o przygotowaniach do filmu, samej charakteryzacji i szczególnie wyjątkowych dla niego scenach.
Sławomir Grzymkowski /Andras Szialgyi /MWMedia

W filmie "Prorok" musiał pan się zmierzyć z legendą. Czy to było trudne?

Sławomir Grzymkowski: - Trudne, bo mit Kardynała Wyszyńskiego jest ciągle żywy w naszym społeczeństwie. Żyją też ludzie, którzy go znali. I chyba mierzenie z tą pamięcią jest najtrudniejsze. Zawsze jest jakiś niedosyt.

W jaki sposób przygotowywał się pan do roli Kardynała Wyszyńskiego?

- Czytałem artykuły dotyczące jego osoby, wspomnienia, jego zapiski czy materiały IPN, te dostępne. Obejrzałem też mnóstwo filmów archiwalnych. Najciekawsze były jednak rozmowy z "Ósemkami" w Instytucie Prymasowskim w Częstochowie.

Jak w filmie "Prorok" został przedstawiony kardynał?

Reklama

- Jako wytrawny polityk i odpowiedzialny mąż stanu. Ale też jako wrażliwy na ludzką krzywdę człowiek. Po prostu człowiek.

Co dla pana osobiście najważniejsze było w tej roli?

- Właśnie ta ludzka strona kardynała. Jego emocje i dylematy w zetknięciu z ogromną odpowiedzialnością. Chciałem uchwycić ten pierwiastek jego osobowości, który zbliży Go do widza.

Sławomir Grzymkowski: Scena modlitwy przed obrazem Matki Boskiej na Jasnej Górze

O kardynale Wyszyńskim powstało wiele filmów i kilka sztuk teatralnych. Co nowego zobaczymy w filmie "Prorok"?

- W czasie przygotowań do filmu unikałem innych produkcji w tym temacie. Nie chciałem się sugerować. Myślę jednak, że sceny rozmów z Gomułką i Cyrankiewiczem będą czymś nowym, ponieważ dialogi były napisane na podstawie stenopisów z tych spotkań. To są autentyczne dialogi.

Czy są sceny, które pozostaną w pana pamięci?

- Na pewno zapamiętam scenę, w której kardynał modli się w kaplicy przed obrazem Matki Boskiej na Jasnej Górze. W filmie jest to w przeddzień obchodów milenijnych. Pamiętam, że to był dugi dzień zdjęciowy. Było już po północy. W kaplicy nikogo nie było, tylko kilka osób z ekipy. Jako kardynał musiałem przejść całą drogę do obrazu i położyć się przed nim. Było cicho. I wtedy uświadomiłem sobie, że gdyby nie kardynał Wyszyński, to nigdy bym się tam nie znalazł. W tej ciszy i tak blisko obrazu.

Czy rola duchownego jest dla pana ważna?

- Do każdej z ról podchodzę podobnie. Ale rzeczywiście ta była wyjątkowa z racji formatu kardynała i jego osiągnięć.

Sławomir Grzymkowski: Charakteryzacja zajmowała codziennie dwie godziny

Czy ma pan znajomego księdza, który był dla pana wzorem do wcielenia się w tę postać?

- Raczej nie. Trudno dorównać kardynałowi Wyszyńskiemu. Jedyne nazwiska jakie mi przychodzą do głowy to ks. Józef Tischner, ks. Jan Twardowski czy ks. Adam Boniecki.

Jak wyglądała charakteryzacja do roli?

- Zwykle spędzałem około dwóch godzin w charakteryzacji. Tomasz Matraszek, wybitny charakteryzator robił co mógł, abym się upodobnił do naszego bohatera. Głównie chodziło o kolor włosów i charakterystyczne znamię na lewym policzku. Efekty są zadziwiające. Najlepiej samemu się o tym przekonać, idąc na film do kina.

W swojej zawodowej karierze wcielał się pan w różne postaci. Która z ról w dotychczasowym dorobku jest dla pana najważniejsza?

- Jest kilka takich ról, przede wszystkim teatralnych. Teatr to mój żywioł. To właśnie teatr mnie ukształtował. Ważne były i są np. rola Gierosławskiego w przedstawieniu "Lód" w reżyserii Janusza Opryńskiego. To było ogromnie wymagające zadanie. Ale też Thomas w "Punkt Zero: Łaskawe" Janusza Opryńskiego czy monodram "Prime Time" Anny Sroki-Hryń. Ale oczywiście rola kardynała jest chyba numerem jeden, bo i sama postać jest niezwykła, a poza tym to mój debiut fabularny w tak dużej roli.

Prywatnie co pana w życiu cieszy?

- Jestem życiowym optymistą. Cieszą mnie słonecznie dni, gotowanie mnie odpręża, rozmowy z przyjaciółmi inspirują. Ale teraz najbardziej lubię spacery z moimi dwoma charcikami włoskimi. Długie spacery. Wtedy mogę się zastanowić, co dalej.


Czytaj więcej:

Kevin Spacey: Kolejna osoba oskarżyła aktora o przestępstwa seksualne

Anne Heche: Rodzina zmarłej aktorki pozwana do sądu przez ofiarę wypadku

Hanna Englert studiowała w USA. Dlaczego wróciła do Polski?

AKPA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy