Rozmawiamy z obsadą "Iluzji 3". O magii, przyjaźni i kulisach pracy na planie

Isla Fisher /Cindy Ord/VF24/Getty Images for Vanity Fair /Getty Images

Ulubieńcy widzów powracają w filmie "Iluzja 3". Do dobrze znanych Jeźdźców dołącza nowe pokolenie młodych magików, a film pełen jest efektownych trików i emocjonujących zwrotów akcji. Jesse Eisenberg, Isla Fisher i Dominic Sessa w rozmowie z Interią opowiedzieli o pracy na planie, magii w filmie oraz wyjątkowej więzi, która narodziła się między nimi podczas zdjęć.

Na ekranach kin króluje "Iluzja 3". Uwielbiani bohaterowie powracają po niemal dekadzie w wyczekiwanej kontynuacji. Do dobrze znanej widowni grupy Jeźdźców dołącza nowe pokolenie iluzjonistów, których pokazy szybko stają się sensacją internetu. Przyciągają też uwagę nie byle kogo – Daniela Atlasa (Jesse Eisenberg), charyzmatycznego lidera oryginalnych Jeźdźców.

Tymczasem dawni Jeźdźcy, rozdzieleni przez czas i życiowe rozczarowania, zostają ponownie wciągnięci w świat magii. Jesse Eisenberg, Woody Harrelson, Dave Franco i Isla Fisher powracają do swoich ról, by wspólnie z młodymi magikami stanąć do walki z potężnym przeciwnikiem – Veroniką Vanderberg (Rosamund Pike), dziedziczką fortuny diamentowego imperium.

Reklama

Obsada "Iluzji 3" w rozmowie z Interią. O magii, kulisach pracy na planie i przyjaźni

Z okazji premiery "Iluzji 3" porozmawialiśmy z Jesse’em Eisenbergiem (Danny Atlas), Islą Fisher (Henley) oraz Dominikiem Sessą (Bosco). Fisher wraca do serii po nieobecności w drugiej części, a Sessa wprowadza zupełnie nowego bohatera. W wywiadzie dla Interii opowiadają o kulisach pracy na planie, magii oraz przyjaźni, która zawiązała się między nimi podczas zdjęć.

Justyna Miś, Interia: Minęło sporo czasu od premiery poprzednich filmów. Jak zareagowaliście, gdy usłyszeliście, że powstaje trzecia część filmu? Dominic, dlaczego wybrałeś właśnie ten film jako kolejny krok w swojej karierze, po świetnym debiucie w "Przesileniu zimowym"?

Dominic Sessa: - Byłem fanem tych filmów. Szczególnie pierwsza część bardzo mi się podobała. Oczywiście, uwielbiam całą obsadę. Po prostu pomyślałem, że to będzie świetna zabawa.

Jesse Eisenberg: - To jak spełnienie marzeń. Te filmy są największą frajdą w naszej karierze. Są tak zabawne, wciągające i pełne emocji... To prawdziwy rollercoaster dla widzów. Czujemy się jak rodzina i uwielbiamy to, co seria celebruje - spryt, pracę zespołową, rozwiązywanie zagadek. To wszystko, co kochamy także poza kamerą.

Isla Fisher: - Wspaniale jest być częścią filmu, na który widzowie czekają i z którym czują więź. Dzięki temu można w jeszcze lepszy sposób nawiązać kontakt z ludźmi, których na co dzień spotyka się na ulicy. To po prostu świetna zabawa.

Uważam, że dynamika między Dannym a Bosco jest bardzo ciekawa. Intensywna już od samego początku filmu. Jesse, czy uważasz, że Danny widzi w Bosco młodszą wersję siebie?

Jesse Eisenberg: - Tak, zdecydowanie. Danny postrzega Bosco jako takiego irytującego młodszego gościa, który chce błyszczeć, zanim jest na to gotowy. Dokładnie taki był kiedyś Danny. Zawsze tak jest, że to, co nas irytuje u innych, często widzimy też w sobie. W trakcie filmu Danny zaczyna dostrzegać, że Bosco jest nie tylko godnym rywalem, ale w pewnych momentach potrafi go nawet prześcignąć.

Dominic Sessa: - Myślę, że [Danny] Atlas na pewno skłania Bosco do większej refleksji nad sobą. Pomaga mu spojrzeć w lustro i uświadomić sobie swoje słabości oraz obszary, nad którymi musi popracować, zamiast być tak skupionym tylko na sobie.

Dlaczego, waszym zdaniem, ludzie są tak zafascynowani magią?

Isla Fisher: - Myślę, że magia fascynuje ludzi, ponieważ istnieje pewien konflikt między tym, co intelektualnie wiemy, że może się zdarzyć, a tym, co naprawdę widzimy na własne oczy. To właśnie ten konflikt jest ekscytujący. Poza tym, zwłaszcza gdy się starzejemy, wydaje nam się, że coraz mniej rzeczy potrafi nas zaskoczyć. Dlatego tak wspaniale jest tworzyć magię.

Jesse Eisenberg: - Chodzi o dreszczyk emocji. To tak jak ludzie lubią przerażające przejażdżki czy filmy grozy. Jest się bezpiecznym, a mimo to odczuwa się ekscytację. Podobnie działa magia. Czujesz, że to, co widzisz, nie jest prawdziwe. Chcesz wierzyć, że coś takiego może istnieć, i to właśnie sprawia, że jest tak ekscytujące.

Dominic Sessa: - To uczucie jak z dzieciństwa. W miarę dorastania zaczynamy wszystko racjonalizować, a nasz instynkt podpowiada nam, by wszystko tłumaczyć logicznie. To przyjemne, uziemiające i satysfakcjonujące, gdy nie da się tego zrobić.

Coś, co zmieniło się w przemyśle filmowym w czasie, gdy rozwijała się ta seria, to fakt, że subtelność w budowaniu postaci nieco zanikła. Oczywiście, Jeźdźcy nadal pomagają bezbronnym, ale nie zawsze postępują w pełni w porządku moralnie. Czy uważacie, że dziś trudniej jest pokazać na ekranie postaci o niejednoznacznym charakterze?

Isla Fisher: - Mam wrażenie, że kiedyś potrafiliśmy oddzielać nasze poglądy od tożsamości, a dziś wydaje się, że jeśli ktoś myśli w określony sposób, od razu definiuje to, kim jest. Kiedy zaczynaliśmy, ktoś mógł mieć inne poglądy, ale nie wpływało to na waszą przyjaźń. Teraz czuję, że jesteśmy tak spolaryzowani, także politycznie, że jest to naprawdę przykre.

Dominic Sessa: - Myślę, że najbardziej interesujący superbohaterowie to ci, którzy czasem balansują na granicy bycia złoczyńcami. Dlatego to świetne, że Jeźdźcy wciąż zachowują tę niejednoznaczność.

Isla, w pierwszym filmie doświadczyłaś groźnego incydentu. Prawie utonęłaś w zbiorniku wodnym. A jednak w trzeciej części powtórzyłaś tę scenę. Czy byłaś gotowa przeżyć to jeszcze raz?

Isla Fisher: Myślę, że trochę wyolbrzymiłam tamtą historię w jednym z wywiadów. Byłam wtedy w kajdankach i rzeczywiście utknęły one na dnie zbiornika wodnego. Ale było tam mnóstwo środków bezpieczeństwa – mieliśmy wyłącznik, który w ciągu 6 sekund opróżniał cały zbiornik. Reżyser był fantastyczny i nigdy nie czułam się niebezpiecznie. Oczywiście bycie zakutą w wodzie jest stresujące, ale to był prawdopodobnie najzabawniejszy moment na planie. Robiliśmy najgłupsze żarty, byliśmy trudni do okiełznania. Tak się lubimy i świetnie się razem bawimy, że w ogóle nie przypominało to pracy.

Gdy macie wybrać między sukcesem kasowym a uznaniem krytyków, na tym etapie swojej kariery, co byście wybrali?

Jesse Eisenberg: - Żadne z tych. Po prostu chciałbym spędzać więcej czasu w domu. [śmiech]

Isla Fisher: - Myślę, że zaletą sukcesu kasowego jest to, że daje możliwość dokonywania ciekawszych wyborów twórczych. Może nie lepszych, ale ma się wtedy dostęp do różnych rodzajów ról. W przypadku filmów niezależnych często trzeba mieć wcześniejsze sukcesy. Bez wchodzenia w biznesowe szczegóły, agent zwykle zachęca do większych produkcji, aby mieć szansę na role, które są pisane z większym zagłębieniem się w postać. Ma się wtedy więcej czasu, by ją eksplorować.

Dominic Sessa: - Myślę, że jestem jeszcze zbyt młody i naiwny, żeby myśleć o takich rzeczach, co być może jest nawet dla mnie dobre. [śmiech]

Jesse, twoja kariera reżyserska rozwija się dynamicznie w ostatnich latach. W "Iluzji 3" pracujesz jako aktor na planie u innego reżysera. Czy twoje podejście do pracy się zmieniło?

Jesse Eisenberg: - Dla mnie to prawdziwa frajda obserwować, jak inni reżyserzy tworzą swoje filmy. To już czwarty, który kręcę z Rubenem Fleischerem. Oglądanie go w pracy jest niesamowite, jest bardzo kreatywny. Bardzo konkretnie rozważa perspektywę widza w sposób, o którym ja bym nigdy nie pomyślał. Myśli o przestrzeni, szerokich ujęciach, scenach, które wizualnie wyglądają naprawdę interesująco. Ostatnia scena, którą kręciliśmy w "Iluzji 3", była taką krótką rozmową w lesie. Ruben ustawił drona nad sceną i wiele innych kamer. Efekt wizualny był oszałamiający. Dla mnie to bardzo inspirujące, widzieć, jak ktoś pracuje z tak świetnym wyczuciem wizualnym. To właśnie sprawia, że ten film wygląda tak niesamowicie.

W "Iluzji" pada zdanie: "im bliżej się przyglądasz, tym mniej dostrzegasz". Czy uważacie, że to prawda również w prawdziwym życiu, a szczególnie w filmie i opowiadaniu historii na ekranie?

Isla Fisher: - Myślę, że właśnie dlatego tworzenie filmu jest czasem tak zbiorowym doświadczeniem. Utrzymanie jasnego spojrzenia na całą historię i rolę postaci może czasem uniemożliwiać skupienie się na indywidualnych celach oraz wewnętrznych i zewnętrznych potrzebach bohatera. Z tego powodu praca nad filmem jest wręcz sportem drużynowym.

Dominic Sessa: - Może też chodzi o to, że kiedy ogląda się filmy i przygląda się im zbyt uważnie, szukając technicznych elementów, które czynią je dobrymi, można przegapić przyjemność z samego oglądania. Moim zdaniem lepiej jest puścić to trochę w niepamięć i być otwartym na cieszenie się różnymi aspektami filmu. W przeciwnym razie zostaje coraz mniej rzeczy, którymi można się naprawdę cieszyć.

Jesse Eisenberg: - W filmie tworzymy wspaniały zespół, by przeprowadzić szalony skok, i każdy z nas musi się pokornie dostosować, pracując razem. Czasem oznacza to, że nie skupiamy się tylko na sobie, żeby stać się częścią większej całości. I o tym też jest film. Chodzi o spojrzenie z szerszej perspektywy, o wprowadzenie w błąd i o to, co robimy również z naszymi postaciami.

Czego nauczyliście się o sobie podczas kręcenia "Iluzji 3"?

Jesse Eisenberg: - Nauczyłem się czegoś bardzo ważnego o sobie. Zwykle oceniam swoje aktorstwo tak, jak postać ocenia samą siebie. Wiele ról, które gram, to osoby przygnębione, i często czuję się podobnie. Ale kiedy kręciłem pierwszą "Iluzję", pamiętam, że po pierwszym dniu wróciłem do domu i myślę: "To było niesamowite. Dzisiaj byłem świetny, zagrałem naprawdę dobrze". Pomyślałem tak tylko dlatego, że spędziłem dzień, będąc jak moja postać – arogancka i pewna siebie. To była dla mnie cenna lekcja. Kiedyś wydawało mi się, że jestem kiepskim aktorem, dniami byłem w złym nastroju. Praca nad tym filmem zmieniła moje podejście. Uświadomiłem sobie, że przejmuję emocje bohatera.

Isla Fisher: - Nauczyłam się podczas pracy nad tym filmem, że prawdziwa przyjaźń może przetrwać naprawdę długo. Moje relacje z Jessem, Dave’em, Woodym oraz wszystkimi nowymi przyjaciółmi są po prostu cudowne. To wspaniale uświadomić sobie, że nawet jeśli długo nie widziało się osób, które się uwielbia, ponowne spotkanie przywraca stare żarty i dawną dynamikę. Kręcąc film, przechodziłam prywatnie trudny okres, ale każdego dnia czułam ogromne wsparcie ze strony obsady. Ta zabawa, którą widać na ekranie, naprawdę miała miejsce także poza nim. Na planie nie było żadnych ego – nikt nie musiał się "pokazać" ani udowadniać swojej wartości.

Dominic Sessa: - Myślę, że nauczyłem się, jak bardzo na planie polega się na innych ludziach. W tym projekcie uświadomiłem sobie to szczególnie wyraźnie, bo spędzaliśmy razem wiele godzin. To naprawdę pokazało, jak bardzo zależę od moich ekranowych kolegów, gdy staram się dać z siebie wszystko, i jak istotne jest to, by mi dobrze poszło.

Jak wyjątkową okazją jest dla was granie w dużych, widowiskowych filmach, a jednocześnie możliwość płynnego przechodzenia do produkcji niezależnych?

Dominic Sessa: - Pod pewnymi względami to zupełnie coś innego, na przykład jeśli chodzi o otoczkę produkcji. Ale jako aktor robisz w zasadzie to samo: stoisz w wyznaczonych miejscach, masz świadomość, gdzie znajduje się kamera i partner w scenie, uczysz się kwestii dzień przed wejściem na plan. W tym sensie doświadczenie jest całkiem podobne.

Isla Fisher: - Myślę też, że praca nad takim filmem, w porównaniu z niezależnym projektem, daje inne możliwości. Oczywiście w większych produkcjach budżety są wyższe, ale moje niezależne filmy trwają zwykle maksymalnie 25–29 dni, więc nie ma czasu na prawdziwe budowanie relacji. Tutaj natomiast kręci się mnóstwo ujęć. Mieliśmy sporo czasu, by po prostu być razem. Myślę, że Dom i ja spędzaliśmy ze sobą około trzech godzin dziennie, co pozwoliło nam naprawdę się poznać. Aktorstwo w dużej mierze jest doświadczeniem społecznym.

Czytaj więcej: "Iluzja 3". Uwielbiana na całym świecie seria powraca. Fani będą zadowoleni

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Iluzja 3 | Jesse Eisenberg | Isla Fisher | Dominic Sessa
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL