Reklama

Reklama

Małgorzata Gorol w "Śubuku": Lubię się zmieniać, dlatego jestem aktorką

"Im trudniej - tym lepiej" - mówi Małgorzata Gorol o roli w filmie "Śubuk" Jacka Lusińskiego. W poruszającej produkcji, nagrodzonej na tegorocznym festiwalu w Gdyni za najlepszy scenariusz, zdolna aktorka wciela się w młodą dziewczynę, która zachodzi w nieplanowaną ciążę i rodzi dziecko cierpiące na autyzm.

"Im trudniej - tym lepiej" - mówi Małgorzata Gorol o roli w filmie "Śubuk" Jacka Lusińskiego. W poruszającej produkcji, nagrodzonej na tegorocznym festiwalu w Gdyni za najlepszy scenariusz, zdolna aktorka wciela się w młodą dziewczynę, która zachodzi w nieplanowaną ciążę i rodzi dziecko cierpiące na autyzm.
Małgorzata Gorol /Beata Zawrzel /Reporter

"Śubuk" to trafiająca prosto w serce, wypełniona emocjami, optymizmem i czułym humorem opowieść o kobiecej sile, radości życia, odmiennym postrzeganiu świata i ukrytym potencjale, który drzemie w każdym z nas.

W roli głównej, po raz pierwszy w swojej karierze, występuje aktorskie odkrycie ostatnich lat, Małgorzata Gorol, znana m.in. z filmów "Twarz" Małgorzaty Szumowskiej i "Magnezja" Macieja Bochniaka. Wspierają ją - nagradzany na całym świecie za rolę w filmie "Ostatnia Rodzina" - Andrzej Seweryn, kilkukrotna laureatka Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł - Aleksandra Konieczna ("Ostatnia Rodzina", "Boże Ciało"), odkrycie głośnego serialu HBO, "Ślepnąc od świateł" - Marta Malikowska, gwiazda serialu "Chyłka" - Filip Pławiak oraz po raz pierwszy na ekranie - Wojtek Krupiński i Wojciech Dolatowski. Reżyserem "Śubuka" jest Jacek Lusiński, twórca poruszającego obrazu "Carte Blanche". Wspólnie z Szymonem Augustyniakiem jest on również autorem scenariusza, który wygrał prestiżowy konkurs Script Pro w 2019 roku.

Reklama

"Śubuk": O czym opowiada film?

Rok 1989. Młoda dziewczyna, Maryśka zachodzi w ciążę ze starszym od niej milicjantem Darkiem. Mężczyzna nie chce dziecka i zmusza kobietę do aborcji. Mimo kiepskiej sytuacji materialnej i ambitnych planów życiowych Maryśka decyduje się urodzić, a Darek usuwa się z jej życia. Wkrótce potem na świat przychodzi jej syn, w którego wychowaniu wspiera ją starsza siostra, Marta. Bardzo szybko okazuje się, że chłopiec mocno różni się od rówieśników: jest dziwnie wycofany, zamknięty w sobie, a jedyne wypowiadane przez niego słowo to "śubuk". Mijają kolejne lata, syn Maryśki zostaje wyrzucony z przedszkola, a po jakimś czasie pojawia się diagnoza lekarzy: chłopiec ma autyzm.

Maryśka początkowo nie wie, jak odnaleźć się w tej sytuacji, a w Polsce lat 90. nikt nie rozumie tego zaburzenia. Kobieta ma przeciwko sobie również zawziętego sąsiada Feliksa, który - słysząc krzyki dziecka w mieszkaniu - donosi na policję, że ta znęca się nad synem. Maryśka jednak nie poddaje się i postanawia dowiedzieć się jak najwięcej o autyzmie oraz zrobić wszystko, aby jej syn mógł podjąć normalną edukację. Wie bowiem, że chłopiec jest ponadprzeciętnie inteligentny, ale wymaga więcej uwagi i cierpliwości od otoczenia. Rzucając wyzwanie służbie zdrowia i polskiemu systemowi oświaty, Maryśka odnajduje inne matki w podobnej sytuacji, ignorowane przez system. Od tej pory kobieta nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel oraz zapewnić swojemu synowi społeczną akceptację i zrozumienie.

Reżyser Jacek Lusiński wiele lat przygotowywał się do tego projektu. Jak to się stało, że powierzył pani główną rolę w filmie "Śubuk"?

Małgorzata Gorol: - Trzeba zapytać Jacka (śmiech). Zdradził mi, że od samego początku byłam w bardzo wąskim gronie faworytek, jeszcze przed pierwszym castingiem. Niemniej, musiał zaryzykować, nie pracowaliśmy ze sobą wcześniej, nie znaliśmy się. Nie mógł mieć stuprocentowej pewności. Ja ją miałam.

Po pierwszej transzy zdjęć podobno otrzymała pani od reżysera SMS-a o treści: "Jestem szczęśliwy, że cię wybrałem do tej roli", a po ich zakończeniu powiedział o pani w jednym z tekstów prasowych "cudny człowiek i hipnotyzująca aktorka". Jak pani wspomina tę współpracę?

- Tak, rzeczywiście - Jacek po pierwszych dniach powiedział, że widzi Marysię. Że mamy film. Jacek Lusiński nie owija w bawełnę. Jest szczerym człowiekiem i reżyserem. Wiem, że spotkamy się w pracy twórczej jeszcze nie raz. 

Z kolei pani powiedziała o roli w "Śubuku": "To bez wątpienia najważniejsze i najpotężniejsze zadanie, jakie postawiono mi do tej pory w kinie". Rzeczywiście było aż tak trudno? 

- Odpowiem powiedzeniem powszechnym w środowisku filmowym: Im trudniej - tym lepiej.

W "Śubuku" wciela się pani w Maryśkę, młodą dziewczynę, która zachodzi w nieplanowaną ciążę. Po urodzeniu dziecka okazuje się, że wyróżnia się ono na tle rówieśników, a po kilku latach zostaje u niego wykryte spektrum autyzmu. Jak przygotowywała się pani do tej niełatwej roli?

- Przede wszystkim przygotowywałam się do roli właśnie opiekunki osoby w spektrum autyzmu. Odwiedzałam wielokrotnie centrum terapeutyczne, które pomaga rodzinom osób dotkniętych autyzmem.

Pani bohaterka początkowo planuje usunąć ciążę - wtedy jeszcze nie wie, że jej dziecko urodzi się z zaburzeniami - marzy o studiach i nie chce spędzić najlepszych lat życia w roli młodej matki. Zrządzenie losu sprawia, że w końcu i tak zostaje sama z dzieckiem. W dodatku dzieckiem potrzebującym szczególnej opieki. Jak pani myśli, skąd znajduje w sobie siłę, żeby walczyć o syna, którego jeszcze nie tak dawno nie chciała? Przypomnijmy, że znaczna część wydarzeń ma miejsce w Polsce lat 90., gdy o autyzmie wiedziano bardzo niewiele. 

- Marysia rzeczywiście potrzebuje czasu, żeby dojrzeć do nowej roli. Oprócz tego, że rodzi się w niej instynkt macierzyński, działają dwie rzeczy: z jednej strony uświadamia sobie, że mają tylko siebie, a z drugiej - przekora. Marysię szlag trafia, że wszyscy narzekają na jej dziecko! Zaczyna instynktownie bronić syna przed np. rodzicami innych dzieci, potem przed dyrektorami placówek, a nawet - psychiatrami! 

Swoją postać prowadzi pani przez dwadzieścia lat. Maryśka bardzo zmienia się w tym czasie. Również fizycznie...

- Tak, ja też musiałam się zmienić. Mówię pół-żartem, że musiałam się do tej roli zestarzeć. Dwa siwe włosy to koszt, który poniosłam. A zmiana była wyzwaniem nie tylko dla mnie, ale dla pionu charakteryzacji i kostiumów również. Pamiętam jak Anka Englert z Leną i Krystianem ubolewali nad modą początku lat dwutysięcznych. A Aneta Brzozowska doklejała mi pod koniec niewielkie zmarszczki. Wcześniej zagęszczała Marysi włosy, przedłużała je....

W pani ekranowych synów wcielili się: cierpiący na autyzm Wojtuś Krupiński i filmowy debiutant Wojciech Dolatowski. Jak przebiegała współpraca zwłaszcza z pierwszym z aktorów?

- Wspaniale. Wojtuś był bardzo wdzięcznym partnerem. Dużo proponował i zaskakiwał! A ja taką pracę lubię najbardziej. Wojtek Dolatowski też się udał. To jego filmowy debiut. Jestem fanką moich synów. 

"Śubuk" ma otwarte zakończenie. Nie dowiadujemy się, co zrobi pani bohaterka. Dlatego poteoretyzujmy. Jak pani zdaniem postąpi?

- Nie znoszę spoilerów, więc odmawiam odpowiedzi na to pytanie. Powiem tylko, że tu z reżyserem chyba się różnimy. Jedno jest pewne: Marysia zrobi to, co będzie chciała, będzie tego pewna i nie będzie tego żałować.

"Zobacz ten film. Urośnie Ci serce" - zachęca pani do obejrzenia "Śubuka". Myśli pani, że obejrzane dzieło może coś zmienić w życiu człowieka?

- Tak, "Śubuk" zresztą już zaczął zmieniać. 

W kinie zadebiutowała pani dosyć późno. Dopiero tuż przed trzydziestką zagrała pani w "Twarzy". Wcześniej wycięto pani scenę z "Ja, Olga Hepnarova". Dlaczego tyle lat czekała pani na debiut?

- Bo tak to sobie wymyśliłam. Dokładnie tak kierowałam myśli, że w kinie zadebiutuję około trzydziestki. I okej. Nie uważam, że to bardzo późno. Późno dostałam się do szkoły teatralnej. Ale jak już się dostałam, wszystko toczy się raczej wartko.

Po "Twarzy" był "Plan B" Kingi Dębskiej i "Magnezja" Macieja Bochniaka, gdzie stworzyła pani bardzo wyraziste kreacje. Lubi pani zmieniać się do roli? Czytałem, że wszystko stara się robić w życiu na sto procent...

- Nie jestem aktorką, która lubi się zmieniać. Lubię się zmieniać, dlatego jestem aktorką. 

W przyszłym roku zobaczymy panią w filmie, którego roboczy tytuł to "Jedna dusza" Łukasza Karwowskiego u boku m.in. Dawida Ogrodnika, Tomasza Schuchardta i Doroty Kolak. Powie pani coś więcej o tym projekcie?

- Jeszcze niewiele mogę zdradzić, ale to również była bardzo wymagająca rola. Gram Annę, żonę górnika, matkę trójki dzieci. Dokładnie tak jak moja mama - ona też jest żoną górnika i ma trójkę dzieci. Ale na tym na szczęście podobieństwa między naszymi rodzinami się kończą.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Gorol | Śubuk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy