Vera Brandes (Mala Emde) miała 18 lat, gdy podjęła się organizacji koncertu Keitha Jarretta (John Magaro) w Kolonii w 1975 roku. O jej perypetiach i występie, którego zapis stał się jedną z najpopularniejszych płyt w historii jazzu, opowiada film "Dziewczyna z Kolonii" Ido Fluka, który debiutował podczas tegorocznego festiwalu w Berlinie. Na ekrany polskich kin wszedł 11 lipca 2025 roku.
Część zdjęć odbyła się w Łodzi, a nad filmem pracowali także polscy twórcy, między innymi producentka Ewa Puszczyńska, kostiumografka Aleksandra Staszko i kompozytor Hubert Walkowski.
Dla Walkowskiego "Dziewczyna z Kolonii" była filmowym debiutem. W 2025 roku podczas festiwalu Mastercard OFF CAMERA ukazało się "Życie dla początkujących" – druga produkcja fabularna, nad którą pracował. Wcześniej mogliśmy usłyszeć jego kompozycje w serialu "Strachy".
"Dziewczyna z Kolonii". Hubert Walkowski o muzyce w filmie
Jakub Izdebski, interia.pl: "Dziewczyna z Kolonii" Ida Fluka opowiada o organizacji legendarnego koncertu Keitha Jarretta w 1975 roku. Czy jako debiutujący kompozytor nie bałeś się zestawienia z ikoną jazzu?
Hubert Walkowski: - Na początku czułem coś w ten deseń. Myślałem wtedy, że będę musiał zmierzyć się z materią typowo jazzową. Gdyby tak było, nieco bym się lękał. Nie jestem jazzmanem z wykształcenia. Jestem po pięciu latach kompozycji klasycznej we Wrocławiu. Jednak gdy zrozumiałem, do jakich scen mam napisać muzykę, podszedłem do mojej pracy inaczej. Reżyser miał konkretną wizję, a ja miałem w niej ważną rolę. Próbowaliśmy ubrać warstwę muzyczną w taki sposób, by nie przypominała ona jazzu. Muzyka "Dziewczyny z Kolonii" jest napisana środkami bardzo oszczędnymi, bo chcieliśmy odzwierciedlić emocje głównej bohaterki. To nie jest tak naprawdę film o Keithie Jarretcie i jego koncercie. To ważna część fabuły, ale w jej centrum znajduje się Vera Brandes, która zorganizowała to wydarzenie. Chcieliśmy, by muzyka odzwierciedlała jej emocje. To, co dzieje się w jej wnętrzu. I poszliśmy w zupełnie innym kierunku niż jazz.
Z jednej strony jest muzyka Jarretta, z drugiej niemiecki rock lat 70., na przykład utwory zespołu Floh de Cologne, które znalazły się na ścieżce dźwiękowej. Musiałeś się wpasować gdzieś między nimi.
- To wpasowanie się nie było łatwym zadaniem. Gdy tworzę swoją muzykę, lubię skręcać w bardziej emocjonalne zakamarki. Przy "Dziewczynie z Kolonii" musiałem się bardzo mocno ograniczać. Nie chcieliśmy takiej dosłowności w kontekście emocji głównej bohaterki. Żeby muzyka była wesoła, gdy ma dobry humor, smutna, gdy coś nie wyjdzie i tak dalej. Staraliśmy się grać na kontraście.

"Dziewczyna z Kolonii". Kompozytor Hubert Walkowski o pracy z reżyserem Ido Flukiem
W jaki sposób zaczęła się twoja przygoda z "Dziewczyną z Kolonii"?
- Odbył się konkurs, w którym wziąłem udział wraz z innymi kompozytorami. Dostaliśmy kilka scen do udźwiękowienia, a ja przesłałem swoje wersje demonstracyjne. Wygrałem, z czego bardzo się cieszę. Jednak nie oznaczało to, że moja praca jest skończona, a muzyka zaakceptowana. Pracowałem nad nią jeszcze bardzo długo.
Skoro muzyka do konkretnych scen była gotowa, nad czym jeszcze musieliście się skupić?
- Szlifowaliśmy niuanse, by nie skręcać we wspomnianą dosadną muzykę ilustracyjną. Często używam harmonicznych zabiegów, a tutaj zdecydowałem się iść w minimalizm. To było sporym wyzwaniem, bo ta emocjonalność przyciągała mnie przez cały czas. A jak mogłem ją ukazać przy tak niewielu środkach? Jednak taki był zamysł reżysera. A ja zgodziłem się z nim.

Były jakieś aspekty twojej współpracy z reżyserem Ido Flukiem, które szczególnie zapadły ci w pamięć?
- Specyficzne było to, że wszystko ustalaliśmy podczas spotkań online. Ido jest z Nowego Jorku, a ja mieszkam w Polsce, więc musieliśmy łapać się przez intranet. I to jeszcze w takich porach, byśmy obaj byli na nogach. Różnica czasu wynosi sześć godzin, co okazało się sporym kłopotem. Zdałem sobie też sprawę, że Ido nie oczekiwał ode mnie, bym tylko zadowolił jego oczekiwania. Nie było rozkazów typu "Hubert, zrób tak, żeby mi się podobało". Chciał, żebym też był zadowolony z efektu naszej pracy. Największą sztuką było spotkać nasze oczekiwania w miejscu, w którym obaj mogliśmy stwierdzić, że jesteśmy usatysfakcjonowani. I w finale tak wyszło. Po wielu próbach, ale wyszło.
Z której sceny w "Dziewczynie z Kolonii" jesteś szczególnie zadowolony?
- W jednej z kluczowych sekwencji panuje spore zamieszanie, a bohaterka szuka fortepianu. Jestem z niej bardzo zadowolony, bo udało mi się tam pogodzić dwie wizje: moją i reżysera. Muzyka działa w niej podprogowo na słuchacza.
Hubert Walkowski o "Życiu dla początkujących"
W 2025 roku swą premierę miało także "Życie dla początkujących" Pawła Podolskiego, drugi film, do którego nagrałeś muzykę. Mogliśmy go zobaczyć między innymi na krakowskiej Mastercard OFF CAMERZE.
- Po realizacji "Dziewczyny z Kolonii" mój agent Michał Turnau znalazł mi projekt Pawła Podolskiego. Tym razem obyło się bez konkursu. To był film mikrobudżetowy, jego realizacja była już w końcowej fazie. To była wyjątkowo fajna okazja dla początkującego kompozytora, którym wciąż jestem. A efekt moich działań bardzo mnie zadowala. Poza tym miałem możliwość pracy ze wschodzącym talentem reżyserii. To nowe doświadczenie, podczas którego też sporo się nauczyłem. Dzięki tym filmom cały poprzedni rok okazał się do mnie wyjątkowo ciekawy.
Hubert Walkowski. Najlepsza muzyka filmowa ostatnich lat
Oglądając filmy, na pewno zwracasz uwagę na ich warstwę muzyczną. Zastanawia mnie, która ścieżka dźwiękowa zrobiła na tobie ostatnio wyjątkowo pozytywne wrażenie?
- Na pewno była to muzyka w filmie "Substancja" Coralie Fargeat. Poszedłem na niego zupełnie nieświadomy. Nic o nim nie wiedziałem. O czym on będzie, kto napisał muzykę — nic. Ten film miał zaskakiwać i szokować pod każdym względem. Wiem, że podzielił odbiorców na tych, którzy go nienawidzą i na tych, którzy go kochają. Ja zaliczam się zdecydowanie do drugiej grupy. A muzyka brytyjskiego kompozytora Raffertie'ego to, mówiąc kolokwialnie, miazga. Bardzo lubię elektroniczne zabiegi, które tam wykorzystano. Wszystko trafiało w punkt i na pewno zostanie w mojej pamięci na długo.










