Reklama

Reklama

​Stellan Skarsgard ubolewa nad upadkiem kina niezależnego

W wyświetlanym właśnie w kinach filmie "Diuna" zagrał diabolicznego barona Vladimira Harkonnena. Ale Stellan Skarsgard z powodzeniem łączy udział w wielkich widowiskach z występami w niezależnych produkcjach. Jak sam zauważa, los tej drugiej grupy filmów jest z powodu pandemii COVID-19 zagrożony. Nie uważa jednak, by winę za taki stan rzeczy miały ponosić kręcone za setki milionów dolarów komiksowe widowiska.

W wyświetlanym właśnie w kinach filmie "Diuna" zagrał diabolicznego barona Vladimira Harkonnena. Ale Stellan Skarsgard z powodzeniem łączy udział w wielkich widowiskach z występami w niezależnych produkcjach. Jak sam zauważa, los tej drugiej grupy filmów jest z powodu pandemii COVID-19 zagrożony. Nie uważa jednak, by winę za taki stan rzeczy miały ponosić kręcone za setki milionów dolarów komiksowe widowiska.
Stellan Skarsgard /Roberto Serra - Iguana Press /Getty Images

Niedawny wywiad gazety "The Guardian" ze Stellanem Skarsgardem miał nietypową formę. Możliwość zadawania pytań mieli bowiem czytelnicy pisma. Jeden z nich zapytał aktora, co sądzi o krytyce filmów superbohaterskich, jaka padła z ust Martina Scorsese i kilku innych znanych filmowców. Skarsgard ma na koncie m.in. udział w marvelowskiej serii "Thor", gdzie wcielił się w profesora Erika Selviga.

Reklama

"Nie mam nic przeciwko filmom o superbohaterach. Sam w kilku zagrałem i uważam, że jest dla nich miejsce w kinie. Problem tkwi gdzie indziej. W systemie, który pozwala ośmiu osobom na posiadanie połowy bogactwa na świecie. Wzmacnia on siły rynkowe, sprawiając, że małe i niezależne kina poza kilkoma dużymi miastami praktycznie nie istnieją już nigdzie indziej" - odpowiedział Skarsgard.

Na tym jednak nie zakończył swojej analizy. "Nie mamy kanałów dystrybucji dla wszystkich średniobudżetowych filmów, w których występują najlepsi aktorzy, które reżyserują najlepsi reżyserzy i które piszą najlepsi scenarzyści. Ich producenci nie są w stanie wydać trzech milionów dolarów na kampanię marketingową. Nawet jeśli tym filmom uda się trafić do kin, są tam przez tydzień. Jeśli przez ten czas nie zarobią, znikają" - dodał szwedzki aktor.

W podobnym tonie niedawno wypowiedział się reżyser filmu "Avengers: Koniec gry", Joe Russo. Jego zdaniem filmy niezależne nie mają już przyszłości w kinie, więc ich twórcy powinni się zwracać w kierunku serwisów streamingowych.

"Pamiętacie 'Ojca chrzestnego'? Na początku grano go w Stanach tylko w stu kinach. Teraz duże filmy mają premierę w czterech tysiącach kin. Twórcy 'Ojca chrzestnego' mieli tylko kilka małych reklam w 'New York Timesie', ale ich film radził sobie coraz lepiej, bo był bardzo dobry. Ale dziś opinie widzów nie mają szans na to, by wpłynąć na powodzenie filmu. I jest to bardzo smutne" - zakończył Skarsgard.

Zobacz również:

Legenda polskiego kina ma koronawirusa. Jak się czuje 93-latka?

"Rolnik szuka żony": Przyznała się do problemów! Niepokojące słowa

Dojrzała zmysłowość? Piękna Polka nie przestaje zachwycać

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Stellan Skarsgard

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL