Kilka tygodni temu Timothée Chalamet wywołał burzę nie tylko w internecie, ale w całym świecie szeroko pojętej sztuki. Zaczęło się niewinnie - aktor miał budować ekscytację wokół występu w filmie "Wielki Marty" i oczekiwania na Oscara. Jednak jednym zdaniem całkowicie odwrócił uwagę wszystkich od wyścigu po statuetkę.
W rozmowie z "Variety" młody aktor wypowiedział się na temat wyzwań, jakie stoją przed współczesnym kinem. Sam określił się jako osobę stojącą "pośrodku" pomiędzy poważnymi produkcjami a tymi czysto rozrywkowymi. Jednak to dalsza część jego wypowiedzi wzbudziła największe kontrowersje - a aktor zdawał się być świadomy, jaką burzę wywoła.
"Jest we mnie część, która ma poczucie, że jeśli ludzie chcą obejrzeć 'Barbie' czy 'Oppenheimera', to pójdą na te filmy i zrobią wszystko, żeby być z tego dumnym i mówić o tym głośno. A ja nie chcę pracować w balecie, operze czy w innych produkcjach, w których liczy się jedynie to, żeby utrzymać je przy życiu, które nikogo już nie obchodzą. Z całym szacunkiem dla ludzi baletu i opery. Właśnie straciłem 14 procent widowni".
Przez świat kultury przeszła fala oburzenia. Na reakcje nie trzeba było długo czekać.
Balet i opera nikogo nie obchodzą? Wyniki mówią co innego
W odpowiedzi na komentarz English National Opera zaoferowała aktorowi darmowe bilety, a Seattle Opera udostępniła kod rabatowy "TIMOTHEE". Polskie sceny nie pozostały dłużne. Opera Bałtycka, Opera Lubelska oraz Teatr Wielki w Poznaniu publikowały materiały pokazujące wypełnione po brzegi sale i owacje na stojąco.
Sprawę w swoje ręce wzięli także analitycy Instytutu Monitorowania Mediów (IMM) i sprawdzili, jak w liczbach przedstawia się zainteresowanie Polaków operą i baletem. Przeanalizowano profile trzynastu oper w Polsce pod kątem liczby interakcji w 2025 roku. Pierwsze miejsce zajął Teatr Wielki Opera Narodowa, który uzyskał blisko 180 tys. interakcji. Na drugiej pozycji znalazł się Teatr Wielki w Łodzi, a na trzeciej Opera Wrocławska - kolejno z 98 tys. i 67 tys. podjętych akcji.

Z badania IMM wynika, że opery najchętniej i najskuteczniej komunikują się na Facebooku, który odpowiada za 66% wszystkich wpisów. Na Instagramie opublikowano 31% postów, a na YouTube 3%.
"W świecie sztuk scenicznych sytuacja przypomina tę ze świata sportu. Piłka nożna, podobnie jak wielkie produkcje filmowe, dominuje w głównym nurcie i cieszy się największą ekspozycją medialną. Jednak fakt, że inne dyscypliny nie są non stop na świeczniku, nie oznacza, że nikt ich nie śledzi. (...) Podobnie jest z operą czy baletem - to formy sztuki, które posiadają wierną i bardzo zaangażowaną publiczność, śledzącą każdą premierę" - podsumował Tomasz Lubieniecki z IMM.
Timothée Chalamet i kpiny na gali
Podczas monologu otwierającego galę rozdania Golden Reels, Patton Oswalt nie omieszkał nawiązać do słów Chalameta. "Dzięki Bogu jesteśmy tutaj, żeby uhonorować osiągnięcia w montażu dźwięku, a nie oglądać balet lub operę" - śmiał się ze sceny.
Timothée Chalamt za sprawą niefortunnej wypowiedzi zaczął być postrzegany jako zarozumiały artysta i mocno stracił w oczach fanów. Wiele osób sądzi, że to właśnie to wydarzenie mogło zaważyć na jego ostatecznej przegranej podczas rozdania Nagród Akademii. Co więcej, "Wielki Marty" nominowany był w aż dziewięciu kategoriach i... nie otrzymał ani jednej statuetki.










