Reklama

Reklama

Nie żyje Janina Traczykówna

Nie żyje Janina Traczykówna, aktorka znana publiczności przede wszystkim z ról reporterki Barbary Raczyk z pierwszego polskiego serialu "Barbara i Jan", Michasi Ostrzeńskiej z kultowych "Nocy i dni", a także z filmów Marka Koterskiego. Miała 91 lat.

Janina Traczykówna (15.05.1930 - 22.01.2022)

"Z przykrością zawiadamiamy o śmierci wspaniałej aktorki - Janiny Traczykówny. Artystka stworzyła wiele wspaniałych ról, jednak widzowie pamiętają ją przede wszystkim jako Michasię z 'Nocy i dni' oraz ról w 'Misiu' Stanisława Barei czy w 'Brunecie wieczorową porą'. Była wieloletnią członkinią ZASP. Spoczywaj w pokoju" - poinformował w mediach społecznościowych Związek Artystów Scen Polskich.

Janina Traczykówna urodziła się 15 maja 1930 roku we Włodawie. W 1953 roku ukończyła studia na wydziale aktorskim warszawskiej PWST. Przez niemal 40 lat związana była ze stołecznym Teatrem Dramatycznym.

W latach 60. była bardzo popularna. Zagrała wówczas m.in. w znakomitym filmie Kazimierza Kutza "Ludzie z pociągu". 

Reklama

Prawdziwą sławę zyskała jednak, gdy powierzono jej tytułową rolę w produkcji "Barbara i Jan", czyli pierwszym polskim serialu. "Barbara i Jan" był serialem komediowo-sensacyjnym. Początkująca młoda dziennikarka i doświadczony fotoreporter jeżdżą po Polsce samochodem marki syrena w poszukiwaniu materiału na reportaż. W każdym odcinku mają przygotować jeden banalny temat, ale podczas jego realizacji zawsze napotykają zupełnie nieprzewidziane sytuacje i trudności, które sprawiają, że ostatecznie ich reportaż staje się nadzwyczaj wyjątkowy.

Janina Traczykówna, gdy dostała tę rolę, miała 34 lata. Choć za udział w "filmie odcinkowym", jak wtedy nazywano seriale, zaoferowano jej niewielką gażę, zgodziła się bez wahania. "Pamiętam, że na planie występowaliśmy w prywatnych ubraniach. Na wszystko brakowało pieniędzy. Zdjęcia przez trzy miesiące kręcono w fabryce na warszawskiej Woli" - wspominała po latach.

Przed "Barbarą i Janem" Traczykówna kojarzona była bardziej ze słuchowisk radiowych, ponieważ miała charakterystyczny, dziecięcy głos. Aktorka miała opinię "młodej zdolnej", ale wcale nie zależało jej na sławie. Uważała, że najważniejsze jest, by po prostu... dobrze robić swoje oraz mieć do kogo wracać po spektaklach w teatrze czy całym dniu spędzonym na planie filmowym. Nie wyobrażała sobie swojego życia bez Witolda Skarucha, dla którego straciła głowę, gdy oboje byli jeszcze studentami warszawskiej szkoły teatralnej.

"To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Na początku nawet specjalnie się nie lubiliśmy. Dopiero na ostatnim roku zakochaliśmy się w sobie... Najpierw na scenie, potem w życiu. Byliśmy skrajnie różni pod względem charakterów, świetnie się uzupełnialiśmy i może właśnie dlatego udało się nam stworzyć szczęśliwy związek" - wyznała kiedyś, wspominając ukochanego.

Janina Traczykówna i Witold Skaruch (niezapomniany profesor Sędłak z "W labiryncie") przez niemal 60 lat uchodzili za najbardziej zgodną aktorską parę w Polsce.

Razem debiutowali też na scenie, na której później często się spotykali. Na ekranie zagrali wspólnie w jednym odcinku "Pogranicza w ogniu" w 1991 roku i w filmie "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (2006).

Rolą pani Janiny, która najbardziej zapadła w pamięci widzom, była postać matki Adasia Miauczyńskiego w filmie "Dzień świra" (2002) z Markiem Kondratem w roli głównej, za którą dostała nominację do Orła, Polskiej Nagrody Filmowej.

Zaraz potem przyjęła propozycje zagrania w "Na dobre i na złe" oraz w niesłusznie dziś zapomnianym serialu "Dom niespokojnej starości", a w 2008 roku wcieliła się w Ostojową w "39 i pół". Ostatni raz pojawiła się na ekranie w "Ostatniej akcji" Michała Rogalskiego w 2009 roku.

Wszystko wskazywało na to, że wraz z mężem mają przed sobą - jako aktorzy - drugą zawodową młodość. Niestety, 17 lutego 2010 roku Witold Skaruch zmarł po długiej chorobie. Janina Traczykówna postanowiła wtedy na zawsze wycofać się z życia publicznego. Do ostatnich dni mieszkała w domu z ogrodem nad Pilicą, tęskniąc za mężczyzną, który był całym jej światem.

Po raz ostatni zgodziła się wystąpić przed kamerą w maju 2015 roku - razem z Janem Kobuszewskim nagrała wtedy w studiu TVP Seriale pozdrowienia dla uczestników 1. Festiwalu Polskich Seriali Telewizyjnych w Elblągu.

Jedną z najważniejszych ról w karierze Traczykówna stworzyła w "Nocach i dniach" Jerzego Antczaka. W pamięci wielu widzów pozostanie zapewne już na zawsze jako Michalina Ostrzeńska.

"Kochana Janko, ty nie odeszłaś. Po prostu zmieniłaś miejsce zamieszkania. A Twoja genialna rola w naszym filmie zapewniła Ci nieśmiertelność. Pozostaniesz w naszych sercach do ostatniego tchnienia..." - napisał na Facebooku na wieść o śmierci Traczykównej Antczak.

"Głos Pani Janiny. Były jeszcze inne filmy, niektóre świetne, byli reżyserzy, znakomici (Kawalerowicz, Chmielewski, Kutz, Ber), był pierwszy polski serial ("Barbara i Jan" ), ale dla mnie aktorsko była jednak przede wszystkim Michasią, kobietą z Barei, i mamą u Koterskiego. I była głosem. Przester w polifonii łagodnych tembrów to była właśnie pełnia Traczykówny. Tajemnicza jak to jej nazwisko. Głos - westchnienie, głos - pretensja, głos - mamy wszystkich mam, głos - zupy pomidorowej. Teraz już: 'głos z tamtego świata'" - napisał z kolei krytyk Łukasz Maciejewski.

Zobacz również:

Operacje zniszczyły jej twarz. "To, co mi się stało, jest straszne"

Polka ukrywała włosy pod czapką. "Moja nowa fryzura stanie się sensacją"

Najpiękniejsza gwiazda PRL-u? Zniknęła na 20 lat. Co się stało?

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Janina Traczykówna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy