Reklama

Reklama

"Kurier Francuski": Eksplozja wyobraźni Wesa Andersona

„Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun” to film, o którym nie da się zapomnieć. Łączy charakterystyczny sposób opowiadania obrazem z ujmującą estetyką, dowcipnymi dialogami oraz znakomitymi rolami gwiazd światowego kina. Oto zachwycający owoc bogatej i nieszablonowej wyobraźni jednego z największych wizjonerów w historii kinematografii. Tego po prostu nie wypada nie znać.

Bill Murray w filmie "Kurier Francuski"

Wydaje się, że artystyczna droga Wesa Andersona od zawsze prowadziła w kierunku "Kuriera Francuskiego", który stanowi kwintesencję stylu reżysera. W swoim 10 filmie popularny twórca zmieścił wszystko, co najlepsze z jego poprzednich, również wysoko cenionych produkcji. To po prostu trzeba zobaczyć - i to na dużym, kinowym ekranie.

Wes Anderson w świecie starej prasy

"Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun" zaczyna się tuż po śmierci Arthura Howitzera Juniora - pochodzącego z Kansas redaktora naczelnego amerykańskiego magazynu "The French Dispatch", którego siedziba znajduje się w Ennui-sur-Blasé we Francji. Zespół redakcyjny zbiera się po raz ostatni, aby napisać nekrolog. A z przywoływanych przy tej okazji wspomnień o Howitzerze Wes Anderson komponuje cztery ujmujące opowieści pełne miłości do starej, drukowanej prasy.

Reklama

"Reporter na rowerze" (Owen Wilson) to przejażdżka wąskimi, brukowanymi uliczkami wiekowego Ennui-sur-Blasé, podczas której zwiedza się nie tylko różne dzielnice, lecz także odwiedza się różne epoki. Oto ponadczasowa esencja Francji i francuskości.

Z kolei "Konkretne arcydzieło" to reporterska wyprawa do świata sztuki. Wciągająca opowieść o szalonym twórcy (Benicio del Toro), być może równie szalonej muzie (Léa Seydoux) oraz co najmniej ekscentrycznych marszandach (m.in. Adrien Brody) i kolekcjonerach, którzy windują wartość jego dzieł. Historię przytacza charyzmatyczna krytyczka i kronikarka J.K.L. Berensen (Tilda Swinton).

"Poprawki do manifestu" to nostalgiczny hołd dla reportażu społeczno-politycznego. W tym przypadku dotyczącego strajku generalnego, który rozlewa się na cały kraj. W dziennikarskiej relacji nie może rzecz jasna zabraknąć charyzmatycznych, choć nieco pechowych liderów zbuntowanego ruchu studenckiego: marzycielskiego Zeffirelliego (Timothée Chalamet) i upartej Juliette (Lyna Khoudri). A dociera do nich jedyna w swoim rodzaju Lucinda Krementz (Frances McDormand).

Natomiast "Prywatna jadalnia komisarza" to prawdziwa wisienka na torcie - portret legendarnego szefa kuchni Nescaffiera (Stephen Park), który na co dzień gotuje dla komisarza policji Ennui-sur-Blasé (Mathieu Amalric). Sensualna opowieść niespodziewanie zamienia się w trzymający w napięciu kryminał, kiedy szajka zbirów pod wodzą "Szofera" (Edward Norton) porywa ukochanego syna komisarza (Winsen Ait Hellal). Pyszny filmowy kąsek z typowymi dla Wesa Andersona smaczkami scenariuszowymi.

Firmament Wesa Andersona

Magii stylu tego niezwykłego reżysera i scenarzysty ulegają nie tylko widzowie, lecz także największe gwiazdy kina. Obsada każdego filmu Wesa Andersona jest imponująca. Tuzy Hollywood grają u niego nie tylko główne, lecz także drugo- i trzecioplanowe role, bo nawet z niewielkich epizodów Anderson potrafi stworzyć prawdziwe aktorskie perełki, które zapadają w pamięć. A do tego ma jedyny w swoim rodzaju system pracy, którego nie można doświadczyć przy żadnej innej produkcji.

Wyszukuje jedną miejscowość służącą za bazę produkcji. Wszystko i wszyscy znajdują się od siebie w odległości możliwej do pokonania pieszo, rowerem lub wózkiem golfowym. Dzięki temu aktorzy i ekipa żyją i tworzą wspólnie. "Praca z Wesem to przygoda odmieniająca całe życie" - twierdzi wieloletni współpracownik reżysera, autor zdjęć Robert Yeoman. "Czy to płynąc wycieczkowcem u wybrzeży Włoch, jadąc starym pociągiem przez Indie, czy biegnąc przez wąskie uliczki Angoulême, człowiek bierze udział w przygodzie obejmującej całe życie i nieograniczającej się tylko do czasu spędzanego na planie. Film pochłania całą uwagę" - mówi operator.

Poza niespotykaną na planach filmowych atmosferą Wes Anderson gwarantuje również aktorom dużą swobodę artystyczną. Doskonale wie, czego chce, ale pozwala współpracownikom wypróbować ich pomysły. Później realizuje wszystko po swojemu. A dopiero na końcu ocenia, która wersja najbardziej mu odpowiada. To wyjątkowy artystyczny kompromis, który przyciąga do tego twórcy największe gwiazdy. Jako dowód wystarczy wymienić choćby część obsady "Kuriera Francuskiego": Benicio del Toro, Adrien Brody, Tilda Swinton, Léa Seydoux, Frances McDormand, Timothée Chalamet, Lyna Khoudri, Jeffrey Wright, Mathieu Amalric, Stephen Park, Bill Murray oraz Owen Wilson.

Styl nie do podrobienia

Ale Wes Anderson to nie tylko oryginalny i otwarty na twórcze eksperymenty szef ekipy, lecz przede wszystkim artysta o przebogatej wyobraźni, która owocuje niepowtarzalnymi filmami. Ich charakterystyczny styl rozpoznaje się już po kilku pierwszych symetrycznych i pełnych ciepłego humoru kadrach. Po intensywnych i pastelowych kolorach, które w dodatku nie są tylko estetycznym ozdobnikiem, lecz mają konkretne znaczenie. Po jazdach i obrotach kamery, które w specyficzny sposób prezentują świat, a także po ostrych przejściach montażowych, które z humorem puentują poszczególne sceny.

Do tego przerysowana rzeczywistość, ciepły humor, estetyka retro oraz nostalgia za starymi, dobrymi czasami oraz poczciwymi ekscentrykami zamieszkującymi te wspaniałe światy. Tak bardzo niezwykłe, bo każda scenografia jest dopracowywana do najdrobniejszego szczegółu, a każdy plener starannie wyszukiwany w trakcie licznych podróży Andersona. A na uważniejszych widzów czekają jeszcze gęsto rozsiane aluzje do klasyki kina oraz dzieł kultury, dzięki którym filmy Wesa Andersona można oglądać wielokrotnie i za każdym razem odkrywać w nich coś nowego.

To wszystko znaki rozpoznawcze całej twórczości cenionego reżysera i scenarzysty - nominowanego do Oscarów i nagradzanego na najważniejszych festiwalach filmowych na świecie. A "Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun" to kumulacja talentu Wesa Andersona. Zbiera wszystkie charakterystyczne elementy jego twórczości (korzysta nawet z animacji!), skrzy się nimi, wciąga i uwodzi widza, by wprowadzić go w ten niepowtarzalny nastrój, która osiąga się, zaglądając do świata wyobraźni i wrażliwości tego niezwykłego twórcy. Aby w pełni mu się oddać, najlepiej oglądać jego filmy w kinach. Szczególnie ten najnowszy - już porównywany z wcześniejszym przebojem "Grand Budapest Hotel". Dobre samopoczucie, nawrót ciekawości świata i wiary w ludzi gwarantowany. A do tego można się pośmiać i otulić nostalgią. Idealna propozycja na długie jesienne wieczory. I nie tylko na nie.

Czytaj również:

"Rolnik szuka żony 8": Zaręczyny w programie podzieliły widzów

"Rolnik szuka żony": Stanisław zabrał głos i zaskoczył dziwną propozycją!

Tom Holland ma problemy ze zdrowiem! Na co cierpi filmowy Spider-Man?

Chce zagrać Jamesa Bonda. Sam się zgłosił!

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje