Reklama

"Kochankowie z księżyca. Moonrise Kingdom": Pierwsza miłość

Bohaterowie filmu "Kochankowie z księżyca. Moonrise Kingdom" /Everett Collection /East News

W swoim siódmym filmie pełnometrażowym Wes Anderson, twórca "Genialnego klanu" i "Fantastycznego Pana Lisa", przedstawił historię dwójki zakochanych nastolatków, którzy postanawiają uciec z domu i zamieszkać razem w lesie. Ich zniknięcie stawia na nogi spokojną dotychczas wysepkę w Nowej Anglii, w szczególności rodziców dzieci i miejscową drużynę skautów. W poniedziałek mija dziesięć lat od premiery "Kochanków z księżyca. Moonrise Kingdom". Film zapamiętamy też jako ostatni sukces Bruce'a Willisa. Potem z jego karierą było już tylko gorzej...

Wes Anderson przez długi czas nosił się z realizacją filmu dotyczącego pierwszej miłości, niewinnej i wyidealizowanej. Chciał przedstawić historię, która nastolatkom wydałaby się prawdziwa, a jednocześnie wywołała dobre wspomnienia u dorosłej widowni. Reżyser rozpoczął prace nad scenariuszem, realizując równocześnie inne projekty. Po roku miał piętnaście stron i, jak przyznał w wywiadzie dla serwisu IndieWire, utknął w martwym punkcie. Mimo wielu pomysłów i notatek nie potrafił złożyć swoich myśli w koherentną historię. Wtedy poprosił o pomoc swojego przyjaciela Romana Coppolę, z którym wcześniej napisał "Pociąg do Dajreeling". Razem zamknęli scenariusz w ciągu miesiąca. Anderson chciał, by Coppola był zaangażowany w dalszą część produkcji, on jednak musiał zrezygnować - był zajęty realizacją swojego "Portretu umysłu Charlesa Swana III". W międzyczasie swą premierę miał "Fantastyczny Pan Lis". Zrealizowany techniką poklatkową film otrzymał pozytywne recenzje, jednak jego wyniki finansowe były rozczarowujące. Anderson musiał się więc pogodzić, że ewentualny budżet "Moonrise Kingdom" będzie sporo mniejszy od zakładanego.

Reklama

"Kochankowie z księżyca. Moonrise Kingdom": Dzieci gwiazdami filmu

W swojej karierze twórca "Rushmore" wielokrotnie pracował z dziećmi. Nigdy nie miały one jednak tak istotnej roli w fabule, jak w "Kochankach z księżyca". Castingi do ról Sama i Suzy rozpoczęły się na długo przed rozpoczęciem zdjęć i trwały aż osiem miesięcy. Reżyser zdawał sobie sprawę, że bez odpowiednich młodocianych aktorów film nie zadziała. Jared Gilman ujął go swoją osobowością, a także wrodzonym talentem komicznym. Z kolei Kara Hayward wydawała się bardzo naturalna podczas czytania scenariusza. W ramach przygotowań dziecięcy aktorzy mieli za zadanie wejść w skórę swych postaci. Hayward dużo czytała, z kolei Gilman nauczył się rozpalać ogień i pływać kajakiem. Następnie reżyser poświęcił wiele dni na próby. Po zakończeniu zdjęć żartował, że dwójka nastolatków znała scenariusz najlepiej z całej obsady.

O rolę Sama ubiegał się także Lucas Hedges, nominowany w 2017 roku do Oscara za drugoplanową rolę w "Machester by the Sea" (Hayward zagrała tam jedną z jego dziewczyn). Chłopiec wydał się Andersonowi bardzo utalentowany, nie widział go jednak jako zakochanego nastolatka. Postanowił obsadzić go jako Redforda, jednego ze skautów, któremu nie po drodze z głównym bohaterem. Nazwisko postaci nie jest przypadkowe. Anderson chciał, by aktor odtwarzający tę postać wydawał się złotym chłopcem. W pewnym momencie porównał go do młodego Roberta Redforda - i tak oto bohater został nazwany.

Gwiazdy chcą grać u Wesa Andersona

Do ról dorosłych postaci Anderson zaangażował Jasona Schwartzmana i Billa Murraya - swoich stałych współpracowników. W projekcie nie mógł się jednak pojawić Owen Wilson, który nie tylko zagrał w "Genialnym klanie" i "Podwodnym życiu ze Stevem Zissou", ale był także współscenarzystą tego pierwszego (za co otrzymał zresztą nominację do Oscara). Anderson przyznał, że uwielbia z nim pracować. Nie odczuwał jednak jego braku na planie - nie tylko z powodu zaangażowania, jakiego wymagał od niego projekt. Wynikało to także z plejady gwiazd, z którymi miał przyjemność pracować po raz pierwszy w swojej karierze.

W dowodzącego poszukiwaniami dwójki uciekinierów Kapitana Sharpa wcielił się Bruce Willis. Znany ze "Szklanej pułapki" aktor przyjął rolę niemal od razu, ponieważ bardzo chciał wystąpić u Andersona. Reżyser był zdziwiony, jak bardzo znany ze swoich humorów gwiazdor zaangażował się w projekt. Miał wiele pomysłów, jednak ostatnie słowo zawsze należało do autora filmu. W tym samym roku Willis nakręcił thriller science-fiction "Looper - Pętla czasu", który również otrzymał bardzo dobre recenzje. Był to ostatni tak udany rok w jego karierze.

W "Moonrise Kingdom" swoją pierwszą współpracę z twórcą "Genialnego klanu" zaliczył Edward Norton. Podobnie jak Willis, on także od dłuższego czasu chciał wystąpić u Andersona. Lata wcześniej prowadził z nim nawet wstępne rozmowy, z których jednak nic nie wyszło. Norton był zachwycony szczegółowością scenariusza. Podobała mu się także wypracowana przez reżysera formuła humoru. "Jeśli myślisz, że masz dać komediowy występ, to się mylisz" - mówił podczas promocji filmu. "Jego postacie są bardzo szczere i poważne, i stąd właśnie bierze się ich śmieszność. [...] Wes kręcił to, jakbyśmy realizowali dramat". Po sukcesie "Kochanków z księżyca" Norton regularnie pojawiał się w kolejnych projektach Andersona.

Podobnie było w wypadku Tildy Swinton. Laureatka Oscara za rolę w "Michaelu Claytonie" wcieliła się w postać pracowniczki opieki społecznej, która została wezwana do odnalezienia dzieci. Aktorka opisywała ją, jako "kryzysowy środek na rozwiązanie sytuacji", a później porównała ją do siły natury. Bawiło ją także, że będzie miała okazję zmierzyć się z Bruce’em Willisem. Według niej wszyscy aktorzy mieli na planie dużo zabawy i ciągle się śmiali. "Kto wie, jak będzie w kinie" - żartowała.

"Kochankowie z księżyca. Moonrise Kingdom": Pierwszy pocałunek

Andersonowi zależało, by na planie panowała rodzinna atmosfera. Nie było o to trudno - na czas zdjęć dzielił dom z operatorem, montażystą, Murrayem i Nortonem. Realizacja filmu miała miejsce od kwietnia do czerwca 2011 roku. Sceną, która wymagała największej ilości powtórek, była ta, w której Sam podaje Suzy kolczyki. Gilman miał trudności, by jego dłoń niczego nie zasłaniała lub by znalazła się w kadrze. Z kolei scena pierwszego pocałunku dwójki nastoletnich uciekinierów nie była ćwiczona. Andersonowi zależało, by wypadła spontanicznie. Gilman przyznał później, że był to jego pierwszy pocałunek w życiu.

"Kochankowie z księżyca. Moonrise Kingdom" zostało wybrane na film otwarcia 65. festiwalu filmowego w Cannes. Dzieło Andersona pokazywane było w ramach Konkursu Głównego wydarzenia. Chociaż historia nastoletnich zakochanych wróciła z Lazurowego Wybrzeża bez nagród (nie licząc Palme de Whiskers - nieoficjalnego wyróżnienia, przyznanego pojawiającej się na ekranie kotce), reżyser nie miał powodu do narzekania. 

Tego samego dnia film wszedł do kin we Francji, a kilka dni później w ograniczonym obiegu w Stanach Zjednoczonych. Reakcje recenzentów i widzów były nader entuzjastyczne. "Kochankowie z księżyca" zaczęli być nawet wymieniani wśród faworytów do Oscara za najlepszy film. Ostatecznie produkcja miała szansę jedynie na jedną statuetkę, za scenariusz oryginalny (przegrała z "Operacją Argo"). Z perspektywy czasu widać jednak, jak wielki miała ona wpływ na dalszą karierę reżysera i jego styl, doprowadzony do perfekcji w jego kolejnym dziele: "Grand Budapest Hotel" z 2014 roku.

Zobacz też:

Tom Cruise nie chciał kręcić filmu "Top Gun: Maverick". Dlaczego zmienił zdanie?

Jennifer Aniston i Brad Pitt znowu razem? Widziano ich w Paryżu

Meg Ryan wyreżyseruje komedię romantyczną. U jej boku David Duchovny

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama