Kathy Griffin należy do grona najbardziej znanych postaci amerykańskiego show-biznesu. Dwukrotna laureatka nagrody Emmy znana jest publiczności przede wszystkim jako stand-uperka, która słynie z przesiąkniętego autoironią humoru i zjadliwych komentarzy wymierzonych w celebrytów. Jako osoba zaangażowana w działalność na rzecz mniejszości seksualnych i jedna z najzagorzalszych przeciwniczek Donalda Trumpa Griffin często zabierała głos w dyskusjach na tematy polityczno-społeczne. W 2017 roku w swojej krytyce byłego prezydenta USA posunęła się jednak za daleko.
Kathy Griffin i odcięta głowa Trumpa
Komiczka i była prezenterka CNN wzięła wówczas udział w kontrowersyjnej sesji zdjęciowej autorstwa Tylera Shieldsa. Na opublikowanej w sieci fotografii Griffin pozowała, trzymając w ręce zakrwawioną maskę imitującą odciętą głowę Trumpa. Publikacja wywołała powszechne oburzenie - nie tylko wśród internautów, ale także kolegów po fachu gwiazdy, otwiera się w nowym oknie, którzy zgodnie przyznali, że tym razem przesadziła. Stacja CNN wkrótce potem zadecydowała o jej zwolnieniu. "Pragnę was szczerze przeprosić. Jestem komiczką, ale przekroczyłam granicę. Rozumiem wasze reakcje i proszę o wybaczenie" - kajała się Griffin już po usunięciu kontrowersyjnego zdjęcia.
Goszcząc niedawno w podcaście "Sway" gwiazda przyznała, że fala krytyki, z jaką musiała się wówczas zmierzyć, doprowadziła u niej do poważnych problemów ze zdrowiem psychicznym. "Jestem z natury szaloną pracoholiczką, a wtedy po raz pierwszy miałam nadmiar wolnego czasu. Zaczęłam chorować na depresję i sprawy wymknęły się spod kontroli. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić" - ujawniła komiczka. Dolegliwości 61-letniej gwiazdy nasiliły się po wybuchu pandemii. Wtedy to uzależniła się od leków przeciwbólowych.
Kathy Griffin: Leki, próby samobójcze, szpital psychiatryczny
Zobacz również:
"Nie mogę obwiniać o to koronawirusa, ale to był nieznośny czas. Leżysz całymi dniami w łóżku i próbujesz rozgryźć swoje życie. Doszłam do punktu, w którym byłam przekonana, że nadeszła pora, abym zniknęła z tej planety. Historia mojego nałogu jest banalna - miałam kontuzję, zaczęłam brać leki i jakoś to się potoczyło. W pewnym momencie brałam Oxycontin i benzodiazepiny, w tym Valium, Klonopin i Ativan, a także Adderall i Provigil. Trzeba przyznać, że to dosyć komiczne. Kto, u licha, staje się narkomanem w wieku 59 lat?! Cóż, najwyraźniej ja" - wyjaśniła we właściwym sobie stylu Griffin.
Dopiero po dwóch próbach samobójczych gwiazda postanowiła skorzystać z profesjonalnej pomocy. "Dwa razy próbowałam się zabić. Finalnie wylądowałam na oddziale psychiatrycznym. Nie mając dostępu do leków, przez trzy doby trzęsłam się w szpitalnym łóżku patrząc tępo w sufit. Będąc sam na sam z własnymi myślami, nie masz wyjścia - musisz skonfrontować się ze swoimi porażkami i przeanalizować dotychczasowe wybory. Lekarze, którzy się mną wtedy zajęli, uratowali mi życie" - dodała.
Zobacz też:
Wychowywał go głównie ojciec. Kim dzisiaj jest syn polskiej seksbomby?
Gwiazda odchodzi z show-biznesu! Co będzie robiła?
Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film, otwiera się w nowym oknie











