Jerzy Bińczycki: Nie posłuchał lekarzy. Zmarł nagle na zawał serca

Oprac.: Tomasz Bielenia

Jerzy Bińczycki w filmie "Znachor"
Jerzy Bińczycki w filmie "Znachor"INPLUSEast News

Jerzy Bińczycki: Dwa metry wzrostu, okrągła twarz

Krytycy piszą, że najważniejszą cechą jego aktorstwa była duchowa dojrzałość, dzięki której nawet grając dla wielomilionowej widowni, potrafił nawiązać kontakt z pojedynczym widzem.
W ostatnich latach życia Jerzy Bińczycki poważnie chorował na serce. Lekarze kazali mu się oszczędzać. Nie posłuchał. W czerwcu 1998 roku zgodził się zostać dyrektorem Starego Teatru. "Nowa funkcja była dla niego zbyt wielkim stresem i obciążeniem" - mówił później Jerzy Hoffman. 2 października 1998 roku aktor miał zawał i zmarł.
"Aktorstwo jest jednym z tych zawodów, w których zawsze chce się pracować, niezależnie od zmęczenia, stanu ducha i kondycji" - mawiał Jerzy Bińczycki.
Na zdjęciu: Iga Cembrzyńska i Jerzy Bińczycki w filmie Jerzego Skolimowskiego "Ferdydurke" (1991)
Krytycy piszą, że najważniejszą cechą jego aktorstwa była duchowa dojrzałość, dzięki której nawet grając dla wielomilionowej widowni, potrafił nawiązać kontakt z pojedynczym widzem. W ostatnich latach życia Jerzy Bińczycki poważnie chorował na serce. Lekarze kazali mu się oszczędzać. Nie posłuchał. W czerwcu 1998 roku zgodził się zostać dyrektorem Starego Teatru. "Nowa funkcja była dla niego zbyt wielkim stresem i obciążeniem" - mówił później Jerzy Hoffman. 2 października 1998 roku aktor miał zawał i zmarł. "Aktorstwo jest jednym z tych zawodów, w których zawsze chce się pracować, niezależnie od zmęczenia, stanu ducha i kondycji" - mawiał Jerzy Bińczycki. Na zdjęciu: Iga Cembrzyńska i Jerzy Bińczycki w filmie Jerzego Skolimowskiego "Ferdydurke" (1991)East News/POLFILM
Po roli w "Nocach i dniach" i serialowej wersji filmu Jerzy Bińczycki z powodzeniem kontynuował karierę aktorską. W latach 70. i 80. XX wieku zagrał m.in. w europejskiej koprodukcji "Dagny" (1976), "Zaklętym dworze" (1976) i "Podróży do Arabii" (1979) Antoniego Krauzego, "Zaległym urlopie" (1978) Janusza Zaorskiego, głośnym obrazie "Szpital przemienienia" (1978) Edwarda Żebrowskiego oraz znakomitym serialu Andrzeja Wajdy i Edwarda Kłosińskiego "Z biegiem lat, z biegiem dni..." (1980), w którym wcielił się w Felicjana Dulskiego.
Na zdjęciu: Jerzy Bińczycki w filmie "Szpital przemienienia".
Po roli w "Nocach i dniach" i serialowej wersji filmu Jerzy Bińczycki z powodzeniem kontynuował karierę aktorską. W latach 70. i 80. XX wieku zagrał m.in. w europejskiej koprodukcji "Dagny" (1976), "Zaklętym dworze" (1976) i "Podróży do Arabii" (1979) Antoniego Krauzego, "Zaległym urlopie" (1978) Janusza Zaorskiego, głośnym obrazie "Szpital przemienienia" (1978) Edwarda Żebrowskiego oraz znakomitym serialu Andrzeja Wajdy i Edwarda Kłosińskiego "Z biegiem lat, z biegiem dni..." (1980), w którym wcielił się w Felicjana Dulskiego. Na zdjęciu: Jerzy Bińczycki w filmie "Szpital przemienienia".East News/POLFILM
Z pewnością najbardziej znaną filmową kreacją Jerzego Bińczyckiego jest rola Bogumiła Niechcica w "Nocach i dniach" (1975), zrealizowanej przez Jerzego Antczaka ekranizacji prozy Marii Dąbrowskiej. Reżyser długo nie mógł zdecydować, komu powierzyć rolę Niechcica.
"Basia Ptak, kostiumolog, powiedziała mi, że zna aktora, który ma dwa metry wzrostu, okrągłą twarz i nazywa się Bińczycki. Pojechałem do Krakowa, obejrzałem spektakl, w którym grał i zaprosiłem go na kolację. Nie chciał się zgodzić. Ostatecznie dał się przekonać" - wspominał po latach Antczak.
"Lubię Bogumiła, ale wierzę, że ta najważniejsza rola jeszcze przede mną" - mówił w wywiadach aktor.
W 1977 roku obraz był nominowany do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny.
Na zdjęciu: Jerzy Bińczycki i Jadwiga Barańska w serialu "Noce i dnie"
Z pewnością najbardziej znaną filmową kreacją Jerzego Bińczyckiego jest rola Bogumiła Niechcica w "Nocach i dniach" (1975), zrealizowanej przez Jerzego Antczaka ekranizacji prozy Marii Dąbrowskiej. Reżyser długo nie mógł zdecydować, komu powierzyć rolę Niechcica. "Basia Ptak, kostiumolog, powiedziała mi, że zna aktora, który ma dwa metry wzrostu, okrągłą twarz i nazywa się Bińczycki. Pojechałem do Krakowa, obejrzałem spektakl, w którym grał i zaprosiłem go na kolację. Nie chciał się zgodzić. Ostatecznie dał się przekonać" - wspominał po latach Antczak. "Lubię Bogumiła, ale wierzę, że ta najważniejsza rola jeszcze przede mną" - mówił w wywiadach aktor. W 1977 roku obraz był nominowany do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Na zdjęciu: Jerzy Bińczycki i Jadwiga Barańska w serialu "Noce i dnie" East News/POLFILM
Niezapomniane kreacje stworzył w takich filmach, jak "Noce i dnie", "Znachor" czy "Szpital przemienienia". Gdyby żył, Jerzy Bińczycki miałby 80 lat. Urodził się 6 września 1937 roku w Witkowicach pod Krakowem. Aktorem był niezwykłym i pełnym pasji, człowiekiem - nieśmiałym, choć nie pozbawionym poczucia humoru.
"Teatr uważam za najważniejsze miejsce w mojej działalności" - mawiał, ale to film zapewnił mu popularność, uznanie krytyków i podziw widzów.
Niezapomniane kreacje stworzył w takich filmach, jak "Noce i dnie", "Znachor" czy "Szpital przemienienia". Gdyby żył, Jerzy Bińczycki miałby 80 lat. Urodził się 6 września 1937 roku w Witkowicach pod Krakowem. Aktorem był niezwykłym i pełnym pasji, człowiekiem - nieśmiałym, choć nie pozbawionym poczucia humoru. "Teatr uważam za najważniejsze miejsce w mojej działalności" - mawiał, ale to film zapewnił mu popularność, uznanie krytyków i podziw widzów.AKPA

Zobacz również:

    Zobacz również:

      Jerzy Hoffman (C) remake "Znachora" postanowił zrobić w 1981 r., gdy trwał karnawał Solidarności i buzowały emocje mające niewiele wspólnego z przedwojennym melodramatem Dołęgi-Mostowicza. Kiedy rok później, już w stanie wojennym, film trafił do kin, okazał się strzałem w dziesiątkę.

Widzowie, którzy pamiętali tylko przedwojenną wersję (z Kazimierzem Junoszą-Stępowskim i Elżbietą Barszczewską), rażącą nieznośną manierycznością, szturmowali kina. Krytykom pozostało bezsilne zgrzytanie zębami.
      Jerzy Hoffman (C) remake "Znachora" postanowił zrobić w 1981 r., gdy trwał karnawał Solidarności i buzowały emocje mające niewiele wspólnego z przedwojennym melodramatem Dołęgi-Mostowicza. Kiedy rok później, już w stanie wojennym, film trafił do kin, okazał się strzałem w dziesiątkę. Widzowie, którzy pamiętali tylko przedwojenną wersję (z Kazimierzem Junoszą-Stępowskim i Elżbietą Barszczewską), rażącą nieznośną manierycznością, szturmowali kina. Krytykom pozostało bezsilne zgrzytanie zębami. East News/POLFILM
      "Był pan chłopcem szalenie utalentowanym i doszedł pan do sławy, forsy i szacunku: czy nie mógłby pan również zrobić wartościowego filmu?" - pisał zdegustowany krytyk Zygmunt Kałużyński. Grająca w filmie jedną z głównych ról Anna Dymna usłyszała kiedyś, że "Znachor" to takie "lukrowane gówienko dla kucharek".
      "Był pan chłopcem szalenie utalentowanym i doszedł pan do sławy, forsy i szacunku: czy nie mógłby pan również zrobić wartościowego filmu?" - pisał zdegustowany krytyk Zygmunt Kałużyński. Grająca w filmie jedną z głównych ról Anna Dymna usłyszała kiedyś, że "Znachor" to takie "lukrowane gówienko dla kucharek". East News/POLFILM
      "Myśmy się wszyscy od razu zaprzyjaźnili, nikt nie traktował mnie jak debiutanta" - wspomina Artur Barciś. To była jego pierwsza duża rola kinowa (wcześniej zagrał w odcinku "07 zgłoś się"). Gdy Jerzy Hoffman, który pamiętał go jeszcze z filmu "Do krwi ostatniej", zaproponował mu rolę kalekiego młynarza bez zdjęć próbnych, aktor był bardzo szczęśliwy.

"Marzyłem o tym, żeby zagrać w takim filmie. Scenariusz był świetny - mówi - (...) Miałem poczucie, że złapałem Pana Boga za nogi".
      "Myśmy się wszyscy od razu zaprzyjaźnili, nikt nie traktował mnie jak debiutanta" - wspomina Artur Barciś. To była jego pierwsza duża rola kinowa (wcześniej zagrał w odcinku "07 zgłoś się"). Gdy Jerzy Hoffman, który pamiętał go jeszcze z filmu "Do krwi ostatniej", zaproponował mu rolę kalekiego młynarza bez zdjęć próbnych, aktor był bardzo szczęśliwy. "Marzyłem o tym, żeby zagrać w takim filmie. Scenariusz był świetny - mówi - (...) Miałem poczucie, że złapałem Pana Boga za nogi". East News/POLFILM
      Reżyser Jerzy Hoffman nie pierwszy raz sięgnął po melodramat z mezaliansem w tle - pięć lat wcześniej sukces odniosła "Trędowata". W "Znachorze" w roli młodego hrabiego Czyńskiego widział ponoć Daniela Olbrychskiego (który miał już za sobą rolę Kmicica i Azji), ale ten się nie zgodził.

Annie Dymnej partnerował Tomasz Stockinger. "Lubiliśmy bardzo sceny całowania, często prosiliśmy, żeby jeszcze jedną próbę zrobić. Myślę, że mieliśmy z Anią tzw. chemię" - wspomina aktor.
      Reżyser Jerzy Hoffman nie pierwszy raz sięgnął po melodramat z mezaliansem w tle - pięć lat wcześniej sukces odniosła "Trędowata". W "Znachorze" w roli młodego hrabiego Czyńskiego widział ponoć Daniela Olbrychskiego (który miał już za sobą rolę Kmicica i Azji), ale ten się nie zgodził. Annie Dymnej partnerował Tomasz Stockinger. "Lubiliśmy bardzo sceny całowania, często prosiliśmy, żeby jeszcze jedną próbę zrobić. Myślę, że mieliśmy z Anią tzw. chemię" - wspomina aktor. East News/POLFILM
      Obsada filmu była wymarzona: Igor Śmiałowski w roli seniora rodu, Bernard Ładysz jako młynarz, kipiąca energią Bożena Dykiel, Piotr Fronczewski i w roli tytułowej Jerzy Bińczycki, dla przyjaciół Binio. Jerzy Hoffman nie wyobrażał sobie w tej roli nikogo innego.

"Na czym zasadzała się siła aktorstwa Jerzego Bińczyckiego? - zastanawiał się reżyser. - Po dziś dzień nie wiem, jakim aktorem był Bińczycki. To banał, jeśli powiem, że dobrym, ale czy wielkim? Na pewno był szlachetnym człowiekiem. To z niego emanowało. Przed kamerą Binio zawsze wydawał się niesłychanie prawdziwy. Wolno mówił, wolno się ruszał".
      Obsada filmu była wymarzona: Igor Śmiałowski w roli seniora rodu, Bernard Ładysz jako młynarz, kipiąca energią Bożena Dykiel, Piotr Fronczewski i w roli tytułowej Jerzy Bińczycki, dla przyjaciół Binio. Jerzy Hoffman nie wyobrażał sobie w tej roli nikogo innego. "Na czym zasadzała się siła aktorstwa Jerzego Bińczyckiego? - zastanawiał się reżyser. - Po dziś dzień nie wiem, jakim aktorem był Bińczycki. To banał, jeśli powiem, że dobrym, ale czy wielkim? Na pewno był szlachetnym człowiekiem. To z niego emanowało. Przed kamerą Binio zawsze wydawał się niesłychanie prawdziwy. Wolno mówił, wolno się ruszał". East News/POLFILM

      Jeszcze Bińczycki: Małżeństwo to hazard

      Zobacz również:

        Jerzy Bińczycki z żoną Elżbietą
        Jerzy Bińczycki z żoną ElżbietąAgnieszka MeissnerAgencja FORUM
        Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?