Reklama

Reklama

"Gwiezdne wojny": Najdroższy i najpiękniejszy film, jaki kiedykolwiek powstał

W środę mija dokładnie 45 lat od premiery filmu George'a Lucasa "Gwiezdne wojny". Kosmiczna opowieść o Luke'u Skywalkerze, który - podobnie jak ojciec - pragnie zostać rycerzem Jedi, to jedna z najbardziej pionierskich produkcji w historii kina. Krytyk "New York Timesa", Vincent Canby, nazwał "Gwiezdne wojny" "najbardziej wyszukanym, najdroższym i najpiękniejszym filmem, jaki kiedykolwiek powstał".

W środę mija dokładnie 45 lat od premiery filmu George'a Lucasa "Gwiezdne wojny". Kosmiczna opowieść o Luke'u Skywalkerze, który - podobnie jak ojciec - pragnie zostać rycerzem Jedi, to jedna z najbardziej pionierskich produkcji w historii kina. Krytyk "New York Timesa", Vincent Canby, nazwał "Gwiezdne wojny" "najbardziej wyszukanym, najdroższym i najpiękniejszym filmem, jaki kiedykolwiek powstał".
Mark Hamill, Carrie Fisher i Harrison Ford w filmie "Gwiezdne wojny" /Sunset Boulevard/Corbis /Getty Images

Akcja filmu George'a Lucasa rozgrywa się "dawno dawno temu w odległej galaktyce". Rycerze Jedi zostali wytępieni, a Imperium żelazną ręką sprawuje rządy nad całą galaktyką. Mała grupa Rebeliantów podejmuje walkę kradnąc tajne plany najpotężniejszej broni Imperium - Gwiazdy Śmierci. Najbardziej zaufany sługa Imperatora - Darth Vader - musi odzyskać plany i odnaleźć ukrytą bazę buntowników. Księżniczka Leia - wzięta do niewoli przywódczyni Rebeliantów, wysyła sygnał z wezwaniem pomocy, który zostaje przechwycony przez zwykłego chłopaka z farmy - Luke'a Skywalkera. Wychodząc na przeciw swemu przeznaczeniu, Luke podejmuje wyzwanie i rusza na ratunek Księżniczce chcąc pomóc Rebeliantom w obaleniu Imperium. W misji pomagają mu niezwykli sojusznicy - mądry Obi-Wan Kenobi, nieco arogancki gwiezdny awanturnik Han Solo i jego lojalny towarzysz Chewbacca a także dwa droidy, R2-D2 i C-3PO.

Reklama

Aktorski tercet

Główna rola przypadła w udziale mało znanemu Markowi Hamillowi, który wziął udział w castingu po sugestii swojego przyjaciela, znanego z roli Freddy’ego Kruegera Roberta Englunda. Wygrał i tym samym zapisał się w historii kina jako Luke Skywalker. Wystąpił we wszystkich częściach oryginalnej trylogii: "Nowej nadziei" (1977), "Imperium kontratakuje" (1980) i "Powrocie Jedi" (1983).

Po sukcesie gwiezdnej sagi bezskutecznie starał się uniknąć zaszufladkowania. Ostatecznie najczęściej grał postaci podobne do Skywalkera lub występował gościnnie w roli fikcyjnej wersji samego siebie.  W latach 90. odniósł niespodziewany sukces jako aktor dubbingowy. Swego głosu użyczył między innymi postaci Jokera w serialu animowanym "Batman". Rolę tę powtarzał wielokrotnie, ostatnio w serii gier "Batman: Arkham".

Księżniczką Leią została 19-letnia Carrie Fisher. Wcześniej miała za sobą całkiem udany film "Szampon". Jak wspomina, na casting poszła bez wiary. Śmiertelnie bała się George'a Lucasa. On zapamiętał to inaczej. Fisher wydała mu się wręcz zbyt swobodna i pewna siebie. Zresztą miał już wybraną kandydatkę idealną - 14-letnią Terri Nunn. Wcześniej z całym przekonaniem odrzucił: Amy Irving, Jodie Foster, Sissy Spacek, Farrah Fawcett, Glenn Close, Jessicę Lange, Meryl Streep, Sigourney Weaver, Cybill Shepherd, Jane Seymour, Anjelicę Huston, Kim Basinger, Kathleen Turner i Geenę Davis.

"Niemal czterdzieści lat temu George Lucas zrujnował mi życie. Oczywiście w najsympatyczniejszy możliwy sposób. I teraz, choć tyle czasu minęło, ludzie wciąż mnie pytają, czy wiedziałam, że 'Gwiezdne wojny' staną się takim nieprawdopodobnym przebojem" - aktorka przyznawała po latach w autobiografii "Księżniczka po przejściach".

Fisher przyznała, że przed wejściem na plan "Gwiezdnych wojen" miała nadwagę, kazano jej więc zrzucić pięć kilogramów. "Ważyłam w tym czasie pięćdziesiąt dwa i pół kilograma, a mówiąc między nami, około pięćdziesięciu z tych kilogramów usadowiło mi się na twarzy! Więc co jeszcze ciekawego można było wymyślić? Uczesać mnie tak, żeby jeszcze poszerzyć moją i tak szeroką twarz! Tak więc sami widzicie, że George Lucas to sadysta. Ale jak wszystkim torturowanym dzieciom - już w metalowym bikini, przykutej łańcuchem do gigantycznego ślimaka i bliskiej śmierci - wciąż było mi mało! Jesteście ciekawi dlaczego? Spójrzmy prawdzie w oczy - bo George Lucas jest wizjonerem. Bo ten człowiek przetransportował do kin, aby zabawić widownię, cały kosmos" - Fisher pisała w autobiografii.

Aktorka zdradziła także, że że na planie "Gwiezdnych wojen" nie miała biustonosza pod białą suknią księżniczki Lei. "George podszedł do mnie pierwszego dnia zdjęć, spojrzał na tę suknię i powiedział: 'Nie możesz do tej sukienki zakładać biustonosza'. A ja na to: 'OK, przełknę to jakoś. A dlaczego?'. On odpowiedział: 'Bo... w przestrzeni kosmicznej nie ma bielizny'. Przysięgam, że tak naprawdę powiedział, i to z jakim przekonaniem! Zupełnie jakby tam był, rozejrzał się i nigdzie nie dostrzegł ani biustonoszy, ani majtek, ani nawet stringów" - ujawniła Fisher.

Harrison Ford (Han Solo), pojawił się na castingu, bo miał przerwę w pracach stolarskich. Dwa lata wcześniej Lucas, u którego Ford zagrał już w filmie "Amerykańskie graffiti", zaprosił go do swojego domu z prośbą o wykonanie mebli. Reżyser przygotowywał się właśnie do realizacji "Gwiezdnych wojen". Poprosił Forda, by przeczytał kwestie ze scenariusza, przygotowane dla innych aktorów. Sposób "gry" Forda spodobał się wówczas przyjacielowi Lucasa, Stevenowi Spielbergowi. Spielberg namówił reżysera, by powierzył cieśli główną rolę w filmie. W ten sposób zaczęła się wielka kariera artysty.

Magazyn "Forbes" tak podsumował to po latach: "Najszczęśliwszą rolą, jaką kiedykolwiek dostał Harrison Ford była 'rola' twórcy mebli gabinetowych".

"Niech Moc będzie z Tobą"

"Gwiezdne wojny" nie zapowiadały się na kinowy hit. W komercyjny potencjał swego filmu wątpił nawet sam Lucas. Kiedy odwiedził Stevena Spielberga na planie jego "Bliskich spotkań trzeciego stopnia", był przekonany, że dzieło jego przyjaciela okaże się większym sukcesem frekwencyjnym. Spielberg był odmiennego zdania, Lucas zaproponował więc umowę, na mocy której każdy z nich będzie otrzymywał 2,5 procent zysków filmu przyjaciela. Spielberg do dziś otrzymuje więc ogromne tantiemy za "Gwiezdne wojny". 

Obraz miał premierę w zaledwie 32 kinach, a w 11 kolejnych zaplanowano ją na następne dni. Mimo to w dniu premiery film zarobił 255 tys. dolarów, czyli średnio 8 tys. dolarów od kina. W 1977 roku mniej więcej tyle wynosił przychód kina w ciągu całego tygodnia. To był rekord dla większości spośród 32 kin, które wyświetliły film.  Mann’s Chinese Theater w Hollywood odnotował największy przychód box office dla jednego filmu: 19 358 dolarów.

"Variety" i inne gazety doniosły o rekordowych przychodach ze sprzedaży biletów pierwszego dnia, ale relacje sprzed kin, gdzie ustawiały się długie kolejki, pojawiły się dopiero w weekend. 

Komentarz kierownika kina Coronet, Ala Levine'a, na temat tłumów przed salami kinowymi, zapisał się w historii: "Starzy ludzie, młodzi ludzie, dzieci, krisznowcy. Grają w kolejce w karty. Mamy tu amatorów szachów, ludzi z twarzami wymalowanymi farbą i w cekiny. Lalunie, jakich na oczy nie widziałem, naćpane trawą i kwasem".

"Do szóstego dnia, pod koniec weekendu z okazji Dnia Pamięci, 'Gwiezdne Wojny' zarobiły na biletach 2,5 mln dolarów. Nie oznaczało to, technicznie rzecz biorąc, że zostały najbardziej kasowym filmem w Stanach: 'Mistrz kierownicy ucieka', który miał premierę w ten weekend, pobił je, notując 2,7 mln. Ale 'Mistrza...' wyświetlano w 386 kinach, a 'Gwiezdne wojny' na tym etapie - w 43. Ponadto nikt nie robił wpinek z cytatami z 'Mistrza kierownicy', a wpinki z 'Gwiezdnych wojen' dzieciaki robiły szybciej, niż Kurtz [Gary Kurz, producent "Gwiezdnych Wojen" - przyp. red]  i Lippincott [Charles Lippincott - odpowiedzialny za promocję "Gwiezdnych wojen" - przyp.red.] mogli nadążyć. I nie chodziło tylko o nie. Lata siedemdziesiąte były epoką domorosłych przedsiębiorców od koszulek i wpinek. Zanim zdążyłeś powiedzieć: "kultowe", dzieciaki wszędzie wokół robiły wpinki z hasłem: 'Niech Moc będzie z Tobą' i wkładały koszulki z napisem 'Lecę na Hana Solo'. Wielu fanów pamięta rozdawanie wpinek i sprzedaż koszulek przed kinami, nawet w dniu premiery" - pisał w książce 'Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat?" Chris Taylor.

Elvis Presley nie zdążył obejrzeć "Gwiezdnych wojen"

Szybko uzyskany status dzieła kultowego sprawił, że każda gazeta robiła swój reportaż o "Gwiezdnych wojnach". "Magazyn 'Time', który w 1977 roku znajdował się u szczytu władzy i poczytności, wyróżnił artykuł Jaya Cocksa w rogu na górze okładki. Zajawka głosiła po prostu: 'Najlepszy film roku'" - pisał Taylor.

Autor książki o "Gwiezdnych wojnach" przypomina, że film chciał zobaczyć także Elvis Presley. 

"W czerwcu 1977 roku ogromne tłumy w czterech nowojorskich kinach musiała opanować policja konna. Ludzie z różnych środowisk stali w kolejkach ramię w ramię. Johnny Cash, Muhammad Ali i senator Ted Kennedy czekali przed swoimi kinami jak zwykli obywatele. Elvis Presley próbował innej strategii. Król był w trakcie załatwiania dla siebie i córki Lisy Marie prywatnej kopii w Graceland dzień przed swoją śmiercią" - pisał Taylor.

I przypominał słowa producenta Gary'ego Kurtza: "Nie braliśmy na poważnie kolejek, sądząc, że przez pierwsze trzy lub cztery tygodnie do kin będą szli wyłącznie fani science fiction. Ale gdy po miesiącu ludzie nadal stali, zrozumieliśmy, że film stał się samonapędzającym się zjawiskiem".

W sumie "Gwiezdne wojny" zarobiły oszałamiające 775 milionów dolarów, zastępując "Szczęki" jako najbardziej kasowa produkcja w historii kina. Film Lucasa otrzymał też aż 10 nominacji do Oscara, które zamienił na sześć statuetek. Podtytuł "Część IV - Nowa nadzieja" został dodany w 1981, kiedy film ponownie trafił na kinowe ekrany.

W 1989 roku film został wprowadzony do Narodowego Rejestru Filmowego jako "film znaczący kulturowo, historycznie lub estetycznie" i od tego czasu jest przechowywany w Bibliotece Kongresu.

"Gwiezdne wojny": Kto strzelił pierwszy?

Na przestrzeni lat George Lucas wypuszczał kolejne wersje "Gwiezdnych wojen". Jedną z najczęściej komentowanych zmian jest przemontowana scena, w której grany przez Harrisona Forda Han Solo zabija łowcę nagród Greedo. W pierwszej wersji bohater strzelił pierwszy. W późniejszych Solo czekał, aż Greedo rozpocznie strzelaninę.

Słuszność tej zmiany jest dyskutowana przez kolejne pokolenia fanów "Gwiezdnych wojen" i na przestrzeni lat stała się tematem żartów.

Lucas bronił dokonanych przez siebie zmian w wywiadzie dla "Washington Post". "Han Solo ma brać ślub z Leią, a wy się zastanawiacie, czy powinien być zimnokrwistym zabójcą? Ja patrzyłem na to od strony mitologii - czy miałby być kowbojem, czy miałby być Johnem Wayne'em? Według mnie: tak, powinien być Johnem Wayne'em. A kiedy jesteś Johnem Wayne'em, nie strzelasz do ludzi - pozwalasz im oddać pierwszy strzał".

Z Lucasem nie zgadza się jednak J.J. Abrams, reżyser "Przebudzenia Mocy", według którego Solo "na pewno strzelił pierwszy"

Zobacz też:

Ten film wywołał w Polsce skandal. Teraz okazuje się, że to nie koniec

Erotyczne sceny i śmiałe sesje? Tak zaczynała polska gwiazda

Niewiarygodne, do czego się posunął, by zdobyć sławę. Wstrząsające sceny

Był u szczytu sławy, gdy zniknął. Kariera zniszczona przez seks

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Gwiezdne wojny IV: Nowa nadzieja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL