Reklama

Reklama

Dorota Kolak porównuje pandemię do... stanu wojennego?

Dorota Kolak została dyplomowaną aktorką tuż przed wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. Dziś twierdzi, że z powodu pandemii koronawirusa czuje niemal dokładnie to samo, co czuła wtedy, gdy naszym krajem rządziła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego: zagrożenie, niepewność i lęk.

Dorota Kolak została dyplomowaną aktorką tuż przed wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego. Dziś twierdzi, że z powodu pandemii koronawirusa czuje niemal dokładnie to samo, co czuła wtedy, gdy naszym krajem rządziła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego: zagrożenie, niepewność i lęk.
Dorota Kolak /Beata Zawrzel /Reporter

Dorota Kolak ukończyła wydział aktorski krakowskiej szkoły teatralnej w 1980 roku. Dwa lata później - a więc w samym środku stanu wojennego - po raz pierwszy wystąpiła na deskach Teatru Wybrzeże w Gdańsku, z którym związana jest do dziś. Kierownikiem artystycznym gdańskiej sceny był wtedy jej teść Stanisław Michalski. Na Wybrzeże przeniosła się razem z mężem Igorem Michalskim...

Stan wojenny kojarzy się jej z lękiem i niepewnością

- Mieszkaliśmy wtedy na Przymorzu. Do dziś pamiętam, że przejeżdżając kolejką miejską obok stacji Stocznia, widzieliśmy siedzących na dachu stoczniowców, którzy na tym dachu pisali kredą: "Wytrzymamy! Bądźcie z nami!". Ten stan wojenny siedzi w człowieku głęboko - wspominała w rozmowie z "Panią".

Reklama

Dorota Kolak doskonale pamięta, jak razem z koleżankami i kolegami z teatru oraz tłumem gdańszczan wiwatowała przed domem Lecha Wałęsy na Zaspie w dniu, kiedy ogłoszono, że polski robotnik został laureatem Nagrody Nobla. Pamięta też strach, który paraliżował ją zawsze, gdy przechodziła obok ogrzewających się przy ustawionych na ulicach koksownikach żołnierzy. Stan wojenny wciąż kojarzy się aktorce z lękiem i niepewnością.  

Poczucie zagrożenia na początku pandemii

Odtwórczyni roli Wandy Kreft w niezapomnianym "Radiu Romans" nie kryje, że dziś - w czasach, kiedy cały świat walczy z pandemią koronawirusa - czuje niemal dokładnie to samo, co przeżywała na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a w więc w okresie, gdy Polską administrowała Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego z generałem Wojciechem Jaruzelskim na czele.

- Na początku pandemii towarzyszyło mi poczucie zagrożenia, niepewności, lęku. Poczucie tego, że nie wiem, co będzie jutro - twierdzi Dorota Kolak.

Gra na przetrwanie a nie walka

Aktorka daleka jest jednak od porównywania pandemii do stanu wojennego. Według niej, oprócz podobnych odczuć wywołanych strachem o przyszłość, nic jednak pandemii ze stanem wojennym nie łączy.

- Stan wojenny spowodował, że skonsolidowaliśmy się w buncie i prawdzie. Kumulowała się w nas twórcza siła. Natomiast w czasie lockdownów ta energia została kompletnie rozproszona - powiedziała magazynowi "Pani" i dodała, że teraz po prostu musiała zamrozić się i przetrwać, a wtedy... walczyła.

Zobacz też:

Dorota Kolak: Zwyczajna, choć wyjątkowa

Dorota Kolak: W emocjach bywam skrajna

Dorota Kolak: Ekstremalne przełamanie


 

 

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Dorota Kolak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL