Reklama

Andrzej Seweryn: Aktor w najgłębszym tego słowa znaczeniu

Jego imponujący aktorski dorobek jest niewspółmierny do śladowej liczby nagród, które otrzymywał za swe filmowe kreacje. Jeden z najwybitniejszych polskich aktorów kinowych i teatralnych - Andrzej Seweryn - kończy 75 lat.

Andrzej Seweryn obchodzi 75. urodziny

Gdyby komuś przyszło do głowy mierzyć skalę aktorskiego talentu ilością nagród, jakie dany artysta otrzymał w ciągu całej kariery, musiałby dojść do wniosku, że Andrzej Seweryn to aktor zaledwie dwóch ról. Za jedną z nich - występ w filmie "Dyrygent" Andrzeja Wajdy - został wyróżniony na arenie międzynarodowej, zdobywając Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie w 1980 roku. Na kolejny triumf, tym razem w kraju, aktor czekać musiał kolejne dwie dekady, kiedy główną rolę w filmie "Prymas. Jeden dzień z tysiąca" uhonorowano Nagrodą TVP na festiwalu w Gdyni; artysta otrzymał też za ten film Złotą Kaczkę.

Reklama

A teraz spójrzmy na listę twórców, z którymi współpracował w trakcie swej aktorskiej kariery: Peter Brook, Patrice Chéreau, Steven Spielberg, Peter Greenaway, Michel Houellebecq, Alain Resnais... Nie ulega wątpliwości, że obok Daniela Olbrychskiego i Wojciecha Pszoniaka, znajduje się Seweryn w elitarnej grupie polskich aktorów, których nazwisko jest znane kinomanom na całym świecie. Znajduje się też w kurczącej się z roku na rok grupie aktorów, którzy nad występy w telewizyjnych serialach przedkładają szekspirowski repertuar. Andrzej Seweryn jest przede wszystkim człowiekiem teatru.

"Chcecie mnie nagrodzić nie za moją pracę, sztukę, rolę, ale za to, że wyraziłem kilkakrotnie publicznie mój negatywny stosunek do ówczesnego systemu politycznego" - tak brzmiało stanowcze oświadczenie Andrzeja Seweryna, któremu w 2010 roku przyznano Nagrodę Specjalną im. Zbyszka Cybulskiego. Seweryn został uznany za artystę, "który w czasach PRL-u nie mógł być uhonorowany Nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego z powodów politycznych".

Aktor odmówił przyjęcia wyróżnienia, argumentując, że "w tym okresie zagrał m.in. w 'Ziemi obiecanej', 'Albumie polskim', (...) 'Nocach i dniach', 'Polskich drogach', (...) 'Bez znieczulenia', (...) 'Kung-fu', 'Na srebrnym globie', 'Dyrygencie'", wymieniając w sumie 13 tytułów.

"Do 1979 roku zagrałem w pięćdziesięciu teatrach TVP, pracując z wybitnymi reżyserami" - podkreślił wtedy Seweryn, wymieniając m.in. Aleksandra Bardiniego, Janusza Majewskiego, Jacka Woszczerowicza, Zygmunta Huebnera i Jana Świderskiego.

Przełomową w aktorskiej karierze Andrzeja Seweryna była rola w "Ziemi obiecanej" Andrzeja Wajdy. Co prawda młody aktor miał już na koncie kinowy debiut w filmie "Album polski" (1970) Jana Rybkowskiego, jednak dopiero ekranizacja powieści Władysława Reymonta ujawniła możliwości jego talentu. Przekleństwem Seweryna był fakt, że w "Ziemi obiecanej" w głównych rolach partnerowali mu... Daniel Olbrychski i Wojciech Pszoniak. Pierwszy wcielił się w postać Karola Borowieckiego, kradnąc najsłynniejszą scenę filmu - moment erotycznego zbliżenia w karocy z postacią, graną przez Kalinę Jędrusik; Pszoniak z kolei w brawurowej roli Moryca Welta zdobył nagrodę za najlepszą kreację na festiwalu w Gdyni.

Andrzej Seweryn uważa po latach, że jego Maks Baum to "sympatyczna ciapa", w chwili premiery nie mógł jednak narzekać: film Wajdy otrzymał nominację do Oscara w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny", gwiazdy produkcji zostały zaś dostrzeżone przez zagranicznych reżyserów. Gdyby nie "Ziemia obiecana", Andrzej Seweryn najprawdopodobniej nigdy nie pojechałby z teatrem do Francji, gdzie zastał go stan wojenny.

Tuż po sukcesie "Ziemi obiecanej" Andrzej Seweryn wziął udział w pionierskiej produkcji science-fiction: ambitnym przedsięwzięciu Andrzeja Żuławskiego "Na srebrnym globie". Mimo iż zdjęcia do filmu Żuławskiego zostały drastycznie przerwane przez komunistyczne władze - premiera ocalałych fragmentów obrazu odbyła się dopiero w 1989 roku - to rola Seweryna w tym epickim filmie zapowiadała późniejszą współpracę aktora z guru światowego teatru - Peterem Brookiem, z którym Seweryn pracował przy głośnej adaptacji "Mahabharaty". To dalekie od stereotypowego obrazu aktorskiego emploi wcielenie Seweryna - zapożyczające wiele od szamanistycznych aktorskich teorii Grotowskiego - wyznacza istotny, lecz często pomijany przy podsumowywaniu jego aktorskiej kariery epizod.

Najbardziej znaną na świecie kinową rolą Andrzeja Seweryna pozostaje jednak kreacja w obrazie "Dyrygent" Andrzeja Wajdy. Opowieść o relacji łączącej młodą skrzypaczkę (Krystyna Janda) i światowej sławy dyrygenta o polskich korzeniach (wielki brytyjski aktor John Gielgud) zdobyła wiele nagród na światowych festiwalach. Najważniejszy był jednak aktorski Srebrny Niedźwiedź na festiwalu w Berlinie, który przypadł w udziale właśnie Andrzejowi Sewerynowi, wcielającemu się w filmie w dyrektora orkiestry i męża bohaterki granej przez Jandę. Dla Seweryna był to jeden z ostatnich filmów, które zrobił wtedy w Polsce; parę miesięcy potem wyjechał do Francji, gdzie dostał angaż w l'École du Théâtre National de Chaillot. Od tego czasu częściej pojawiał się we francuskich produkcjach kinowych.

W polskich filmach aktor zaczął grywać ponownie dopiero pod koniec lat 90. Najpierw pojawił się w obrazie "Billboard" Łukasza Zadrzyńskiego, następnie wcielił się w Jeremiego Wiśniowieckiego w "Ogniem i mieczem" Jerzego Hoffmana oraz wystąpił w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy w roli Sędziego. Pierwszoplanową propozycję otrzymał jednak dopiero od Teresy Kotlarczyk, reżyserki filmu "Prymas. Trzy lata z tysiąca", opowiadającego historię kardynała Wyszyńskiego. Seweryn wciela się w obrazie nie tylko w postać "Prymasa Tysiąclecia", lecz także gra jego sobowtóra - Molendę.

"Udało mu się najtrudniejsze: z jednej strony odtworzył wizerunek charakteru i duchowości prymasa, z drugiej ukazał człowieka, który z małpią zręcznością naśladuje każdy jego gest i ton, ale nie dociera do prawdy duchowej i dlatego pozostaje tylko fałszywie brzmiącą marionetką" - czytamy w opisie filmu na stronie Filmpolski.pl.

Jedną z ostatnich ważnych kinowych ról Andrzeja Seweryna była "Różyczka" Jana Kidawy-Błońskiego, gdzie wcielił się w postać pisarza Adama Warczewskiego - postać ta inspirowana była tragicznym życiorysem Pawła Jasienicy. Mimo iż aktorskie laury zebrali za ten obraz wyłącznie Magdalena Boczarska oraz Robert Więckiewicz, to udział Andrzeja Seweryna w sukcesie filmu był niepodważalny. Był także pierwszą rolą aktora w polskim filmie od czasu "Kto nigdy nie żył..." z 2006 roku. W ostatnim czasie oglądaliśmy aktora w dwóch filmach sensacyjnych Jacka Bromskiego: "Uwikłanie" i "Anatomia zła" oraz produkcji Alaina Resnaisa "Jeszcze nic nie widzieliście", gdzie zagrał u boku m.in Michela Piccoliego i Matthieu Amalrika.

Z kolei w dramacie Jana P. Matuszyńskiego "Ostatnia rodzina" wcielił się w malarza, rzeźbiarza, fotografa i rysownika Zdzisława Beksińskiego. Aktor został za swą kreację nagrodzony na prestiżowym festiwalu w Locarno.

Wcielając się w postać Zdzisława Beksińskiego, Seweryn miał dostęp do wielu archiwaliów.  "W pewnym momencie cały ten bogaty materiał w postaci informacji na temat Beksińskich trzeba było odsunąć na bok. Wcielałem się w Zdzisława Beksińskiego, który żył, niedawno zmarł, pamięć o nim jest świeża - są zdjęcia, nagrania, wywiady, żyją ludzie, którzy go znali. Aktor nie jest robotem, który ma imitować, ale artystą, który nie uniknie filtrowania takiej wiedzy również przez siebie" - zastrzegał aktor.

Potem Seweryna oglądaliśmy jeszcze w serialu "Rojst" w reżyserii Jana Holoubka.  - Wcielam się w osobę młodszą ode mnie. Jestem szczególnie wdzięczny pionowi charakteryzacji, jak i kostiumów za to, że panie zrobiły wszystko, by mnie odmłodzić. Mam nadzieję, że dzięki temu sam też "stałem się" młodszym - mówił Interii.

W 2018 roku Seweryn świętował 50-lecie pracy artystycznej.  Wśród osób, które ukształtowały go jako człowieka i artystę, wymienił m.in. swoich profesorów ze szkoły teatralnej, Jacka Kuronia, Seweryna Blumsztajna, Adama Michnika, Jacquesa Lasalle'a i Barbarę Toruńczyk. "Są też aktorzy, których nigdy w życiu nie poznałem, a mam nadzieję, że wpływają na mnie, jak np. Anthony Hopkins, inni wielcy Amerykanie i Anglicy. Człowieka tworzy środowisko - rodzina, ludzie z którymi się spotykamy, podróże. Będę starał się o tym wszystkim mówić" - powiedział wtedy aktor.

Według Seweryna, nie ma jednej definicji aktorstwa. "Nie wystarczy zagrać Hamleta w wieku 20 lat, zresztą wspaniale. Wtedy można mówić o sukcesie, o pięknej roli, ale nie można jeszcze mówić o aktorstwie w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Nasz zawód jest związany z wiekiem. Nie można zagrać młodzieńca, gdy ma się 70 lat. My, aktorzy, jesteśmy uwarunkowani. Jeżeli to uwarunkowanie nas osłabia to znaczy, że nie wykorzystaliśmy naszego życia. Wydaje mi się, że aktorstwo to droga. Dopiero w miarę upływu czasu przekonujemy się, ile jesteśmy warci. Dlatego pokora, spokój i konsekwencja to dobre cechy pracownika teatru" - stwierdził.

Andrzej Seweryn jest laureatem wielu nagród i wyróżnień. W 1994 r. otrzymał Order Sztuk Pięknych i Nauk Humanistycznych, w 1999 r. - Ordre National du Merite. W 2005 r. został odznaczony Orderem Legii Honorowej, a w 2008 r. - Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Seweryn

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje