Reklama

Reklama

Ana de Armas w "Blonde": Akcent, czepek i erotyczne sceny

Kubańska aktorka Ana de Armas od czasu roli w "Blade Runnerze 2049" jest jedną z najpopularniejszych gwiazd w świecie filmowym. Swoją pozycję ugruntowała występami w takich produkcjach, jak "Na noże" czy "Nie czas umierać". Wkrótce zobaczymy jako Marilyn Monroe w budzącym kontrowersje "Blonde".

Kubańska aktorka Ana de Armas od czasu roli w "Blade Runnerze 2049" jest jedną z najpopularniejszych gwiazd w świecie filmowym. Swoją pozycję ugruntowała występami w takich produkcjach, jak "Na noże" czy "Nie czas umierać". Wkrótce zobaczymy jako Marilyn Monroe w budzącym kontrowersje "Blonde".
Ana de Armas /Chopard via The Grosby Group/Grosby Group/East News /East News

Ana de Armas urodziła się 30 kwietnia 1988 roku w Santa Cruz del Norte. Do Hollywood przeprowadziła się w 2013 roku. Przed zamieszkaniem w Los Angeles aktorka nie znała angielskiego. Pilnie zabrała się do nauki, ponieważ chciała jak najszybciej zacząć chodzić na castingi. Język opanowała w dwa lata. 

Jej pierwszym anglojęzycznym filmem był thriller "Kto tam?", w którym wystąpiła u boku Keanu Reevesa. Wcieliła się w nim w jedną z dwójki dziewczyn, które pukają do drzwi przypadkowego mężczyzny. Uwodzą go, a później torturują.

Reklama

Przełomem w karierze aktorki okazała się rola Joi, hologramu będącego dziewczyną bohatera granego przez Ryana Goslinga, w kontynuacji klasycznego filmu science fiction "Blade Runner 2049". Jej występ spotkał się z doskonałym przyjęciem krytyków i widzów.

Aktorkę mogliśmy też oglądać w kryminalnej produkcji "Na noże", którą wyreżyserował Rian Johnson. Akcja filmu rozpoczynała się tuż po 85. urodzinach autora powieści kryminalnych Harlana Thrombeya, który po imprezie zostaje znaleziony martwy w swojej posiadłości.

Ana de Armas wcieliła się w Martę Cabrerę, zaufaną opiekunkę Thrombeya, która była z 85-latkiem w bliskiej, niemal rodzinnej relacji. Za swoją kreację była nominowana do Złotego Globu.

Ostatnio de Armas zagrała również rolę dziewczyny Jamesa Bonda w długo oczekiwanym filmie "Nie czas umierać".

Aktorka wcieliła się w Palomę i jak zaznaczyła, jej bohaterkę - poza fizyczną atrakcyjnością - cechuje także nieprzeciętna inteligencja. "Pomaga Bondowi w sprawach, których nie byłby w stanie załatwić samodzielnie" - mówiła de Armas.

Piękna Kubanka przyznała, że jest świadoma faktu, iż w dotychczasowych filmach serii kobiety przedstawiane były na ogół jako erotyczny dodatek do tytułowego bohatera. "Kobiety były mocno seksualizowane, to były stereotypowe postaci, rodzaje bohaterek, które zawsze znajdowały się w niebezpieczeństwie i czekały na ratunek ze strony Bonda" - opowiadała de Armas.

W tym roku na Netfliksie pojawi się nowy film poświęcony Marilyn Monroe. W główną rolę wcieli się w nim właśnie de Armas. Nakręcony na podstawie bestsellerowej, nominowanej do nagrody Pulitzera oraz National Book Award, książki Joyce Carol Oates obraz zatytułowany "Blonde" opowie o wewnętrznym życiu Monroe.

Jedną z najsłynniejszych gwiazd Hollywood wszech czasów najpierw miała zagrać Naomi Watts, później ogłoszono, że zastąpi ją Jessica Chastain. Finalnie angaż otrzymała jednak de Armas. Kubańska aktorka wyznała, że wystarczył jej jeden casting, by przekonać reżysera Andrew Dominika, dla którego był to pierwszy film nakręcony od czasu "Zabić, jak to łatwo powiedzieć" z 2012 roku, że to jej powinien powierzyć rolę Marilyn Monroe.

"Miałam tylko jedno przesłuchanie do roli Marilyn i usłyszałam od Andrew: 'Masz tę rolę, ale muszę jeszcze przesłuchać inne aktorki'. Musiałam jeszcze przekonać producentów, ludzi z kasą. Ale ja zawsze musiałam kogoś przekonywać. Wiedziałem więc, że jestem w stanie to zrobić. Kubanka grająca Marilyn Monroe? Tak bardzo tego chciałam. Patrzysz na to słynne zdjęcie uśmiechniętej Marilyn, ale to tylko niewielki ułamek tego, co przeżywała w momencie jego zrobienia" - powiedziała de Armas w wywiadzie dla "Vanity Fair".

Ale już same przygotowania do wcielenia się w tę postać nie były takie łatwe. Nie tylko dlatego, że trwały aż dziewięć miesięcy. W wywiadzie udzielonym "The Sunday Times" de Armas wyznała, że szlifowanie wokalnych umiejętności i doskonalenie akcentu, co miało upodobnić ją do Monroe, wyczerpały ją psychicznie. "Przez dziewięć miesięcy wytężonej pracy nieustannie ćwiczyłam z trenerami dialektu i wokalu. To była niezwykle wyczerpująca tortura. Czułam, że mózg mi się usmażył" - zdradziła aktorka.

Ana De Armas jako Marilyn Monroe: Czepek imitujący łysinę

"Miałam ogromne szczęście, że dysponowałam dużą ilością czasu na przygotowanie się do tej roli. Zwykle nie mamy takiego luksusu - musimy się spieszyć, realizując projekt, a więc uczymy się na bieżąco. Na temat Marilyn Monroe powstała niezliczona ilość artykułów, nagrań, dokumentów. Starałam się więc dogłębnie przeanalizować wszelkie poświęcone jej materiały, do których zdołałam dotrzeć. Myślę, że efekt naszej pracy jest naprawdę oszałamiający" - wyznała aktorka w rozmowie z portalem "Byrdie".

I zaznaczyła, że wizualna metamorfoza, którą przeszła na potrzeby roli, za kulisami bynajmniej nie wyglądała spektakularnie. "Codziennie musiałam zakładać specjalny czepek imitujący łysinę, gdyż spod tych wspaniałych blond peruk nie mogły wystawać, choćby w minimalnym stopniu, moje ciemne włosy. Charakteryzacja zajmowała trzy i pół godziny każdego dnia" - zdradziła de Armas.

Długie i skomplikowane zabiegi charakteryzatorskie były tak wyczerpujące, że doprowadziły aktorkę do łez. "Pamiętam, że kiedy zobaczyłam te wszystkie czekające na mnie peruki i dowiedziałam się, jak mają wyglądać moje codzienne przygotowania, rozpłakałam się. Byłam po prostu przerażona" - ujawniła Ana de Armas.

"Blonde": Tylko dla dorosłych!

Jeszcze nigdy platforma streamingowa Netflix nie wyprodukowała filmu, który otrzymałby kategorię wiekową NC-17. To najwyższa kategoria, która oznacza, że film zakazany jest dla widzów poniżej 17 roku życia. Pierwszym filmem NC-17 na Netfliksie będzie właśnie "Blonde".

Z wywiadu udzielonego portalowi "Vulture" wynika, że Andrew Dominik w trakcie kręcenia filmu "Blonde" był przekonany, że dostanie on kategorię R. Oznaczałoby to, że jeśli chcieliby obejrzeć go widzowie poniżej siedemnastego roku życia, mogliby to zrobić jedynie w towarzystwie swoich opiekunów. Tymczasem film o Marilyn Monroe otrzymał jeszcze wyższą kategorię wiekową.

"Tak, byłem zaskoczony. Myślałem, że nie wychodzimy poza granice kategorii R. Wydaje mi się jednak, że jeśli w sali konferencyjnej mamy grupę kobiet i mężczyzn mówiących o zachowaniach seksualnych, możliwe, że mężczyźni zaczną się bać tego, co pomyślą kobiety. Żyjemy w dziwnych czasach. Pokazujemy w filmie dwuznaczne sytuacje. A Amerykanie są naprawdę dziwni, jeśli chodzi o zachowania seksualne. Nie wiem dlaczego, przecież kręcą najwięcej pornografii na świecie" - powiedział reżyser.

"Blonde": Szokujące erotyczne sceny

Dominik przyznał w rozmowie z Vulture, że głównym tematem "Blonde" będzie "dziecięca trauma", która w znacznym stopniu wpłynęła na tragiczne życie Marilyn Monroe. Reżyser ujawnił, że jego dzieło nie będzie portretem "szczęśliwej seksualności", dodając, że starał się ukazać "niejednoznaczność" statusu seksbomby, w kontekście którego rozpatrywane jest życie Monroe.

Reżyser "Blonde" dodał, że jego dzieło pokaże Marilyn Monroe w sposób, który odbiega od obiegowych obrazów legendy Hollywood. "Znajdą się w nim rzeczy, które mogą obrazić wszystkich".

W lipcu 2021 Netflix niespodziewanie przesunął premierę "Blonde" na 2022 rok. Według relacji Jordana Ruimy'ego (portal World of Reel) powodem nagłej zmiany daty premiery miały być szokujące erotyczne sceny, które znalazły się w filmie australijskiego reżysera.

Ruimy twierdził, powołując się na kilka źródeł, że w filmie "Blonde", który Dominik zaprezentował Netfliksowi, znalazło się sporo sekwencji, które zszokowały przedstawicieli streamingowego giganta. Dominik miał zawrzeć w swym filmie m.in. scenę gwałtu, pokazał także dosadnie "krwawy menstruacyjny cunnilingus" bohaterki.

W rozmowie ze Screen Daily Dominik zaprzeczył, jakoby pokazał w swym filmie menstruację bohaterki, potwierdził jednak, że w "Blonde" znalazła się opisana w książce Joyce Carol Oates scena gwałtu na Marilyn Monroe (pisarka chwaliła film Dominika już w 2020 roku, nazywając go "prawdziwie feministyczną" interpretacją).

Pierwotnie "Blonde" miało mieć światową premierę na ubiegłorocznym festiwalu Wenecji. Ruimy pisał, że "Blonde" było w planach Netfliksa jednym z oscarowych kandydatów - arthouse'owy charakter filmu utrudnił jednak platformie skuteczne lobbowanie wśród członków Akademii.

Zobacz też:

Ten film wywołał w Polsce skandal. Teraz okazuje się, że to nie koniec

Erotyczne sceny i śmiałe sesje? Tak zaczynała polska gwiazda

Był u szczytu sławy, gdy zniknął. Kariera zniszczona przez seks

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Ana de Armas | Blonde (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL