Reklama

"365 dni" zdominuje rozdanie Złotych Malin?

Ujawniono produkcje mające szansę na Złote Maliny, czyli antynagrody wyróżniające najgorsze dokonania filmowe 2020 roku. Wśród "szczęśliwców", którzy już niedługo mogą stać się posiadaczami kiczowatej plastikowej statuetki, znaleźli się uznani twórcy i aktorzy, między innymi Ron Howard, Robert Downey Jr., Robert De Niro, Judi Dench czy Glenn Close. Na malinowej liście po raz pierwszy pojawiła się polska produkcja - "365 dni" Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa, oparte na książce Blanki Lipińskiej.

Minął już rok od premiery, a o filmie "365 dni" wciąż jest głośno

"365 dni" weszło do polskich kin 7 lutego 2020 roku. Chociaż krytycy byli dla filmu równie bezlitośni co dla jego książkowego pierwowzoru, okazał się on frekwencyjnym hitem. Do końca miesiąca obejrzało go prawie 1,5 miliona widzów. Wynik byłby jeszcze lepszy, gdyby nie zamknięcie kin z powodu pandemii koronawirusa. Od 1 kwietnia polscy widzowie mogli obejrzeć film na platformie Netflix. Streamingowy gigant udostępnił go w innych krajach 7 czerwca. 

Reklama

"365 dni" okazało się niespodziewanym hitem na zagranicznych rynkach. Film stał się szybko najchętniej oglądanym z oferty Netfliksa w m.in. Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Na początku swej recenzji Kevin Maher, krytyk pracujący dla "The Times", zastanawiał się "jak ten skandaliczny kawał polskiego softporno" stanął na czele rankingów popularności serwisu. Wpłynęło na to kilka czynników. Produkcja Białowąs i Mandesa została wypromowana przez użytkowników portali społecznościowych, którzy chętnie nagrywali i dzielili się swoimi reakcjami. Wskazywano także, że algorytm Netfliksa uznawał film za "obejrzany" po kilku minutach projekcji - przypuszczano, że część widzów oglądała wyłącznie sceny erotyczne.

Zagraniczni krytycy nie zostawili na "365 dniach" suchej nitki. Na popularnym portalu Rotten Tomatoes, zbierającym recenzje filmowe, nie znalazła się ani jedna pozytywna opinia o polskim hicie. Nick Schager z "The Daily Beast" określił go jako "głupi, kiczowaty, mizoginiczny i moralnie naganny". Z kolei Jessica Kiang z "Variety" porównała "365 dni" do "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Zaznaczyła jednak, że jeśli ktoś nie jest fanem filmów opartych na książkach E.L. James, to polska produkcja da im jeszcze mniej powodów do dobrej zabawy, ale za to znacznie więcej do obrzydzenia. W kolejnych dniach pojawiło się coraz więcej oskarżeń o szkodliwą treść, gloryfikację gwałtu oraz petycje, żądające od Netfliksa usunięcia filmu z oferty serwisu.

Medialny szum związany z filmem Białowąs i Mandesa sprawia, że jego obecność wśród kandydatów do Złotych Malin nie jest zaskakująca. "365 dni" ma szanse na nominacje w siedmiu kategoriach, w tym tej najważniejszej, dla najgorszej produkcji roku. O warte 4,95 dolara statuetki mogą powalczyć odtwórcy głównych ról, Anna Maria-Sieklucka i Michele Morrone. Oboje mogą zostać także uznani za "najgorszą ekranową parę". Złota Malina za reżyserię może trafić do Białowąs i Mandesa. Z kolei Blanka Lipińska, Tomasz Klimala i Mandes mają szansę na antynagrodę za scenariusz. W końcu sam film może zostać uznany za "najgorszy remake lub zrzynkę" - oczywiście z "Piędziesięciu twarzy Greya".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: 365 dni (film) | złote maliny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje