Reklama

Romantyczny buntownik

Na ostatnie dwa lata skutecznie udało mu się zniknąć z mediów. Wygląda jednak na to, że rok 2012 będzie należał do Pawła Małaszyńskiego. Aktor szykuje prawdziwą ofensywę!

Będzie walczył, leczył i ścigał przestępców! Po wakacjach zobaczymy go w "Misji: Afganistan" na antenie Canal+ oraz w "Lekarzach" w TVN, a w październiku odbędzie się kinowa premiera mrocznego thrillera policyjnego "Sęp", gdzie wystąpił w boku Michała Żebrowskiego i Daniela Olbrychskiego.

Reklama

Aktor nie zapomniał też o swoich muzycznych fanach. Jego zespół Cochise wydał właśnie drugą płytę "Back to Beginning". Bo Paweł Małaszyński nie lubi leniuchować.

Od dawna czekał na taką rolę. Jako porucznik Paweł Konaszewicz z "Misji: Afganistan" miał szansę poczuć się jak prawdziwy żołnierz na wojnie. Na planie zdjęciowym po raz pierwszy "zagrały" m.in. transportery opancerzone "Rosomak" oraz samolot transportowy "Herkules". Aktorzy używali również słynnych Hummerów i różnego rodzaju broni osobistej!

- Podczas kręcenia pierwszego odcinka 'Misji: Afganistan' intensywnie spędziliśmy ponad sto godzin - wspomina. - Niskie temperatury, ściśle wypełniony harmonogram każdego dnia i praca z użyciem profesjonalnego sprzętu wojskowego były emocjonującym, lecz niełatwym doświadczeniem - dodaje.

Ale Paweł Małaszyński uwielbia takie wyzwania. - Zawsze staram się brać udział w scenach kaskaderskich, jeśli tylko sam nie boję się czegoś zrobić - mówi.

Przyznaje jednak, że nie jest szaleńcem, który uwielbia ryzyko. Dlatego nie toleruje na przykład brawury na drodze.

- Adrenalinie daję upust na scenie. Za kierownicą staram się nie ryzykować - wyznaje otwarcie.

Co ciekawe, prawo jazdy na samochód zrobił dopiero na wyraźne polecenie Macieja Dejczera, reżysera serialu "Oficer". Grał tam u boku Borysa Szyca, który także nie miał wtedy "prawka".

- Reżyser powiedział, że nie będziemy kręcić scen z samochodami jeżdżąc na lawecie, tylko kamery będą mocowane na samochodach - wspomina. - Nie było wyjścia, czas gonił. Trzeba było się zdyscyplinować i sumiennie przyłożyć do kursu - dodaje.

Od tamtej pory uwielbia "współczesny" wynalazek, jakim jest samochód, ale przyznaje, że tak naprawdę to chciałby się urodzić na Dzikim Zachodzie.

Fascynacja Apaczami przydała się przy wymyślaniu nazwy zespołu, którego jest liderem. - Nazwa Cochise wynika z mojej pielęgnowanej od lat pasji, którą są Indianie - przyznaje. - Fascynują mnie tamte wierzenie, kultura, zawsze uważałem się za indianistę i jeśli tylko są gdzieś w Polsce zloty Indian, zawsze staram się tam pojechać - dodaje.

Kontakt z naturą, tak bliski pierwotnym mieszkańcom Ameryki Północnej, istotny jest też dla niego. - Ortodoksem nie jestem, ale bliskie są mi idee, które promują ochronę przyrody - mówi.

- Środowisko zawsze było, jest i będzie dla mnie czymś bardzo ważnym. Może dlatego, że pochodzę z Białegostoku, z tzw. płuc Polski, gdzie zawsze jest świeże powietrze, dużo zieleni - twierdzi.

Dlatego chętnie wspiera działalność takich organizacji, jak WWF, która walczy m.in. o ochronę Puszczy Białowieskiej. - Jeżeli mam okazję, szansę i czas, to zawsze pomagam - nie ukrywa.

Okazji i szans jest wiele. Gorzej z czasem. Nawet dla rodziny czasami go brakuje. A to najważniejsi ludzie w jego życiu.

- Uwielbiam dzieci - przyznaje. Ma już synka Jeremiasza i po cichu marzy o córeczce. Na razie planuje już swoją starość.

- Gdy przyjdzie taki dzień, kiedy skończą się ciekawe projekty i obrosnę tłuszczem, stanę się wielkim ssakiem przygarniającym zwierzęta ze schroniska i będę im śpiewał bluesa... Bo taki jest Paweł Małaszyński - romantyczny buntownik.

Marzena Juraczko

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych programów i seriali! Kliknij i sprawdź program telewizyjny na stronie teletydzien.pl!

Teleświat

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Małaszyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje