Reklama

Reklama

​Kinga Rusin w Afryce. Atakuje myśliwych

Od kilku tygodni Kinga Rusin przebywa w Afryce. Przy okazji relacjonowania safari po kenijskim rezerwacie, dziennikarka zaatakowała myśliwskie lobby w Polsce. Gwiazda, która już wielokrotnie nazywała polowania haniebnym procederem, tym razem podkreśla, że konieczność "regulacji pogłowia", czym myśliwi uzasadniają strzelanie do zwierząt, to wielkie oszustwo.

Kinga Rusin

Swój najnowszy post na Instagramie Kinga Rusin zaczęła od podzielenia się wrażeniami z safari po rezerwacie Masai Mara w Kenii. "Zobaczyć w ciągu dnia polujące afrykańskie drapieżniki to wielka rzadkość. Byłam już wiele razy na safari, ale to przytrafiło mi się po raz pierwszy. Gepardzica musiała nakarmić swoje dzieci (w odróżnieniu od myśliwych nie ma 'mięsnego' za rogiem). Scena jak z filmu. Nieprawdopodobna zwinność i szybkość, z którą nie sposób wygrać" - relacjonowała Kinga Rusin.

Mimo że sceny, które widziała, były brutalne, to podeszła do nich ze zrozumieniem. "Polowanie? Tylko wtedy, kiedy robią to dzikie zwierzęta! Tylko wtedy, jeżeli jest to część łańcucha pokarmowego, czyli łańcucha życia" - stwierdziła.

Reklama

Kinga Rusin w Afryce

Następnie była prowadząca "Dzień Dobry TVN" dokonała przeskoku do polskiej rzeczywistości, gdzie jej zdaniem, zjawisko polowania ma niedopuszczalną formę, bo jest dziełem człowieka. "Przez lata myśliwskie lobby w Polsce bardzo skutecznie wciskało ludziom kit o rzekomej konieczności 'regulacji pogłowia'. Wielu ten kit niestety kupiło. A pogłowie najlepiej regulują drapieżniki! Polując na najsłabsze lub chore zwierzęta, zostawiają przy życiu zdrowe i silne, żeby te mogły dalej przekazywać najlepsze geny. Myśliwy chce wyłącznie trofeum, strzela więc do najpiękniejszych i największych okazów. Cyka fotkę, wiesza sobie ustrzelonego trupa nad łóżkiem i pęka z dumy. Taka prawda" - napisała Rusin.

Jak zauważyła, myśliwi rywalizują z drapieżnikami, dlatego ostatnimi czasy domagają się zezwoleń na odstrzał wilków. Te polują głównie na jelenie i sarny, tym samym wchodząc w paradę myśliwym.

Ale, w jej odczuciu, nie tylko w Polsce myśliwi uprawiają haniebny proceder. "Kilka dni temu kolejny myśliwy degenerat zabił w Zimbabwe lwa! Również i tym razem, podobnie jak pięć lat temu (w przypadku słynnego lwa Cecila), był to lew - symbol. Przepiękny, majestatyczny Mopane został zastrzelony tuż przy granicy Parku Narodowego Hwange, gdzie był przywódcą stada, królem sawanny. Zabójca oczywiście pochwalił się swoim bestialskim czynem w mediach społecznościowych. Tyle było warte życie Mopane... I nikt mnie nie przekona, że myśliwy działał w imię jakichś wyższych celów!" - grzmiała Rusin.

Mopane został pozbawiony życia przez myśliwego, którym okazał się 46-letni Philip Smith, fizjoterapeuta z amerykańskiego stanu Missouri. Jak ustalił "Daily Mail", Smith wywabił Mopane z parku, gdzie zabicie go byłoby nielegalne, używając jako przynęty zwłok słonia. Mopane został zraniony strzałą z łuku i umierał przez 24 godziny.

Rusin bardzo polubiła życie na obczyźnie. Najpierw jesienią ubiegłego roku wyprowadziła się na Malediwy. Do Polski wróciła dopiero po pół roku. Mimo że dostała od stacji TVN propozycję pracy przy dwóch programach (mogła prowadzić 'Power Couple' na głównej antenie oraz audycję w TVN Style), to wybrała wojaże po Afryce. Na ten wyjazd wybrała nieprzypadkowy moment.

"W sierpniu w Masai Mara następuje kumulacja Wielkiej Wędrówki afrykańskich zwierząt (głównie antylop gnu i zebr). Są tu ich wtedy miliony! Dosłownie! (...) Widok i wrażenie zapierają dech w piersiach. To jak Eden, królestwo zwierząt, w którym rządzą wyłącznie ich prawa i natura" - wytłumaczyła w poście sprzed kilku dni.

Czytaj również: Kinga Rusin atakuje Pawła Kukiza i Magdalenę Ogórek. "Używajmy mocnych słów"

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Kinga Rusin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje