Reklama

Durczok klnie jak szewc!

- Na 20 minut przed "Faktami" nie ma czasu na piękną polszczyznę - mówi Kamil Durczok o filmie, który wyciekł w piątek do internetu. Internauci przez cały weekend tropili w sieci filmik, na którym Durczok kilka minut przed nagraniem w niewybrednych słowach komentuje brudny stół, przy którym siedzi - pisze Gazeta Wyborcza.

- Nie wk...aj mnie, dobrze? - denerwuje się Durczok - Od dwóch dni jest tak upierd...y stół tutaj, że tylko dlatego, że zlikwidowaliśmy ten j...y przerywnik, który jedzie z góry, to jeszcze się to jakoś k...a uchowało i ludzie tego nie widzą. Może by ktoś ruszył dupsko i to wyczyścił? A jak tu będzie g...o leżało, to je też pokażesz? - tak wyglądała rozmowa Kamila Durczoka przed głównym wydaniem "Faktów", w czasie, gdy już w studiu malowała go wizażystka.

Reklama

Sprawę jako pierwszy opisał blog Mediafun. Jego autor - Maciej Budzich - w godzinę po publikacji wpisu otrzymał maila od TVN: "Szanowny Panie, Proszę o niezwłoczne usunięcie z serwisu materiału video umieszczonego pod linkiem oraz uniemożliwienie dostępu do wyżej wymienionego materiału audiowizualnego. TVN S.A. nie wyraża zgody na wykorzystywanie ani rozpowszechnianie materiału, do którego dysponuje prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi".

Internauci masowo zaczęli umieszczać film w serwisie YouTube. Niektóre materiały są nadal dostępne. Przy próbie odtworzenia innych pojawia się komunikat "Ten film wideo jest już niedostępny z powodu otrzymania roszczenia dotyczącego praw autorskich przez TVN S.A.".

"TVN czyści co popadnie, całą noc nie będą spali tylko monitorowali Internet. Naiwni chyba nie wiedzą, że raz wrzuconego materiału nie da się usunąć" - piszą internauci, którzy - gdy film zaczął znikać z YouTube - zaczęli umieszczać nagranie na zagranicznych serwisach umożliwiających publikację wideo.

Serwis tvnfakty.pl zamieścił rozmowę z prezenterem. Dziennikarz tłumaczy, że praca w telewizji jest stresująca i wiąże się z dużym ciśnieniem.

- Na 20 minut przed "Faktami" nie ma czasu na piękną polszczyznę, tylko są krótkie żołnierskie słowa. Za to mi płacą, żeby ludzie, którzy każdego dnia oglądają "Fakty" otrzymali dopracowany i najlepszy z możliwych produktów. To mój obowiązek, aby wszystkiego dopilnować - mówi Durczok.

Dziennikarz jest niezadowolony, że film został upubliczniony. Uważa, że ujawnił go ktoś z firmy i jeśli uda się go znaleźć "poniesie konsekwencje". Kierownictwo TVN nie skomentowało zamieszania związanego z filmem.

MediaRun.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje