"Ostatnia sesja w Paryżu": psychoanaliza, Paryż i Jodie Foster
W filmie Zlotowski Jodie Foster wciela się w rolę cenionej, nieco staroświeckiej paryskiej psychoanalityczki. Wyraźnie podenerwowanej, że jedna z jej stałych pacjentek po raz kolejny nie przyszła na wizytę bez wcześniejszego uprzedzenia. Honorarium niby nie przepadło, ale Lilian zaczyna się niepokoić, zwłaszcza że natura sprawy jest bardzo delikatna. Bohaterka doznaje szoku, kiedy okazuje się, że kobieta nie żyje, a wiele wskazuje na przypadkowe bądź celowe przedawkowanie przepisanych przez Lilian leków. Bohaterka nie chce jednak dać wiary oficjalnej wersji.
To moment, w którym Zlotowski zaczyna wprowadzać do fabuły elementy thrillera, zacierając granicę pomiędzy życiem zawodowym a osobistym swojej bohaterki. Podejmując amatorskie śledztwo w celu rozwikłania zagadki tajemniczej śmierci pacjentki, Lilian robi to, czego psychiatrzy za wszelką cenę powinni unikać. Projektuje tę sprawę na własne życie, w czym wydatnie pomaga jej skorzystanie z hipnozy. Szybko przekonujemy się, że jest w nim wiele zakrętów. Dorosły syn (Vincent Lacoste) zarzuca matce, że nie ma nawet chwili czasu, by lepiej poznać swojego wnuka, komplikują się też jej ułożone wydawałoby się relacje z byłym partnerem (Daniel Auteuil). W dodatku na głowie ma męża (Mathieu Amalric) zmarłej kobiety, któremu wyraźnie nie podoba się, że psychoanalityczka zaczyna drążyć tę sprawę.
Film pozornie ma wszystkie składowe dobrego psychologicznego thrillera. Czego brakuje?
Pozostając w terminologii klinicznej, "Ostatnia sesja w Paryżu" to ciekawy przypadek do obserwacji. Film Zlotowski pozornie ma wszystkie składowe dobrego psychologicznego thrillera. Temat, tajemnicę, ironiczny ton, świetną obsadę, na czele z Jodie Foster, dla której rola Lilian jest powrotem do francuskojęzycznych filmów po ponad dwóch dekadach. I ona akurat nie zawodzi, choć oglądając aktorkę na ekranie trudno nie przypomnieć sobie jej wybitnej, nagrodzonej Oscarem kreacji z "Milczenia owiec" Jonathana Demme'a.
To wszystko nie składa się niestety w jedną spójną całość. Brakuje tempa, kolejne wątki przedstawione są w dosyć sztampowy sposób, zupełnie niewykorzystany pozostaje potencjał drugiego planu, gdzie obserwujemy przecież gwiazdy francuskiego kina. Brakuje mi tu większej artystycznej odwagi, chęci pójścia nieco pod prąd. Wszystko zrobione jest jakby od linijki, gotowego wzoru. A to właśnie autorski pierwiastek w gatunkowym kinie często przesądza o tym, czy daną produkcję zapamiętamy na dłużej. Wie coś o tym wspomniany już Roman Polański, ale też David Fincher czy Denis Villeneuve.
Rebecca Zlotowski, skądinąd utalentowana reżyserka i scenarzystka, czemu dawała wyraz w poprzednich filmach, do tego grona póki co nie dołączy, pozostawiając nową produkcją spory niedosyt.
5/10
"Ostatnia sesja w Paryżu" (Vie privée), reż. Rebecca Zlotowski, Francja 2025, dystrybutor: Best Film, premiera kinowa: 20 marca 2026 roku.











