Reklama

"Matki równoległe": Jazda na Almodopalaczach [recenzja]

Milena Smit i Penélope Cruz w filmie "Matki równoległe" /Gutek Film /materiały prasowe

Narodziny - stały element kina Almodóvara. Narodziny do życia, ale z reguły obarczone niepokojem, że coś złego się wydarzy, że to życie, przy wszystkich almodóvarowskich kolorach, będzie skażone. Zła krew, zła kultura, złe emocje. Tak jest jest również w "Matkach równoległych". O tym filmie pisze się kąśliwie, że Pedro znowu się powtarza, wszystko już było, wszystko opowiedział wcześniej. Trudno polemizować.

Tak, Pedro Almodóvar powtarza się. Wie, co mu wychodzi, i rzadko, coraz rzadziej, pozwala sobie zrobić coś, czego nie jest pewien, kreować sytuacje obarczone ryzykiem.

Dzisiaj Almodóvar pewnie nie nakręciłby już "Złego wychowania", ale chwilami przecież - jak we wspaniałym "Bólu i blasku" - udowadnia również, że za wcześnie spisywać go na straty, od Pedra wciąż bije światło.

Almodóvar: Jak o nim pisać?

Almodóvar, mój Almodóvar - jak o nim pisać? Jak pisać o tym filmie? Czy na serio, piętnując kiksy logiczne, niewątpliwe kiksy logiczne "Matek równoległych", a jest ich spora lista. Pisać to wszystko, a może odpuścić? Chyba jednak odpuścić, bo przecież autor "Matek..." nie jest zwyczajnym reżyserem. Kimś, o kim pisalibyśmy nawet z sympatią, z szacunkiem, ale bez euforii. Z Almodóvarem to się nie uda. Nie da się pisać i mówić o nim z dystansem.

Reklama

Bo on właśnie nie ma dystansu, a jego twórczość, cała twórczość Pedro Almodóvara, jest wielką lekcją braku dystansu - ze wszystkimi almodóvarowskimi kobietami na skraju załamania nerwowego, z Hiszpanią i kolorami.

Lubię wracać do starych filmów Almodóvara, bo są nieustanną inspiracją. Wyszarpywał w festiwalowym mainstreamie zgodę dla perwersji i wyrafinowanych queerów. Almodrama to była zawsze gejowska drama przetransferowana do heternormy. Tak było odkąd pamiętam: jego wzloty i upadki, filmy genialne i bardzo średnie, jego obecność. Tak bardzo nam wszystkim potrzebna. 

Piszę o Almodóvarze, trochę zamiast pisać o "Matkach równoległych" i łapię się na tym, że nie jestem obiektywny, a krytyk powinien starać się przynajmniej o obiektywizm. Ale jak być obiektywnym pisząc o nim? Za dużo pamięci, zbyt wiele wdzięczności, może wzruszeń też.

Opowieść o skomplikowanych kobietach

"Matki równoległe" to nie są żadne nowe narodziny Almodóvara - Pedro niczego nie zaczyna, raczej pławi się w tym, co już kończył wiele razy. Kontynuuje opowieść o dzielnych kobietach, o skomplikowanych kobietach, mocnych i kruchych jednocześnie, trochę śmiesznych, trochę żenujących, wspierających się i krzywdzących. Takie są również "Matki równoległe".

Pedro kocha swoje ikony. Co prawda nasza ulubiona Rossy de Palma nie ma tym razem prawie niczego do zagrania, ale za to w roli matki Any pojawia się nieoczekiwanie Aitana Sánchez-Gijón, niegdysiejsza piękność ze "Spaceru w chmurach" Alfonsa Arau z 1995 roku. Dzisiaj - wciąż bardzo piękna - występuje w roli niespełnionej aktorki; nieudanej, albo nie bardzo udanej matki. Główne role należą jednak do Penélope Cruz oraz 25-letniej Mileny Smit, nowej twarzy w Almoteamie. Przypadek sprawia, że bohaterki grane przez Cruz i Smit rodzą w tym samym dniu, w tej samej klinice - a w klinice doktora Almodóvara takie przypadki nigdy nie pozostają bez konsekwencji.

"Matki równoległe" zostały zbudowane z równoległych "almodopalaczy". Na pierwszym planie są jak zawsze kobiety, dalej, kinofilia, rozmowa z samym sobą, kolory, muzyka Iglesiasa, dreszczowiec zamieniający się w melodramat macierzyński z domieszką pieprzu, z domieszką seksu, otwartość i poczucie humoru. To wszystko widzieliśmy wcześniej, to wszystko otrzymujemy ponownie. Twórca "Wszystko o mojej matce" z frenezją starego rzemieślnika, który o kinie wie wszystko, solennie portretuje równoległość losów obu dziewczyn, splata je i rozdziela. I to jest właśnie konkluzja tego filmu, albo jedna z szans na konkluzję - obraz bohaterów rozdzielonych lub rozdzielających się. Są wystraszeni, nieszczerzy, ale, jak to często u Almodóvara, wciąż stać ich na konfesję.

Ludzie, którzy mówią. Ludzie, którzy szukają słów i znajdują je. Mówią trochę za dużo, gestykulują zbyt natrętnie, nie pozwalają sobie na ciszę, wiedząc, że właśnie cisza zabija nie tylko niewypowiedziane słowa, ale i świadomość, że za tymi słowami, za kilometrami almodóvarowskich słów, niewiele stoi. Cisza jest wyrokiem.

Almodóvar się nie zmienia

Wyrokiem jest również kwestionowanie pamięci. Pisałem, że Almodóvar się nie zmienia, nie chce zmieniać, że wygodnie jest mu powielać wciąż te same schematy, ale nie jestem sprawiedliwy. W "Matkach równoległych" po raz pierwszy z taką powagą opowiada o polityce, o Hiszpanii, o pamięci politycznej.

Wisława Szymborska, wiele lat temu, w wywiadzie udzielonym "Przekrojowi", zapytana o flirt z władzą, o ideologiczne wiersze z lat pięćdziesiątych, nie uchylała się wcale od odpowiedzi. Powiedziała coś, co zapamiętałem: że pisała te wiersze, ponieważ bardzo kochała wtedy ludzkość. I jeszcze: "nie wolno kochać ludzkości, trzeba lubić ludzi".

I to jest sedno dla zrozumienia politycznego wątku w "Matkach równoległych". Hiszpański klasyk wciąż lubi ludzi, ale przestał wierzyć w ludzkość. Spojrzał krytycznie na przeszłość swojego kraju i świata. Kiedy miałby to zrobić, jeżeli nie dzisiaj? On wie, że my wiemy, że to, co całymi dekadami działo się w kraju Franco, było złe, tragiczne, było przestępstwem i nie powinno ulec przedawnieniu. 

Czy to się sprawdza? Czy watek falangi hiszpańskiej za dyktatury Franco w "Matkach równoległych" się sprawdza? Moim zdaniem nie bardzo. Almodóvar wprowadza do filmu wątek równoległy. Matka równoległa, Penelope Cruz - z zawodu fotografka mody - chce organizować ekshumacje swoich przodków, wiele dekad wcześniej zamordowanych przez falangistów. To jest zbiorowe marzenie tych, którzy nie zapomnieli. Wątek mocny, najwyraźniej potrzebny Almodóvarowi, ale w filmie zgrzyta. Narodziny, macierzyństwo, drinki na tarasie, zakochana szefowa i hekatomba dziejowa. Dwa filmy w jednym filmie. Dysonans równoległy.

6/10

"Matki równoległe", reż. Pedro Almodóvar, Hiszpania 2021, dystrybutor: Gutek Film, premiera kinowa: 18 lutego 2022 roku.

Zobacz również:

"C'mon C'mon": Pogadajmy [recenzja]

"Córka": Kto tu jest tak naprawdę zagubiony? [recenzja]

"This Much I Know To Be True": Pytania do Nicka Cave'a [recenzja]

"Psie pazury": Jak Jane Campion wodzi nas za nos [recenzja]

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Matki równoległe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy