Reklama

"Krime Story. Love Story": Niewymuszone i spontaniczne. Sensowne? [recenzja]

Kadr z filmu "Krime Story. Love Story" /materiały prasowe

Do serca wzięli sobie bracia Węgrzyn hasło, że robią film na podstawie wątków z książki rapera Marcina "Kali" Gutkowskiego "Krime Story". Nie czytałem książki, ale "Krime Story. Love Story" wygląda właśnie jak luźny zlepek najróżniejszych wątków z książki i kina, z obowiązkowym hołdem dla "Pulp Fiction". Jest tu sporo bałaganu i dziur scenariuszowych, większych niż brzuch Miśka Koterskiego w "Gierku". Mimo to ma ten film ujmującą energię.

"Krime Story. Love Story" ma kilka scen, przypominających, że Węgrzynowie i Global Studio zrobili drapieżny i solidny "Proceder". Biografia rapera Chady miała głębszy rys socjologiczny. Nowy film Węgrzynów takich ambicji nie ma, choć w ulicznych dialogach między tytułowym Krimem (Cezary Łukasiewicz) i Wajchą (Michał Koterski) czuć pazur Kaliego.

Reklama

"Krime Story. Love Story" ociera się o parodię?

Reżyser Michał Węgrzyn przenosi akcję z industrialnych Katowic do mojego rodzinnego Olsztyna, pokazując stolicę Warmii i Mazur zupełnie inaczej niż choćby Piotr Domalewski w swoich dwóch loachowskich opowieściach "Cicha noc" i "Jak najdalej stąd". Olsztyn w obiektywie Wojciecha Węgrzyna jest klimatycznym, słonecznym kurortem z szerokimi drogami, po których ganiają się powiązani z WSI gangusy i niezdarni policjanci. Po ulicach grasuje też seryjny morderca w skafandrze medyków z Wuhan albo włoskich szpitali z pierwszej fali covidowego łajdaka (film kręcono w 2019 roku, co czyni Węgrzynów prorokami!), który morduje w brudnych piwnicach rodem z "Piły" młode i ładne dziewczęta. Brzmi absurdalnie? Cóż, "Krime Story. Love Story" jest filmem absurdalnym. Szczególnie w finale, który ociera się o parodię.

Dystrybutor reklamuje ten film jako współczesną ekranizację "Romea i Julii" i gangsterską komedię. Żałuję, że tak reklamowany nie był poprzedni film Węgrzynów, czyli "Gierek", gdzie beznadziejna miłość narodu do towarzysza Edwarda miał wymiar wręcz szekspirowski, zaś socjalistyczny patos współscenarzysty Rafała Wosia mógł wywołać spazmy śmiechu.

"Krime Story" ze swoją obrazową przemocą, najbardziej zdumiewającym seryjnym mordercą w historii polskiego kina i podlanym balladami (opisującymi na dodatek odczucia bohaterów) wątkiem romantycznym - to coś innego niż gangsterska komedia. To jest po prostu gangsterskie kino twórców "Gierka", które ma tyle wspólnego z opisem prawdziwego świata przestępczego, ile filmowy list miłosny do Jego Świątobliwości Edwarda z historią PRL. Nie sądzę, by Kali był zadowolony z takiego ujęcia wątków swojej książki i rozumiem, dlaczego od dawna odcina się od filmu, zarzucając producentom odsunięcie go od scenariusza już we wstępnej fazie produkcji.

Ten film niczego nie udaje

Jednak nieźle się bawiłem, oglądając historię dwóch drobnych bandziorów (Krime i Wajcha), którzy robią skok życia na lokalnego, szemranego biznesmena (Jan Frycz), wpadając przez to w sidła komiksowych gangusów, kierowanych przez niekłaniającego się kulom Cezarego Żaka. Ten film niczego nie udaje i jest zrobiony przez szczerych filmowców, którzy najwidoczniej dobrze się bawili na planie.

Tak, ten film jest cholernie bałaganiarski. Tak, gatunkowa żonglerka ulicznym brudem z książki Gutkowskiego, ckliwą romantyczną komedią i obrazem psychopatycznego mordercy z kina klasy B z lat 90., co chwile się pruje. Ale ma to swój urok. Nie jest to ani bezczelne kserowanie Hollywoodu w stylu Macieja Kawulskiego, ani nachalne cytowanie samego siebie, co nagminnie robi Patryk Vega. Węgrzynowie wyrośli z kina niezależnego i wciąż, mimo wyraźnego wpływu producenta, bawią się swoim odrębnym stylem. Chaotycznym, ale mającym świeżość. Tworzą nawet własne uniwersum, przywołując raz Chadę, a innym razem Gierka. Jest to niewymuszone i spontaniczne.

"Krime Story. Love Story": Sens filmu?

Łukaszewicz i Koterski tworzą zgrany duet romantycznych rzezimieszków, wpadających w świat mafii. Piotr Witkowski i Gabriela Muskała zostaną zapamiętani jako najbardziej dziwaczny policyjny duet w kinie sensacyjnym znad Wisły, zaś Vienio z legendarnej Molesty udowadnia, że w końcu powinien dostać większą rolę, bo ma aktorski talent.

Jest też naturalna Wiktoria Gąsiewska w roli ukochanej Krima i Krzysztof Kowalewski w ostatniej roli w życiu. Jego postać idealnie zresztą symbolizuje pełen anarchii narracyjnej film Węgrzynów. Nie wiadomo do końca, kim jest. Pojawia się trzy razy, prawiąc w finale życiowe mądrości. Jego obecność nie ma żadnego sensu, ale przyjemnie się go ogląda. Taki jest "Krime Story. Love Story" - nie ma ten film głębszego sensu, ale jest na tyle ładnie sfotografowany i zagrany, że daje pleasure. Bez mocnego poczucia guilty.

5,5/10

"Krime Story. Love Story", reż. Michał Węgrzyn, Polska 2022, dystrybutor: Mówi Serwis, premiera kinowa: 11 lutego 2022 roku.

Zobacz również:

"Córka": Kto tu jest tak naprawdę zagubiony? [recenzja]

"Oczy Tammy Faye": Bezpieczna droga po Oscary [recenzja]

"C'mon C'mon": Pogadajmy [recenzja]

"Psie pazury": Jak Jane Campion wodzi nas za nos [recenzja]

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Krime Story. Love Story

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy