Reklama

"Czarna Wdowa": Kolejny taki Marvel [recenzja]

Scarlett Johansson w scenie z "Czarnej Wodwy" /materiały prasowe

Na najnowszą odsłonę superbohaterskiej sagi Marvel Studios przyszło nam czekać niemal dwa lata. "Czarna Wdowa", teoretycznie rozpoczęcie Czwartej Fazy kinowego uniwersum, jest w rzeczywistości pomostem między Sagą Nieskończoności, zamkniętą w "Avengers: Koniec gry" i "Spider-Manie: Daleko od domu", i zupełnie nową erą w adaptacji przygód herosów "Domu Pomysłów". W filmie jest trochę nowego i trochę starego, tak by zadowolić jak największą grupę odbiorców.

Akcja "Czarnej Wdowy" rozgrywa się niedługo po zakończeniu "Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów". Natasha Romanoff (Scarlett Johansson) ukrywa się przed ścigającymi ją siłami amerykańskiego wywiadu. Niespodziewanie dopadają ją cienie przeszłości w postaci Taskmastera - zabójcy, potrafiącego powtórzyć i przewidzieć niemal każdy ruch przeciwnika, i wysłannika Czerwonego Pokoju, organizacji odpowiedzialnej za pranie mózgu młodych dziewczyn i ich trening na Czarne Wdowy. Natasha postanawia raz na zawsze skończyć z grupą, która zniszczyła jej życie. Nie mogąc liczyć na zajętych sobą superbohaterów, musi zwrócić się do kilku dawno niewidzianych znajomych.

Reklama

Poświęcenie filmu kinowego postaci Czarnej Wdowy może budzić wątpliwości. Z jednej strony jest ona najstarszą superbohaterką kinowego uniwersum, dotychczas pojawiającą się na drugim planie kolejnych produkcji. Fani od lat domagali się jej solowych przygód. Jednak historia Nataszy została zakończona w superprodukcji "Avengers: Koniec gry". O jej tragicznej przeszłości dowiedzieliśmy się natomiast w "Czasie Ultrona". Potrzebny był pomysł na pogłębienie tej postaci - na tyle dobry, by film Cate Shortland nie uchodził jedynie za zapychacz terminów między kolejnymi widowiskami.

Otwarcie "Czarnej Wdowy" daje nadzieję, że jej twórcy rzeczywiście chcieli spróbować czegoś nowego. Pierwsze minuty prezentują dynamiczny pościg pozbawiony typowego dla Marvel Studios humoru. Z kolei w czasie czołówki pojawiają się obrazy nader brutalne i przerażające. Klimat thrillera sensacyjnego dopełnia pierwszy akt. Chociaż miejscami wraca humor, Natasha nieustannie jest czyimś celem i musi ciągle się przemieszczać. Walki nie są typową ślepą nawalanką, a ciosy mają swój ciężar. Niestety, sceny akcji psuje pseudobourne'owy montaż.

Konwencja poważnego thrillera kończy się jednak nader szybko, a na pierwszy plan wracają motywy znane z wcześniejszych filmów kinowego uniwersum Marvela - pretekstowa przygoda, skupiająca się przede wszystkim na relacjach między bohaterami. Natasha odchodzi na bok, a na pierwszy plan wysuwają się wówczas jej przybrana siostra - także Czarna Wdowa, Yelena (Florence Pugh) i Alexei (David Harbour), zapomniana sowiecka odpowiedź na Kapitana Amerykę, która nigdy nie doczekała się obiecanej jej chwały.

Oczywiście wszyscy mają za sobą tragiczną przeszłość. Yelena skrywa dehumanizację Czerwonego Pokoju pod maską ciętego dowcipu. Jej siostrzane sprzeczki z Nataszą są zresztą nader zabawne (szczególnie uwagi o superbohaterskiej pozie). Z kolei Alexiei żyje w świecie własnych projekcji i niemal zupełnie zatracił kontakt z rzeczywistością. Pozostaje jeszcze Taskmaster - w pierwszej połowie filmu pełniący funkcję Zimowego Żołnierza, czyli niemożliwej do zatrzymania siły, skupionej tylko na wykonaniu rozkazów. Wywiązuje się z niej nader przekonująco. Niestety, później znika niemal zupełnie, pozostawiając spory niedosyt.

Wszyscy aktorzy sprawdzają się w swoich rolach. Niestety, ich postaci to kalki wcześniejszych bohaterów Marvela. Aleksiei to powtórka z grubego Thora z "Avengers: Koniec gry". Z kolei cyników w rodzaju Yeleny było kilkoro - by wspomnieć tylko szopa Rocketa ze "Strażników Galaktyki". Niesatysfakcjonujący jest także wpisujący się w standard Marvela finał, pełen wybuchów i CGI. Nie mogło także zabraknąć odwołania się do współczesnego świata. Postać starszego mężczyzny, otaczającego się młodymi kobietami, zmuszonymi do wykonania każdej jego zachcianki i dosłownie traktującego je jak narzędzia, aż za bardzo kojarzy się z wiadomymi historiami z pierwszych stron gazet.

"Czarna Wdowa" pozostaje porządnym widowiskiem, ale po serii liczącej sobie tyle odsłon, oczekuje się nieco więcej. Wychodzące w tym samym czasie seriale platformy Disney+, także będące częścią uniwersum, są o wiele odważniejsze w warstwie formalnej i fabularnej (nawet jeśli koniec końców wpisują się w schemat serii). "Czarna Wdowa" nie jest zła. Jednocześnie wydaje się ona obok "Ant-Mana i Osy" najbardziej zbędnym z ostatnich filmów Marvela.

6/10

"Czarna Wdowa" (Black Widow), reż. Cate Shortland, USA 2021, dystrybucja: Disney, premiera kinowa: 9 lipca 2021 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Czarna Wdowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama