Reklama

Biznes po polsku

"Święty interes", reż. Maciej Wojtyszko, Polska 2010, dystrybutor Kino Świat International, premiera kinowa 27 sierpnia 2010 roku.

Przed kilkoma laty Maciej Wojtyszko zrealizował znakomicie przyjęty przez widzów i zbierający dobre oceny wśród krytyków "Ogród Luizy", ironiczną love-story, rozgrywającą się w środowisku gangsterskim. Teraz postanowił spróbować swoich sił w komedii. Jego "Święty interes" właśnie wchodzi na ekrany polskich kin.

Reklama

W głównych rolach występuje w filmie para najbardziej "świętych" polskich aktorów: Piotr Adamczyk i Adam Woronowicz, którzy zostali obsadzeni w rolach Leszka i Janka - braci, którzy dziedziczą po zmarłym ojcu samochód, który należał najprawdopodobniej do... Karola Wojtyły.

Mężczyźni, którzy nie żyją w najlepszych stosunkach i dopiero pogrzeb jest dla nich okazją do spotkania, postanawiają wykorzystać ten nietypowy spadek. Obaj nie znajdują się w zbyt dobrej kondycji finansowej, dlatego możliwość wynajęcia lub odsprzedania odziedziczonej Warszawy M-20, to dla nich szansa odbicia się od dna.

Żeby jednak w łatwy sposób zarobić, a przy tym specjalnie się nie napracować, muszą zmierzyć się z mieszkańcami rodzinnej wsi, dla których samochód jest przedmiotem kultu, esencją sacrum. Wierzą oni bowiem, że samo przebywanie w aucie prowadzi do cudów - m.in. leczy z wszelkich dolegliwości.

Obdarzeni żyłką do interesu bracia, muszą więc przechytrzyć ich wszystkich, a jednocześnie zrealizować także osobiste plany, związane z chęcią posiadania potomstwa i zapewnienia sobie środków na przyszłość. W pewnym momencie zaczynają mieć jednak wątpliwości. Odzywa się ich sumienie.

Wojtyszko, reżyser filmowy i telewizyjny, interpretator klasyków w teatrze, a także autor surrealistycznej literatury dziecięcej, miał naprawdę dobry pomysł na produkcję. Przede wszystkim marketingowy. Wykorzystanie faktu, że Adamczyk i Woronowicz grali w ostatnim czasie dwie najważniejsze postacie dla polskich katolików: Jana Pawła II i ks. Jerzego Popiełuszkę i przewrotne obsadzenie ich razem w komedii, z przekorą traktującą motywy religijne, wydawało się strzałem w dziesiątkę.

I pewnie by nim było, gdyby nie marny scenariusz "Świętego interesu": pełen nieprawdopodobnych zwrotów akcji, pozbawionych finezji rozwiązań fabularnych i co najgorsze dla komedii: nieśmiesznych żartów. Jego autorami są zresztą syn i synowa Wojtyszki. Widocznie reżyser, który kilka lat temu zrealizował serial zatytułowany "Doręczyciel", który także był produkcją rodzinną i okazał się klapą, nie uczy się na błędach. A szkoda, bo "Ogrodem Luizy" udowodnił, że gdy dostaje porządnie skonstruowany scenariusz, jest w stanie zamienić go w klasowe kino, igrające z gatunkami i konwencjami.

Szkoda potencjału aktorskiego, który został w tym filmie zmarnowany. Adamczyk i Woronowicz starają się co prawda grać dobrą minę do złej gry, ale w całym filmie wychodzi im właściwie jeden udany gag (podryw "na bidula"). Na drugim planie także jest kilka interesujących postaci, ale czy to Mariusz Bonaszewski czy Dorota Landowska po prostu nie są w stanie nic więcej z nich "wycisnąć" - uniemożliwia im to marny scenariusz. Takiego problemu nie ma za to Patricia Kazadi, która najzwyczajniej w świecie grać nie potrafi.

Widać wyraźnie, że w "Świętym interesie" Wojtyszko miał ambicję zadrwić z kilku narodowych przywar. Chodziło mu zarówno o uchwycenie przesadnej religijności, graniczącej z dewocją, panującej na wsi, jak i o kapitalistyczne podejście do wszelkich świętości i podkreślanie władzy pieniądza, reprezentowane przez "dorobkiewiczów". Równie istotne w jego produkcji miały być jednak także przeróżne slapstickowe sytuacje i komediowe spięcia pomiędzy bohaterami.

Efekt jest jednak taki, że nie zrealizował żadnego z tych zamierzeń. Jego film nie dość, że nie bawi, to jeszcze na siłę wygładzony, nie pozostawia po sobie w widzu zupełnie nic. A szkoda, bo w czasie, gdy zewsząd atakowani jesteśmy przez "obrońców i nieprzyjaciół krzyża", jego obraz mógłby doprowadzić do uspokojenia nieco nastrojów społecznych. Wszak nic tak nie jednoczy ludzi, jak wspólny śmiech, którego jednak na seansie "Świętego interesu" ciężko doświadczyć.

3/10

Zobacz fragment filmu Macieja Wojtyszki:

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje