Reklama

"Amsterdam": Mniej znaczy więcej [recenzja]

Rami Malek, Margot Robbie i Anya Taylor-Joy w filmie "Amsterdam" /materiały prasowe

O tej popularnej skandynawskiej zasadzie w Hollywood najwyraźniej nie słyszano. A wydaje się, że nie słyszał o niej David O. Russell, w którego nowej produkcji wszystkiego jest za dużo. Aktorskich gwiazd, fabularnych wątków, a nawet gatunków filmowych. Bo "Amsterdam" niestety średnio sprawdza się zarówno jako trzymający w napięciu thriller, jak i prowokująca do śmiechu komedia.

"Amsterdam": Punkt wyjścia wydawał się interesujący

Chaos. To pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po projekcji filmu cenionego amerykańskiego reżysera, dla którego "Amsterdam" jest powrotem na wielki ekran po kilkuletniej przerwie. Wygląda na to, że nie była ona dla niego zbyt łaskawa, gdyż można odnieść wrażenie, że ten - skądinąd interesujący - twórca nieco przez ten czas "zardzewiał". Bo jeżeli w filmie, który w założeniu miał być relatywnie lekką opowiastką na poważny temat, brakuje właśnie lekkości, kolejne (czy aby na pewno potrzebne?) dygresje skutecznie odciągają nas od głównej linii fabularnej, a zamiast emocjonować się losami bohaterów dostajemy oczopląsu od liczby gwiazd na ekranie, to pojawia się problem.

Reklama

A wcale tak być nie musiało, bo punkt wyjścia wydawał się co najmniej interesujący. Podobnie jak w przypadku "American Hustle" (2013), David O. Russell w napisanej przez siebie historii mocno zainspirował się prawdziwymi wydarzeniami. Tym razem przeniósł akcję do lat 30. poprzedniego stulecia i wydarzeń, które historia określa mianem "Spisku biznesowego". Mowa o działaniach grupy bogatych amerykańskich przemysłowców, zafascynowanych rosnącymi w siłę w Europie faszystowskimi ideami. Uknuta przez nich intryga zmierzać miała do zamachu stanu i w konsekwencji obalenia prezydenta Franklina D. Roosevelta.

W te wydarzenia wmieszana zostaje trójka fikcyjnych bohaterów, których połączyła głęboka przyjaźń wykuta jeszcze na froncie pierwszej wojny światowej. Burt Berendsen (w tej roli Christian Bale) pracuje obecnie jako chirurg plastyczny, koncentrując się przede wszystkim na pomocy podobnym sobie weteranom. A w wolnym czasie odważnie eksperymentuje z lekami przeciwbólowymi. Harold Woodman (John David Washington), jego kompan z pułku, spełnił z kolei swoje marzenia o prawniczej praktyce. Trio uzupełnia charyzmatyczna Valerie Voze (Margot Robbie), która jako dzielna polowa pielęgniarka wyciągała przed laty z poranionych ciał mężczyzn odłamki pocisków.

"To się wydarzyło naprawdę". Christian Bale o filmie "Amsterdam"

"Amsterdam": Gwiazdy nie pomogły

Punktem wyjścia dla rozwoju fabuły jest tajemnicza śmierć dawnego dowódcy mężczyzn, generała Meekinsa, a następnie jego córki. Kobieta zleciła bohaterom przeprowadzenie sekcji zwłok, które następnie zamieniło się w detektywistyczne śledztwo. Ten wątek sam w sobie wydaje się ciekawy, ale co rusz reżyser, w dość nieuporządkowany sposób, odwraca od niego naszą uwagę kolejnymi dywagacjami.

Od miłości, przez rasizm, po ornitologię. A to za sprawą rozgrywających się na wojennym froncie czy w tytułowym Amsterdamie retrospekcji, a to pojawiającego się szeregu niewiele wnoszących do historii drugoplanowych postaci. Występujących tutaj niemal zawsze w parach, jak w przypadku ekscentrycznego małżeństwa Voze (Rami Malek i Anya Taylor-Joy), niezbyt rozgarniętych agentów wywiadu (Michael Shannon i Mike Myers) czy nieco przypadkowych detektywów (Matthias Schoenaerts i Alessandro Nivola).

Pomijając już fakt, że nie do końca wiadomo, czy bardziej się bać, czy może śmiać, to wszystko trzeszczy i zgrzyta niczym niezbyt dobrze naoliwiona maszyna. Sytuacji nie ratują niezłe role świetnych przecież aktorów, jak Bale, który dosłownie dwoi się i troi, czy Robbie. Zresztą gwiazd, obok wyżej wymienionych jest znacznie więcej, bo na ekranie dostrzec możemy również w mniejszych czy większych rolach: Roberta De Niro, Chrisa Rocka, Zoe Saldanę czy Taylor Swift.

Mam wrażenie, że z tą wyliczanką równać mogą się jedynie obsady ostatnich filmów Wesa Andersona. Tyle że w przypadku "Amsterdamu" efekt niestety nie przełożył się na całość. Pięknie zresztą sfilmowaną i zainscenizowaną, ale wywołującą jednak grymas rozczarowania. Związany przede wszystkim z faktem, że wysokie oczekiwania zamieniły się w zwykłą przeciętność.

5/10

"Amsterdam", reż. David O. Russell, USA 2022, dystrybutor: Disney, premiera kinowa: 14 października 2022 roku.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Amsterdam (2022)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy