Reklama

Reklama

Tadeusz Łysiak: "Sukienka" to film o odrzuceniu i potrzebie miłości

"Chcieliśmy, żeby Julia była lustrem, w którym będziemy odbijać się też my z naszymi lękami, uprzedzeniami, pragnieniami, marzeniami" - mówił w rozmowie Polską Agencją Prasową Tadeusz Łysiak, którego "Sukienka" została nominowana do Oscara dla najlepszego krótkometrażowego filmu aktorskiego.

"Chcieliśmy, żeby Julia była lustrem, w którym będziemy odbijać się też my z naszymi lękami, uprzedzeniami, pragnieniami, marzeniami" - mówił w rozmowie Polską Agencją Prasową Tadeusz Łysiak, którego "Sukienka" została nominowana do Oscara dla najlepszego krótkometrażowego filmu aktorskiego.
Reżyser filmun "Sukienka", Tadeusz Łysiak (L) z aktorka Anną Dzieduszycką /Michał Sierszak /Agencja FORUM

Film "Sukienka" w reżyserii Tadeusza Łysiaka i ze zdjęciami Konrada Blocha otrzymał we wtorek, 8 lutego, nominację do Oscara w kategorii najlepszy film krótkometrażowy. O statuetkę w tej kategorii powalczą też: "Ala Kachuu Take And Run" Marii Brendle, "On My Mind" Martina Strange-Hansena, "Please Hold" K.D. Davili oraz "The Long Goodbye" Aneila Karii.

Reklama

Tadeusz Łysiak jest studentem Reżyserii w Warszawskiej Szkole Filmowej. To syn scenarzysty Tomasza Łysiaka i wnuk znanego polskiego pisarza Waldemara Łysiaka.

Nad nominowanym do Oscara tytułem pracował zespół złożony głównie ze studentów i absolwentów Warszawskiej Szkoły Filmowej. Reżyser, Tadeusz Łysiak, był uczestnikiem prestiżowego programu FUTURE FRAMES - Generation NEXT of European Cinema w ramach Eastern Promises przy festiwalu w Karlowych Warach. Jest też laureatem nagrody "Odkrywczego Oka", przyznawanej młodym, utalentowanym twórcom podczas Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, w Chicago. Poprzedni wielokrotnie nagradzany film Tadeusza Łysiaka - "Techno" z Danutą Stenką i Leszkiem Abrahamowiczem w rolach głównych - doczekał się ponad miliona wyświetleń na YouTube.

Film"Sukienka" opowiada historię Julii, pracującej w przydrożnym motelu, której życie zmienia się gdy poznaje przystojnego kierowcę ciężarówki. Długo skrywane przez kobietę pragnienia dają o sobie znać.

W "Sukience" opowiadasz o młodej pracownicy przygranicznego motelu, która pragnie miłości, bliskości i związku. Julia, grana przez Annę Dzieduszycką, ma problem ze znalezieniem mężczyzny. Jest osobą niskiego wzrostu, przez co często doświadcza odrzucenia. Skąd wzięła się ta bohaterka?

Tadeusz Łysiak: - Trudno wskazać jeden konkretny moment, w którym przyszła do mnie ta postać. Na początku zastanawiałem się, o czym chcę opowiedzieć, co interesuje mnie w świecie, w człowieku, co mnie boli, przeraża. Stwierdziłem, że chciałbym zrobić film o odrzuceniu, samotności i potrzebie miłości. O tym, że czasami społeczeństwo odrzuca nas ze względu na wygląd fizyczny. Od tego wyszedłem, a pomysłów na bohaterkę było dużo. Wiedziałem, że chcę zrobić film o kobiecie. Interesowała mnie ta wrażliwość i chciałem spróbować w nią wniknąć. Chyba najbardziej zainspirował mnie artykuł na temat osób niskiego wzrostu, który przeczytałem w internecie.

- Powstało bardzo niewiele filmów, w których główną rolę grają takie osoby. W zasadzie tylko "Dróżnik" i "Gra o tron" z Peterem Dinklage'em. Wydawało mi się, że taka bohaterka będzie kimś nowym, a jednocześnie opowie wszystko to, co siedziało w mojej głowie. Gdy miałem już Julię i zarys historii, brakowało mi klucza, który spiąłby to wszystko fabularnie. Wtedy przeczytałem artykuł o tym, jak osoby niskiego wzrostu z trudnością pozyskują ubrania. Firmy nie tworzą odzieży skrojonej pod dorosłych niskiego wzrostu. Trzeba szukać w działach dziecięcych lub szyć na miarę, co jest trudne i przykre. Uznałem, że sukienka będzie z jednej strony odpowiednim symbolem tego, co świat robi z ludźmi w jakikolwiek sposób innymi, a z drugiej - symbolem pragnień bohaterki.

Wiem, że z Anną Dzieduszycką znaliście się już wcześniej. Wystąpiła w twojej szkolnej etiudzie. Postać Julii budowałeś także na podstawie rozmów z nią?

- Pisząc scenariusz, wyobrażałem sobie Anię, ale nie konsultowałem go z nią. Zakładałem, że przyjdę do niej z gotowym tekstem i może zgodzi się wystąpić w moim filmie. Faktycznie tak się stało. Największą pracę, jeżeli chodzi o budowanie bohaterki, wykonaliśmy podczas prób. Usiedliśmy nad tym, co napisałem, i porównaliśmy moje spostrzeżenia z researchu z prywatnymi odczuciami Ani. Już w scenariuszu Julia była "twardą babką", co komuś z zewnątrz może wydawać się nieoczywiste, bo ta historia aż prosi się o to, żeby bohaterka była wycofana i smutna. Dałem jej ogromną siłę. Kiedy spotkałem się z Anią i przekonałem się, jak niesamowitą energię ma w sobie, postanowiłem, że dodam Julii jeszcze więcej zadziorności. Razem z Anią pracowaliśmy też nad dialogami, wycinając wszystkie słabsze fragmenty. Tak naprawdę ta postać tworzyła się aż do samego końca, także na etapie produkcji i postprodukcji.

Poza siłą i energią, o której wspomniałeś, jasną stroną filmu jest wątek kobiecej solidarności, przyjaźni, jaka nawiązuje się pomiędzy Julią a jej koleżanką z pracy Renatą, graną przez Dorotę Pomykałę. Jak udało ci się namówić aktorkę na udział w filmie?

- Nie było to szczególnie trudne. Kiedy w 2017 r. robiłem krótkometrażowy film "Techno", rozmawiałem z Dorotą. Zawsze byłem zachwycony jej talentem i warsztatem aktorskim. Co prawda ostatecznie w "Techno" wystąpiła pani Danuta Stenka, ale z Dorotą mieliśmy kontakt. Spodobał się jej scenariusz "Sukienki" i chciała w niej zagrać. Bardzo cieszę się, że tak się stało właśnie m.in. ze względu na wątek przyjaźni między dwiema kobietami. Podczas pierwszego spotkania z Dorotą i Anią dostrzegłem, jak niesamowita energia przepływa pomiędzy nimi. Wyglądało to tak, jakby znały się od lat i już były przyjaciółkami. Coś niesamowitego. Nie wiem, czy to kwestia szczęścia, czy cech osobowych obu tych kobiet, bo - według mnie - one prywatnie są do siebie bardzo podobne. Po tej próbie wziąłem na bok mojego operatora Konrada Blocha i powiedziałem mu, że nie wspomnieliśmy jeszcze o bardzo ważnej rzeczy. A mianowicie, że robimy film o kobiecej przyjaźni.

Portretujesz swoją bohaterkę z ogromną czułością i sympatią. Jesteś z kamerą tak blisko niej, jak to tylko możliwe. Jaki był pomysł na stronę wizualną filmu?

- Bardzo długo zastanawialiśmy się z Konradem, jak podejść do tej historii. Przede wszystkim z powodu wzrostu głównej bohaterki. Sposobów było mnóstwo. Moglibyśmy stawiać kamerę szeroko i pokazywać widzowi dobitnie różnice wzrostu albo trzymać się bliżej twarzy. Oba te rozwiązania mają swoje zalety i wady. Jeśli chcielibyśmy podkreślić kontrast między społeczeństwem, które nie przepada za jakąkolwiek odmiennością fizyczną, wtedy może warto byłoby opowiadać to szerzej. Ale my czuliśmy, że robimy film skupiony na bohaterce. Nie chcieliśmy epatować kontrastami. Stąd decyzja, że będziemy trzymać się blisko. Jak mantrę powtarzaliśmy sobie, że nie robimy filmu o osobie niskiego wzrostu tylko opowieść o kobiecie, która ma pragnienia i marzenia takie jak każda inna. Zależało nam, aby stworzyć wizualnie taki świat, dzięki któremu widz zapomni o odmienności fizycznej bohaterki. Uznaliśmy, że musimy patrzeć w oczy, bo one są zwierciadłem osobowości, umysłu i emocji. Chcieliśmy, żeby Julia była lustrem, w którym będziemy odbijać się też my z naszymi lękami, uprzedzeniami, pragnieniami, marzeniami. A jednocześnie żeby film miał delikatny sznyt dokumentalny. Żeby był bliski życiu, bez popadania w zbytnią kreację. To była ogromna praca i jestem bardzo wdzięczny Konradowi za jego wrażliwość. Bez tego ten film by się nie udał.

Daria Porycka

Zobacz również:

Polska seksbomba porzuciła aktorstwo. Co robi dziś?

Rozenek-Majdan bez cenzury. Gwiazda TVN w erotycznych scenach

Młoda polska aktorka nago na planie. Starszy partner zawstydzony

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

PAP
Dowiedz się więcej na temat: Oscary 2022 | Sukienka (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL