Takich uchodźców boją się Polacy? Ten film pokazuje gorzką prawdę

Kadr z filmu "Do nieznanej ziemi" /materiały prasowe

Kradną, oszukują, zdradzają. Dalecy są od ideału. Wchodzący na nasze ekrany film "Do nieznanej ziemi" nie wybiela arabskich uchodźców, młodych, prężnych mężczyzn, marzących w Grecji o lepszym życiu w Niemczech. Nie szuka ckliwych wzruszeń, ani nawet nie domaga się współczucia. Jest jednak głęboko humanistyczną przypowieścią, a zarazem thrillerem o ludziach, których desperacja popycha w kierunku dla nich samych nieakceptowalnym. I to oni płacą najwyższą cenę za swoje wybory.

Dwóch młodych mężczyzn, Chatila (Mahmoud Bakri) i Reda (Aram Sabbah), obserwuje ludzi spacerujących po parku. Starsza kobieta siada na ławce. Chce odpocząć. "Ją zrobimy" - zapada szybka decyzja. Jeden z bohaterów łapie deskorolkę i popisowo przewraca się z krzykiem tuż przed seniorką. Ta w naturalnym ludzkim odruchu wstaje, chce pomóc poszkodowanemu. W tej chwili drugi z mężczyzn podbiega, łapie torebkę i ucieka. Zanim Greczynka zorientuje się, co się dzieje, po napastnikach nie ma już śladu. Nie dogoni ich. A i oni szybko się przekonają, że "nie było warto". W portfelu znajdują całe pięć euro. I leki. "Co, jeżeli będzie ich potrzebować?" - zaczynają rozważać. "Przecież nie pójdziemy do parku, żeby je oddać". Biorą gotówkę, wyrzucają resztę "łupu". Koniec tej scenki widzi Malik (Mohammad Alsurafa), nastoletni chłopiec. "Też jesteście z Palestyny?" - pyta.

Reklama

"Do nieznanej ziemi". Ken Loach i Guy Ritchie w ziemskim piekle Dantego

Bohaterowie "Do nieznanej ziemi" nie budzą na początku żadnej sympatii. To para złodziejaszków, obierających za cel najsłabszą z możliwych ofiarę. Kraść torebkę starszej pani - niewiele rzeczy może być bardziej odpychających. Jednocześnie reżyser i współscenarzysta Mahdi Fleifel od razu przykuwa naszą uwagę. W którą stronę pójdzie? Politycznej agitacji za lub przeciw obecności uchodźców w Europie? A może filozoficznej rozprawy?

Twórca i jego aktorzy wybierają inną ścieżkę. Sposób opowiedzenia i zagrania tej historii budzi skojarzenia z najlepszymi filmami społecznego realizmu Kena Loacha, ale i - uwaga - brawurowymi kawalkadami Guya Ritchiego. Tak, Fleifel łączy te dwie skrajne przestrzenie pod jednym szyldem, proponując nam autentycznie zaskakujące kino kryminalne i zarazem gorzki, realistyczny dramat o współczesnych kręgach piekieł Dantego.

"Do nieznanej ziemi". Nie ma to jak życie w Reichu

U Kevina Smitha (sic!) Chatila i Reda mogliby się stać kumplami Jaya i Cichego Boba. Dwaj kuzyni. Kradną, bo nie mają żadnej pracy. Są w Atenach nielegalnie - uciekli z obozu dla uchodźców w Libanie. Mieszkają w jakiejś uchodźczej komunie z kilkunastoma czy może kilkudziesięcioma innymi mężczyznami. Marzą o wyjeździe do Niemiec - niemal tak samo, jak kiedyś Polacy marzyli o robieniu kasy w Reichu.

Chatila chce razem z żoną, pozostawioną z synkiem w Libanie, otworzyć knajpkę w arabskiej dzielnicy, taką, jaką prowadził jego ojciec. Kobieta podobno świetnie gotuje. Reda jest zagubiony - to ten bardziej wrażliwy z kuzynów. Ma duży kłopot z narkotykami. Ciotka prosi Chatilę, aby się nim opiekował. I tak dzień po dniu tułają te ukradzione euro, żeby zapłacić za fałszywe paszporty. Niestety, Reda jest nie tylko zagubiony, ale po prostu lekkomyślny i traci zebrane pieniądze. Ten schemat będzie się powtarzał w tej historii. A im bardziej pieniądze będą potrzebne, tym bardziej desperackie pomysły Chatila będzie próbował wdrożyć w życie. Pomysły, które nie tylko są krzywdzące wobec innych, ale też wyżerają duszę sprawcom. Znowu na myśl przychodzi Dante.

"Do nieznanej ziemi". Co można wybudować na takim fundamencie?

"Ateny będą wspomnieniem" - mówi Chatili żona, pragnąc dać mu wsparcie i otuchę. Nie rozumie albo nie chce zrozumieć tego, jakich wyborów dokonuje jej mąż każdego dnia w imię lepszej przyszłości i jak bardzo go to niszczy. Chatila nie chce żadnych wspomnień. Bo czy na takim fundamencie lepsza przyszłość jest możliwa? Czy naprawdę lepiej jest w Niemczech lub Włoszech? Są bardziej europejskie niż Grecja? I czy na kłamstwach, kradzieżach, zdradach da się zbudować dobro? Bohaterowie muszą w to wierzyć, bo marzenie jest jedynym, co posiadają i co uzasadnia w ich głowach podejmowane przez nich działania.

W imię tych samych nadziei (a może egoizmu lub chęci przetrwania) działają w świecie Fleifela także inni. Nikt nie gra tu fair, nikt nie jest uczciwy. Każdy oszukuje. Marwan (Munther Reyahneh), lokalny pośrednik od fałszywych dokumentów, Malik i jego ciotka, oboje wcześniej oszukani przez przemytników, Greczynka Tatiana (Aggeliki Papoulia), która swoją samotność i biedę zatapia w kieliszku. Może najbardziej uczciwi wydają się Syryjczycy, których w pewnym momencie spotykają Chatila i Reda, choć pewnie i oni, gdyby przyjrzeć się ich życiu bliżej, mieliby na swoich barkach decyzje odbiegające od norm etycznych i moralnych spokojnych czasów. "Wszyscy kłamią" - powtarzał uparcie House. "Wszyscy" - mówi nam Fleifel. Stara się jednak wyjaśnić dlaczego.

"Do nieznanej ziemi". Realizm! Realizm i nauki… Pawła Pawlikowskiego

Oglądając film Fleifela, czuje się prawdę tych scen, tej desperacji, która zamienia dobre intencje i marzenia w katastrofalne decyzje. Olbrzymia w tym zasługa aktorów — ich talentu, warsztatowi, charyzmie i zapewne też głębokiej znajomości tematu. Na pewno nie brakuje jej reżyserowi.

Fleifelowi się poszczęściło, pokonał drogę z Palestyny do Europy. Urodził się w Dubaju, w palestyńskiej rodzinie. Wychował się w obozie dla uchodźców Ain al-Hilweh w Libanie, a w 1988 roku przeniósł się z rodziną do Danii, żeby potem dostać się do National Film and Television School w Beaconsfield w Wielkiej Brytanii, gdzie uczył się rzemiosła pod okiem Stephena Frearsa i Pawła Pawlikowskiego. Do kina wszedł przez dokument: bazujący na jego własnych doświadczeniach "Nie nasz świat" przyniósł mu ponad 30 nagród na całym świecie, w tym na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Potem były kolejne dokumenty, krótkie metraże (w tym nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem "Powrót" i nominowany do BAFTA "Tonący"). "Do nieznanej ziemi" jest jego pełnometrażowym debiutem fabularnym. Film miał swą premierę w Cannes i od tamtej pory jest obsypywany nie tylko pochlebnymi recenzjami oraz nagrodami, w tym kilkunastoma od publiczności.

"Do nieznanej ziemi". "Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono"

"Do nieznanej ziemi" wciąga, intryguje, a bohaterów, pomimo ich wątpliwych wyborów, nie da się po prostu potępić. Prędzej idzie każdemu na jakimś poziomie współczuć. "Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono" - pisała Wisława Szymborska. "Kto wchodzi do mnie, żegna się z nadzieją" - pisał Dante. W tej matni nie ma wygranych, ale bywają znakomite filmy.

7/10

"Do nieznanej ziemi" (To a Land Unknown), reż. Mahdi Fleifel, Wielka Brytania/Francja/Niemcy/Holandia/Grecja/Katar/Arabia Saudyjska/Palestyna 2024, dystrybutor: Aurora Films, premiera kinowa: 19 grudnia 2025 roku

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Do nieznanej ziemi
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL