"Barry Lyndon" opowiadał o irlandzkim młodzieńcu (Ryan O’Neal), który wkrada się w łaski majętnej wdowy. Zajmując pozycję jej zmarłego męża, nagle staje się częścią arystokracji. W następnych latach Barry robi, co w jego mocy, by nie stracić swego statusu. Nie ma granicy, której nie przekroczy, by osiągnąć swój cel.
"Barry Lyndon". Stanley Kubrick zamierzał nakręcić film o Napoleonie
Po premierze "Odysei kosmicznej 2001" w 1969 roku Kubrick nosił się z zamiarem nakręcenia epickiego filmu o "Napoleonie". W 1970 roku ukazało się "Waterloo" w reżyserii Sergieja Bondarczuka a wyprodukowane przez Dino De Laurentiisa. Film kosztował 25 milionów funtów i nie zdołał zwrócić swego ogromnego budżetu. Kubrick zdecydował się na realizację adaptacji "Mechanicznej pomarańczy" Anthony’ego Burgessa. Innym projektem, który go zainteresował, była pikareska Williama Makepeace’a Thackeraya "Barry Lyndon". W rozmowie z Michaelem Cimentem przyznał, że zwrócił na nią uwagę po sugestii "Vanity Fair". Jednak szybko odrzucił tę możliwość, obawiając się skondensowania pokaźnej fabuły do metrażu filmu fabularnego.

Jednak "Barry Lyndon" nie opuścił Kubricka. Korzystając z researchu, jaki reżyser poczynił podczas przygotowań do niezrealizowanego "Napoleona", udało mu się znaleźć swój klucz do tej historii. W 1972 roku ogłosił, że będzie to jego następny film. Przedstawił także głównych aktorów – Ryana O’Neala, gwiazdę "Love Story", oraz Marisę Berenson, modelkę "Vogue’a". Przez długi czas aktorzy wiedzieli o produkcji niewiele więcej od opinii publicznej.
Podczas prac nad scenariuszem największym problemem okazała się narracja. Książkowy Barry przedstawia swoją historię w sposób niewiarygodny. Kubrick zdecydował się tymczasem na obiektywnego narratora spoza kadru. Uważał, że wypaczony punkt widzenia Barry’ego sprawdziłby się, gdyby film był komedią. W przeciwnym wypadku efekt osiągnięty przez Makepeace’a w książce nie mógłby zaistnieć na ekranie. Poza tym Kubrick zmienił kilka elementów fabuły – przede wszystkim dodał końcowy pojedynek.

"Barry Lyndon". Zdjęcia do filmu przerwano ze strachu przed IRA
Zdjęcia do "Barry’ego Lyndona" rozpoczęły się wiosną 1973 roku, a zakończyły na początku 1974 roku. Ekipa filmowa spędziła na planie 300 dni. Budżet produkcji wyniósł 12 milionów dolarów. Część zdjęć powstawała w Irlandii Północnej w czasie działalności IRA. Z powodu gróźb o kilkunastu bombach zdjęcia w Dublinie musiały zostać odwołana.
Gdy większość filmu była już nakręcona, Kubrick otrzymał telefon od osoby podającej się za członka Prowizorycznej Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Oznajmiła ona, że reżyser znajduje się na czarnej liście organizacji i ma 24 godziny, by opuścić Irlandię. Kubrick spakował się i wyjechał tego samego dnia. Jak tłumaczył jego producent i bliski przyjaciel Jan Harlan w rozmowie z "The Independent", mógł to być głupi żart, ale nikt nie chciał ryzykować.
Ekipa filmowa podzielała obawy reżysera i szybko ruszyła jego śladem. 48 godzin później zdjęcia kontynuowano w Anglii. Pozostałą część filmu nakręcono także w Niemczech Wschodnich i Zachodnich. Z powodu nagłego opuszczenia Irlandii nie zrealizowano jednak kilku scen.

"Barry Lyndon". Przełomowe zdjęcia
"Barry Lyndon" zapisał się w historii kina z racji swej realizacji. Kubrick i jego operator John Alcott świadomie zrezygnowali z elektrycznego oświetlenia. Reżyser, zmęczony wymuskanym wyglądem hollywoodzkich filmów kostiumowych, chciał osiągnąć bardziej naturalny efekt. Ciemne pomieszczenia oświetlał przede wszystkim świecami, co było zmorą dla operatorów. Kluczowe okazały się nowe zdobycze technologii, przede wszystkim obiektywy, które pozwoliły na stworzenie niezapomnianych obrazów. Twórcy zestawiali je z imponującymi długimi ujęciami plenerowymi. Alcott otrzymał za swoją pracę przy filmie Oscara.
Na planie Kubrick jak zawsze nie oszczędzał swoich aktorów. Ci byli zmęczeni ograniczeniami wynikającymi z oświetlenia. Zły obrót głowy i kamera nie uchwyciłaby wyrazu ich twarzy, oświetlanej jedynie przez płomień świecy. Kubrick, w swoim stylu, kręcił wiele dubli jednego ujęcia, często tylko po to, by znaleźć w nim "coś wyjątkowego". Szczególnie intensywne okazały się zdjęcia do sceny, w której Lyndon poznaje Lady Honorię (Berenson). Gdy ilość powtórek przekroczyła setkę, zirytowany O’Neal powiedział Kubrickowi, by ten zagrał jego rolę, a on po prostu powtórzy wszystko po nim. Reżyser zarzucił mu bezczelność i spokojnie kontynuował swoją pracę.

"Barry Lyndon". Film nie został od razu doceniony
Podobnie jak "Waterloo", "Barry London" także nie okazał się hitem frekwencyjnym. W Stanach Zjednoczonych film zarobił zaledwie 9,1 miliona dolarów. Lepiej poradził sobie na innych rynkach, przede wszystkim w Europie. Łącznie na jego koncie znalazło się 20,2 miliona dolarów.
Recenzje także nie były najlepsze. Krytycy doceniali realizację, ale zarzucali Kubrickowi, że odarł historię Lyndona z dowcipu i brawury, które były znakiem rozpoznawczym literackiego pierwowzoru. Pauline Kael nazwała produkcję nawet filmowym odpowiednikiem książki, którą kładzie się na stoliku kawowym, żeby ładnie wyglądała. Roger Ebert zgadzał się, że reżysera bardziej od historii i bohaterów interesowały wystawne wnętrza. Dodał jednak, że "Barry Lyndon" jest jednym z najpiękniejszych filmów, jakie widział w swoim życiu.
Uznania nie ukrywała za to Amerykańska Akademia Filmowa, która przyznała "Barry’emu Lyndonowi" siedem nominacji do Oscara. Film zwyciężył w czterech kategoriach technicznych. Otrzymał statuetki za scenografię, zdjęcia, kostiumy i muzykę (najtrafniejszy dobór piosenek i/lub najtrafniejszą adaptację). Bez Oscara pozostał Kubrick nominowany jako producent, reżyser i scenarzysta. We wszystkich swoich kategoriach przegrał z "Lotem nad kukułczym gniazdem" Miloša Formana. Uznanie należne "Barry’emu Lyndonowi" przyszło po latach. Dziś uznaje się go za jedno z najważniejszych dzieł filmowych lat 70. XX wieku.










