"Peaky Blinders": legendarny serial
"Peaky Blinders" zawładnął wyobraźnią widzów na całym świecie. Niepozorna historia fikcyjnej rodziny z Brimingham już po pierwszych minutach premierowego odcinka zaintrygowała widzów, a serial z każdym sezonem powoli stawał się telewizyjnym i globalnym fenomenem. Świetnie dobrana obsada, klimat, scenariusz, muzyka oraz postać nieustannie zmagającego się z demonami przeszłości Tommy'ego Shelby (Cillian Murphy) sprawiły, że "Peaky Blinders" nadal są chętnie oglądaną produkcją.
Na szczęście fani będą mogli niedługo obejrzeć kolejne historie. Jak już wiemy, powstanie również nowa serialowa odsłona świata "Peaky Blinders". Netflix i BBC połączyli siły - powstaną dwa nowe sezony serialu, który przedstawi losy nowego pokolenia Shelbych. Za sterami ponownie Steven Knight, a jednym z producentów został Cillian Murphy.
Na razie jednak, 20 marca, w Netfliksie zadebiutuje pełnometrażowy film "Peaky Blinders" Nieśmiertelny" - niejako koniec pewnego rozdziału, niejako najprawdopodobniej pomost między kolejnymi opowieściami. Przed premierą mieliśmy okazję porozmawiać z wcielającym się w Tommy'ego Cillianem Murphym ("28 dni później", "W stronę słońca", "Dunkierka", "Oppenheimer") oraz twórcą legendarnego serialu Stevenem Knightem.
Katarzyna Ulman, Interia: "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" jest obecnie wyświetlany w wybranych kinach, a w Netfliksie debiutuje 20 marca. Od startu pierwszego sezonu minęło 13 lat; powstało sześć sezonów. Teraz znowu wkraczamy do świata "Peaky Blinders", ale tym razem w pełnometrażowym filmie. Jak narodziła się ta historia i jak wyglądał proces powstawania filmu?
Steven Knight: Zamysł, aby zakończyć tę historię w trakcie II wojny światowej tkwił we mnie od zawsze. Pokazano mi ostatnio migawkę z wywiadu dla BBC Two, którego udzieliłem po pierwszym sezonie, kiedy "Peaky Blinders" było jeszcze małym serialem. Opowiadałem z całą pewnością, że koniec to będzie film, a jego akcja będzie rozgrywać się właśnie podczas konfliktu. Jakimś cudem tak się stało.
- Idea od zawsze była jednak taka, aby przedstawić historię o mężczyźnie i jego rodzinie rozpostartą na okres pomiędzy dwiema wojnami. Na samą fabułę filmu wpływ miał konflikt i fakt, że Birmingham było [w 1940 roku - przyp. red.] silnie bombardowane. Chciałem też, żeby Tommy Shelby znalazł się w zupełnie innym miejscu niż dotąd, całkowicie odizolowanym od świata, jakby poza nim. Powodem dla którego jest tak bardzo wycofany jest to, że dopuścił się czegoś, czego nie potrafi sobie wybaczyć. To był zalążek, początek tego projektu.
Jak Tommy "radzi sobie" z traumą z I wojny światowej, biorąc pod uwagę, że teraz świat ogarnął kolejny konflikt?
Cillian Murphy: Powiedziałbym raczej, że kompletnie sobie nie radzi. Jak stwierdził Steve jest zamknięty w sobie, odizolował się od świata. Zmaga się ze wszystkim, ponieważ przestał poruszać się naprzód. Po raz pierwszy spogląda za siebie, w przeszłość. Wpada w uzależnienie, ale również odnosi się do wszystkiego co zrobił i zaczyna pisać książkę - spisuje swoje myśli i refleksje na papierze, co przypomina strumień świadomości.
- Wydaje mi się, że jest w swego rodzaju pętli i stał się tak naprawdę duchem samego siebie. Przynajmniej w pierwszej części filmu. Później pojawia się pewna postać, grana przez Rebeccę Ferguson, która wciąga go na powrót do prawdziwego świata, a wtedy fabuła zmienia się w historię o człowieku, który pragnie ocalić swój kraj i syna.

W pewnym sensie będzie chciał ocalić swojego syna przed samym sobą. Co możecie zdradzić na temat skomplikowanej relacji ojca i syna; relacji Duke'a i Tommy'ego? To bardzo trudna relacja. Pod koniec szóstego sezonu Duke miał być "oczami Tommy'ego" w Birmingham, a teraz chyba tylko pogorszył sytuację. Tommy z kolei myślał, że oddał mu swoje królestwo, jednak wszystko się skomplikowało.
Steven Knight: W historii Duke'a jeszcze w serialu ważne było to, że wiódł przyzwoite życie, był w porządku. Żył w romskiej społeczności, opiekował się końmi. I nagle zostaje przeniesiony do innego świata przez Tommy'ego i staje się członkiem jego rodziny. Pomiędzy końcem szóstego sezonu i początkiem filmu Tommy znowu wycofuje się z jego życia, a on znowu zostaje porzucony. Jego matka zmarła, ojciec wciągnął go do swojego świata i chwilę potem pozostawił w tym świecie samego.
- Tym, co chciałem ukazać poprzez wątek Duke'a jest to uczucie, kiedy wydaje się, że syn nie lubi lub nienawidzi ojca, ale tak naprawdę motywuje go chęć zaimponowania mu. A nawet stara się go przewyższyć. Mówi: "to jest większe niż cokolwiek, co zrobił mój ojciec". Duke chce mu zaimponować i pragnie, żeby Tommy dostrzegł, że podejmuje takie i takie działania. Jest trochę jak stary Tommy Shelby na sterydach. Przekracza granice. A w tej samej chwili Tommy pisze książkę z radami dla swoich dzieci, gdzie dosłownie mówi "nie róbcie tego". Na szczęście później ma okazję dorwać Duke'a i spuścić mu lanie w chlewie.
Tak, dokładnie. To jedna z moich ulubionych scen.
Steven Knight: I też pewnie jedna z ulubionych scen Cilliana, jestem pewien.
W "Peaky Blinders: Nieśmiertelnym" wracają dawni bohaterowie, pojawiają się i nowe twarze. Mamy Barry'ego Keoghana, Rebeccę Ferguson, Tima Rotha, wraca Stephen Graham. Słyszałam, że za zaangażowaniem Barry'ego do roli Duke'a kryje się historia związana z Dniem Ojca. Czy mogę o nią zapytać?
Cillian Murphy: Pewnie, trochę opowiadałem tę historię. Barry napisał mi sms-a w Dzień Ojca. Nie wiedziałem, że to ten dzień, ale szybko się zorientowałem. Znamy się od dłuższego czasu, od czasu, kiedy zagraliśmy razem w filmie "Dunkierka". Odpisałem mu więc, a że już wcześniej zgodziliśmy się, że jest on naszym pierwszym wyborem do roli Duke'a, zapytałem go od razu czy chciałby wcielić się w mojego syna w "Peaky Blinders". Od razu się zgodził.
Jak mógłby się nie zgodzić! A jak było z angażem Rebekki Ferguson? Wspominała w wywiadach, że podobno macie tego samego agenta?
Cillian Murphy: Tak, dokładnie. Od lat podziwiałem też jej dokonania. I tak jak w przypadku Barry'ego, cała obsada była pierwszymi osobami, które widzieliśmy w tych rolach. To pewien stały wzór, jeśli chodzi o "Peaky Blinders" - aktorzy, których prosimy o wzięciu udziału w projekcie odpowiadają "tak". Mieliśmy ogromne szczęście.
- Przy bohaterce Rebekki potrzebowaliśmy pewnej nieziemskiej aury, ponieważ do końca nie wiemy, w jakiej sferze jej postać tak naprawdę się znajduje [w filmie twórcy sięgają podobnie jak w serialu po romskie wierzenia - przyp. red.] Skontaktowałem się z nią przez mojego agenta i również od razu się zgodziła. Tak samo było również z Timem Rothem, z którym lata temu nakręciłem film ["Broken" z 2012 roku - przyp. red.] Znowu - wysłałem mu sms-a, a on odpisał "tak". Mamy farta.
Steven Knight: Cillian powinien zajmować się również castingiem, jak zresztą i całą resztą.

Muszę zapytać o muzykę w filmie. To właściwie jedna z postaci produkcji. Biorąc pod uwagę waszą miłość do muzyki i program Cilliana na antenie BBC Radio 6, co czyni ścieżkę dźwiękową do "Peaky Blinders" tak wyjątkową dla was.
Cillian Murphy: Oh! Tutaj jest tyle do opowiedzenia, ale to jest jedna z tych sytuacji, kiedy od początku wszyscy muzycy [których muzyka została wykorzystana w "Peaky Blinders" - przyp. red.] chcieli udostępnić swoją muzykę, albo napisać oryginalne utwory do filmu. To trochę oszałamiające, że są to artyści tacy jak PJ Harvey, Radiohead, Leonard Cohen, David Bowie, Fontaine's DC, Laura Marling... Ta lista jest naprawdę długa. Za każdym razem, kiedy o tym myślę, muszę się uszczypnąć. Ci ludzie nie tylko, wiesz, obejrzeli nasz serial, ale wnieśli do niego swoją muzykę. Masz rację, muzyka to również DNA naszej produkcji. Steve pisze muzykę do serialu; do tego "Red Right Hand" - utwór Nicka Cave'a, który zaaranżował nową wersję, która jest unikalna dla serialu. Jest czymś, z czego jesteśmy naprawdę dumni.
Steven Knight: Wydaje mi się, że gro widzów może nie zdawać sobie sprawy, że większość utworów w "Peaky Blinders: Nieśmiertelny" zostało napisanych specjalnie do filmu. Mamy wielu świetnych kompozytorów i autorów tekstów; utwory były dopasowane do akcji w trakcie.
Cillian Murphy: To oryginalne, nowe utwory Antony'ego Genna i Martina Slattery'ego, Griana Chattena, członków Fontaine. Nagrywali te utwory w pokoju, na żywo. To światowej klasy utwory, ale ja jestem snobem, jeśli chodzi o muzykę.
Zobacz też: Epicka historia miłosna dobiega końca. To była niezła lekcja życia i przełom w karierze










