Reklama

Paulina Krupińska: Nauczyłam się nie narzekać

"Praca daje mi wielką radość" – mówi prowadząca "Dzień Dobry TVN". Paulina Krupińska opowiada o początkach na planie, wakacyjnej formule magazynu i zdradza, jak będzie wyglądał jej tegoroczny urlop.

Paulina Krupińska zyskała sympatię widzów

"Kiedy przed czterema miesiącami zaczęłam przygodę z 'Dzień Dobry TVN', opiekę nad dziećmi przejął mój mąż. To doświadczenie bardzo wzmocniło naszą rodzinę" - przyznaje Paulina Krupińska.

Reklama

Mamy środek lata, a pani ciągle nie zwalnia tempa. Nie żal, że kiedy większość z nas odpoczywa na urlopach, pani akurat pracuje?

- Nie jest najgorzej. (śmiech) Cieszę się, że mam satysfakcjonującą pracę, a nasz program świetną oglądalność. Tego sukcesu nie byłoby oczywiście bez całej rzeszy ludzi, którzy ciężko na niego zapracowali. My, prowadzący, jesteśmy ostatnim ogniwem. Słowa uznania należą się wszystkim tym, których nie widać na wizji: wydawcom, reżyserom i całej ekipie technicznej.

Minęły cztery miesiące, odkąd zadebiutowała pani w "Dzień Dobry TVN". To był dla pani intensywny czas?

- Oczywiście, ale też dość nietypowy. Zarówno pod względem zawodowym, jak i prywatnym. Mąż zajmował się dziećmi, a ja pracowałam. Ta sytuacja jeszcze bardziej wzmocniła naszą rodzinę, będąc dowodem na to, jak bardzo się kochamy i jak dobrze jest nam razem. Zawodowo też było ciekawie.

Dlaczego?

- Z Damianem Michałowskim pojawiliśmy się na wizji 5 marca i było to nasze pierwsze i ostatnie "normalne" wejście do studia. Później łączyliśmy się z gośćmi przez Skype'a. A rozmowy twarzą w twarz nie zastąpi żaden komunikator. Żywy kontakt z drugim człowiekiem jest bezcenny. W studiu udzielają się emocje i czuć przepływ energii.

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Paulina Krupińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje