Oglądając "Zołzę" trudno nie zadawać sobie pytania - czy to jest naprawdę historia Ilony Łepkowskiej? Jest tak straszną zołzą, jak filmowa Anna Sobańska, czy nie? Czy ten film to naprawdę autobiografia? Które fragmenty filmu są wzięte wprost z jej życia?
Ilona Łepkowska jest "Zołzą"?
Na te pytania odpowiada sama zainteresowana - scenarzystka i producentka filmu. "Gdy ktoś pomyśli, że odbiła mi palma, bo wyprodukowałam swoją autobiografię, niech zwróci uwagę na najważniejsze słowo - 'ironiczna'. 'Zołza' to nie jest laurka, wręcz przeciwnie!" - zapewnia Ilona Łepkowska
Łepkowska zaskoczy na pewno wszystkich ogromną dawką dystansu do siebie i swoistym rachunkiem sumienia. Wszystko to podane w humorystyczny, ale też wzruszający sposób.
"Bywam rzeczywiście bardzo ostra, złośliwa, nieprzyjemna. Mam do widzów tylko jedną prośbę: niech Boże broń nie przyjdzie im do głowy, że jestem w posiadaniu takiej willi jak Anna Sobańska!" - śmieje się Ilona Łepkowska. - "Film jest inspirowany moim życiem i zawodowymi doświadczeniami, ale to autoironia ma w nim największe znaczenie. Chciałam pokazać ludziom, że umiem się śmiać z 'królowej seriali' i patrzeć na siebie bardzo krytycznie" - dodaje.
Łepkowska w scenariuszu zawarła wiele historii, które przydarzyły się jej w prawdziwym życiu. "Pewnego razu policja zatrzymała mnie za przekroczenie prędkości" - zdradza scenarzystka. - "Było to we Włocławku, pamiętam jak dziś. Tłumaczyłam, że spieszę się z urlopu do domu, mam pilną pracę, na co policjant zapytał, co to za praca. Uznałam to za szansę wymigania się od mandatu i zaczęłam nawijać, że jego żona pewnie by mnie rozpoznała, bo jestem scenarzystką i producentką 'M jak miłość'. A on na to, do swojego kolegi: 'To właśnie ta pani, przez którą nigdy nie mogę oglądać Ligi Mistrzów'. Dostałam mandat, nie było szansy się wybronić. W filmie mamy scenę, która bazuje na tej, która mi się przydarzyła" - opowiada. Zaznacza przy tym jednak, że w odróżnieniu od bohaterki filmu "Zołza", jej nie zdarza się tak źle traktować swoich współpracowników, ale... "Owszem, odsunęłam na pewien czas od pracy reżysera, który nie zauważył, że ogień w kominku w jednej ze scen 'Barw szczęścia' nie miał się prawa palić. Wyrzuciłam kostiumografkę, która ubrała bohaterkę, która straciła matkę w sweter - co prawda czarny - ale z wyhaftowanym napisem 'Make a wish'. I zabiłam kilka serialowych postaci, bo aktorzy źle je grali" - wspomina Łepkowska.
"Ale śmierci Hanki Mostowiak na siebie nie wezmę, bo to nie ja wpadłam na pomysł, że pęknie jej tętniak po zahamowaniu w stercie kartonów. Myślę, że Małgosia Kożuchowska wie, że gdybym to ja była wtedy nadal producentką i scenarzystką 'M jak miłość' zabiłabym ją na pewno... lepiej" - dodaje.
Ilona Łepkowska nie ma też problemu z tym, by odciąć się od postaci, które stworzyła. "Zawsze starałam się rozróżniać świat realny od fikcji i chyba tylko dlatego nie zwariowałam. Trzeba zachowywać równowagę pomiędzy tymi sferami - pracą i prawdziwym życiem. Wyraźnie to rozdzielam i zawsze uczyłam tego moich współpracowników. Kiedy piszemy, musimy pisać o tych postaciach tak, jak o prawdziwych ludziach. Ale kiedy tylko zamykamy klapę komputera, ten świat musi przestać istnieć" - mówi scenarzystka.
Czy trudno jej było spojrzeć na siebie w wersji aktorskiej? "Ależ wprost przeciwnie! To było naprawdę fantastyczne oszukać się na chwilę, że byłam kiedykolwiek tak szczupła, jak Małgosia i miałam tak zgrabne nogi! Kiedy czytam nagłówki: 'Małgorzata Kożuchowska zagrała Ilonę Łepkowską' to wiem, że widzowie rozumieją, że umiem patrzeć na siebie z wielkim dystansem - podkreśla Ilona Łepkowska.
Więc co w filmie "Zołza" jest prawdą, a co fikcją? "Prawdziwe jest to, co w tym filmie jest najważniejsze. To, że sukces ma też swoją ciemna stronę. To, jak wiele dobrego, ale i złego możemy wynieść z domu rodzinnego. I to, że żadnej pracy, nawet najciekawszej nie wolno oddać całego życia. Bo to nasze prawdziwe życie jest gdzie indziej - w naszym domu, wśród naszych bliskich. Ja to od dawna wiem, ale bohaterka 'Zołzy' musi dostać dobrze w kość, żeby to zrozumieć" - podsumowuje.
"Spojrzenie Ilony na siebie jest szczere, surowe, ale też niezwykle zabawne. W filmie wspominamy o przełomowym momencie w jej życiu. Dlatego sam mam duży problem z odnalezieniem jej w tej części projektu, w którym jest zołzą" - zapewnia producent filmu Klaudiusz Frydrych.
Ile jest zatem "Zołzy" w Ilonie Łepkowskiej? Odpowiedź w kinach już 16 września!













