Reklama

Wiele twarzy Viggo Mortensena

Nominowanego do Oscara Viggo Mortensena zobaczymy w obsypanej nagrodami historii nieprawdopodobnej przyjaźni - "Green Booku" Petera Farrelly'ego - który wejdzie na ekrany kin 8 lutego.

Viggo Mortensen i Mahershala Ali w scenie z filmu "Green Book"

Może łatwiej byłoby wymienić to, czego Viggo Mortensen, "aktor renesansu", nie potrafi. Zna 8 języków, jest malarzem, fotografem, muzykiem i pisarzem. Ma na koncie kilka tomów poezji po angielsku i hiszpańsku oraz kilkanaście albumów fotograficznych i muzycznych. Od lat prowadzi wydawnictwo Perceval Press - założone za gażę z "Władcy Pierścieni" - w którym poza swoimi dziełami publikuje prace debiutujących i niszowych artystów.

Lada moment do swojego CV będzie mógł dopisać jeszcze jeden zawód, bo nawet teraz, kiedy rola w świetnie przyjętej przez krytyków i publiczność komedii "Green Book" Petera Farrelly’ego przyniosła mu trzecią w karierze nominację do Oscara, Viggo nie spoczął na laurach, tylko zarywa noce na planie filmowym w Toronto, gdzie kręci swój reżyserski debiut, "The Falling".

Reklama

Zamiłowanie do sztuki wydaje się naturalną konsekwencją jego bogatego życiorysu. Wychowany przez matkę Amerykankę i ojca Duńczyka, dzieciństwo spędził wśród różnych kultur, od Wenezueli, przez Danię, po Argentynę, gdzie jego ojciec był farmerem. Po rozwodzie rodziców Viggo zamieszkał z matką w Nowym Jorku - tam ukończył iberystykę i nauki polityczne, a potem ruszył w podróż po Europie. Można go było spotkać za kierownicą ciężarówki i sprzedającego kwiaty na kopenhaskim targu. Z pewnym bagażem doświadczeń, po powrocie do USA postanowił spróbować sił w aktorstwie.

Gdyby Woody Allen nie wyciął scen z jego udziałem z "Purpurowej Róży z Kairu", byłby to jego ekranowy debiut. Ostatecznie zadebiutował w 1985 roku rolą amisza w "Świadku" Petera Weira. Od tej pory grywał regularnie, łącząc rozrywkowe kino głównego nurtu z ambitniejszym repertuarem. Był "najsłodszym psychopatą w historii" w "Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną 3", ale też wewnętrznie rozdartym eks-żołnierzem w festiwalowym "Indiańskim biegaczu" Seana Penna.

Jego kręte drogi zawiodły go nawet do Polski, na plan kręconej na plaży w Łebie "Ewangelii według Harry'ego" Lecha Majewskiego. Mało brakowało, a byłaby to jego ostatnia rola! Znany z zamiłowania do przyrody Mortensen odmówił noclegu w hotelu, w którym ulokowano resztę ekipy i uparł się, że spędzi noc w swoim rozpiętym na wydmach namiocie. Skutek? Nad ranem ekipa w ostatniej chwili wyciągnęła go z ruchomych piasków.

W latach 90. oglądaliśmy go u boku Demi Moore w "G.I. Jane", w "Morderstwie doskonałym" z Gwyneth Paltrow i "Portrecie damy" z Nicole Kidman. Wciąż były to jednak pomniejsze role. Przełom nadszedł wraz z "Władcą Pierścieni" Petera Jacksona, filmem, który przyniósł mu międzynarodową sławę i zwrócił na niego uwagę światowej klasy reżyserów. Od tej pory trzykrotnie współpracował z Davidem Cronenbergiem, któremu zawdzięcza swoją pierwszą nominację do Oscara (za film "Wschodnie obietnice"). W jego "Niebezpiecznej metodzie" wcielił się z kolei w Zygmunta Freuda.

Doceniono również jego rolę w nominowanej do Złotego Lwa, postapokaliptycznej "Drodze" Johna Hillcoata. Trzy lata temu drugą nominację do złotej statuetki przyniosła mu świetnie przyjęta na festiwalu w Cannes niezależna amerykańska produkcja "Captain Fantastic".

Mortensen, człowiek wielu sztuk, prowadzi zupełnie niecelebrycki styl życia, z dala od Hollywood. Razem z żoną, hiszpańską aktorką Ariadną Gil, mieszka w Madrycie. Ma 30-letniego syna Henry'ego z poprzedniego małżeństwa z punkrockową piosenkarką Exene Cervenką. Jak sam przyznaje, rola w "Green Booku", która przyniosła mu trzecią w karierze nominację do Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, miała dla niego szczególne znaczenie, bo to film o wartościach, którym sam hołduje: szacunku i otwartości na drugiego człowieka.

"Ludzie nie dogadują się ze sobą, bo się siebie boją" - stwierdza gwiazdor. - "A boją się siebie, bo się nie znają. A nie znają się, bo nigdy się ze sobą nie komunikowali. O tym właśnie jest 'Green Book' i o to samo powinno chodzić w kinie. O porozumienie. To historia o tym, że najlepszym lekiem na ignorancję jest bezpośrednie doświadczenie".

W "Green Booku" Mahershala Ali gra wybitnego jazzmana a Viggo Mortensen wciela się w jego włosko-amerykańskiego szofera! To cudowna, pełna humoru i ciepła, prawdziwa historia niewiarygodnej przyjaźni, wielki zwycięzca Złotych Globów, zdobywca ponad 50 nagród i nominacji i jeden z największych faworytów oscarowego rozdania! Drobny cwaniaczek z Bronxu zostaje szoferem ekstrawaganckiego muzyka z wyższych sfer i razem wyruszają na wielotygodniowe tournée. Ich wspólna podróż, pełna zaskakujących przygód, okaże się początkiem nieprawdopodobnej przyjaźni.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Viggo Mortensen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje