Reklama

Wajda obejrzał "Niewinnych czarodziejów"

- To jest bardzo ważna i dobra rzecz oraz słuszny kierunek, żeby nasze filmy mogły się ukazać w takiej cyfrowej wersji - mówił Andrzej Wajda przed premierą filmu "Niewinni czarodzieje". Widzowie zgromadzeni w poniedziałek, 13 czerwca, w warszawskim Kinie Kultura mieli wyjątkową okazję, by obejrzeć ten kultowy film w nowej, zrekonstruowanej cyfrowo wersji.

W kwestii odnawiania i cyfryzacji arcydzieł polskiej kinematografii Wajdzie wtórował Wiesław Zdort - operator, który współpracował na planie "Niewinnych czarodziejów" z głównym autorem zdjęć, nieżyjącym już Krzysztofem Winiewiczem: - Na tę epokę, na ten moment naszego życia i rozwoju twórczości moim zdaniem to jest bardzo potrzebny zabieg, który właściwie powinien dotyczyć każdego filmu, który ulega zniszczeniu.

- Ta wersja cyfrowa, z jej precyzją obrazu sprawia, że odnoszę wrażenie, jakby to był film trochę futurystyczny. I to bardzo dobrze idzie z tym filmem, wygląda jakby był przed chwilą zrobiony - dzielił się z publicznością swoimi pozytywnymi wrażeniami Andrzej Wajda.

Reklama

Reżyser przyznał, że "Niewinnych czarodziejów" nie widział od 50 lat, ponieważ jakoś nie do końca był z niego zadowolony. - Gdy jednak obejrzałem ten film kilka dni temu, to poruszyło się moje stare serce. Muszę powiedzieć, że to nie jest źle zrobione - skomentował Wajda, co wywołało salwą oklasków ze strony publiczności.

Cyfrowej rekonstrukcji obrazu podjął się dom postprodukcyjny The Chimney Pot, laureat tegorocznej Nagrody Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w kategorii "Rekonstrukcja cyfrowa dzieł polskiej kinematografii".

Studio Filmowe KADR dostarczyło do The Chimney Pot czarno-biały negatyw, który liczył łącznie125 000 klatek. Praca rekonstrukcyjna, która dotyczy zawsze każdej klatki z osobna, była prowadzona w 8-osobowym zespole i trwała 2 miesiące.

- Podczas jednego z etapów prac, nazywanego konformingiem, w kilku miejscach natrafiliśmy na ubytki materiału - opowiada Łukasz Rutkowski, który nadzorował rekonstrukcję w The Chimney Pot. - Po prostu w negatywie brakowało serii kolejnych klatek obrazu lub też były one poprzerywane. W związku z tym musieliśmy je odtworzyć z zachowaniem najdrobniejszych szczegółów. Najwięcej czasu pochłonęła jednak rekonstrukcja pierwszego ujęcia, które otwiera film. Ujecie to, pochodzące z duppozytywu, wyróżniało się wyjątkowo niską jakością obrazu, a zarazem dużą ilością rożnego typu uszkodzeń, począwszy od typowych zabrudzeń po przytarcia materiału filmowego, statyczne rysy, fragmenty włosów, które musieliśmy wymalowywać.

Tak jak w przypadku wszystkich filmów sprzed 40 - 50 lat, tak i tu występowały standardowe uszkodzenia, z którymi specjaliści musieli sobie poradzić. Konieczne więc były takie prace, jak: stabilizacja trzęsącego się obrazu, usuwanie migotania obrazu, ręczne podmalowywanie tzw. sklejek (śladów po kleju na łączeniach ujęć), usuniecie znaczników końców aktów (czarnych okrągłych dziur dawniej wycinanych w negatywie, by operator w kinie wiedział, kiedy należy włączyć drugi projektor), likwidacja różnego rodzaju śmieci, rys, śladów chemii i bakterii, które przez lata niszczyły negatyw.

W The Chimney Pot odbyła się też korekcja barwna, którą pod nadzorem Wiesława Zdorta wykonał Michał Herman. - Korekcja barwna filmu czarno-białego polega głównie na zrównaniu kontrastów - mówi kolorysta. - Operujemy więc bielą, czernią oraz całą bogatą gamą tego, co jest pomiędzy, czyli szarościami. A wszystko po to, by całemu filmowi oraz poszczególnym scenom nadać odpowiedni klimat. Chodzi tu o to, by w danej scenie ten klimat był równomierny, bez żadnych poważnych różnic oraz by przejścia pomiędzy scenami nie były zbyt drastyczne.

Zobacz fragment filmu "Niewinni czarodzieje":


Na tym etapie prac ważne też było zachowanie ówczesnych metod oświetleniowych, zupełnie odmiennych od tych współczesnych. Przykładowo we wnętrzach ludzkie twarze często podświetlano od dołu. Efekty takiego świecenia trzeba było utrzymać. Poza tym w kilku przypadkach potrzebne były interwencje, ponieważ zdarzało się, że w kadrze widoczne było studio filmowe, które wystawało zza dekoracji. Usuwanie takiego defektu polegało na wyciemnianiu odpowiednich fragmentów obrazu lub na "dozoomowywaniu", czyli zmianie szerokości kadru.

Jednak najbardziej interesujące okazało się spełnienie nietypowej prośby operatora. - Wiesław Zdort zauważył, że w scenie koncertu jazzowego, który odbywa się w jakimś lokalu, nagle zmniejsza się natężenie dymu papierosowego, co sprawia nienaturalne wrażenie. Poprosił więc nas, byśmy w dwóch miejscach ten dym wygenerowali i w ten sposób wyrównali jego natężenie w całej scenie. W jednym z tych wskazanych miejsc udało się dym wykreować za pomocą korekcji barwnej. W drugim przypadku okazało się to niemożliwe, więc musieliśmy wspomóc się naszym działem efektów specjalnych - opowiada Michał Herman.

W ten sposób w świat obrazu przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku wkroczył niespodziewanie wiek XXI. Nie po to jednak, by cokolwiek z tamtejszego klimatu zniszczyć, ale po to, byśmy dziś mogli cieszyć się tym świetnym filmem Andrzeja Wajdy, oglądając go w doskonałej jakości i nie martwiąc o stan techniczny negatywu.

"Niewinnych czarodziejów" w nowej wersji można obejrzeć w Kinie Kultura - Sala Rejs w dniach od 14 do 16 czerwca o godzinie 19.00.

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama