Nowy film Luki Guadagnino ("Nienasyceni", "Jestem miłością") to sensualna opowieść o porywach pierwszej miłości. Północne Włochy, lato 1983 roku. Elio Perlman, błyskotliwy siedemnastolatek o amerykańsko-włoskim pochodzeniu, spędza wakacje w XVII-wiecznej willi, komponując i grając muzykę klasyczną, czytając i flirtując ze swą przyjaciółką - Marzią.
Cieszy go każda chwila spędzona w willi, zwłaszcza że za kompana ma swego ojca, szanowanego profesora specjalizującego się w greko-romańskiej kulturze, oraz matkę Annellę, tłumaczkę, która uczy chłopaka rozkoszować się kulturą i przyrodą Włoch.
Obycie i wykształcenie oraz talent Elia sprawiają wrażenie, że mamy do czynienia z dorosłym, w pełni ukształtowanym mężczyzną, a jednak wielu rzeczy musi się jeszcze nauczyć - zwłaszcza w obcej mu dotąd dziedzinie - miłości. Pewnego dnia do willi przybywa Oliver, młody amerykański stypendysta, pracujący z ojcem Elia nad swym doktoratem.
W porażająco pięknych krajobrazach spalonej słońcem Italii Elio i Oliver odkrywają odurzającą siłę wzajemnego przyciągania. To lato zapamiętają na zawsze.
- Nie chciałbym, aby ten film był postrzegany jako hiperintelektualne kino, ale jako pełna czułości love story, jako pudełko pełne pralin - tłumaczy reżyser Luca Guadagnino.
Scenariusz filmu oparty jest na uznanej przez krytyków i publiczność powieści André Acimana. - Pisałem tę powieść szybciej niż potrafię to opisać. Właściwie pisała się sama. Czułem się jak zakochany, jakbym właśnie się zakochał. Proces pisania zabrał mnie w miejsca, w które normalnie nie odważyłbym się wejść. Są tam takie momenty, w których myślałem "Nie wierzę, że to napisałem". Ale napisałem! Jakby ktoś mi tę historię dyktował, jakby dyktowała się sama - wspomina Aciman.
Kiedy książka ukazała się na ryku (2007), z miejsca okrzyknięto ją mianem "współczesnej klasyki" w dziedzinie książek opowiadających o pierwszej miłości. Chwalono wyraziste opisy scen erotycznych ("New York Times" napisał wprost - "Ta powieść jest hot" i nadał jej tytuł "Książki roku") oraz głęboko emocjonalny wpływ na czytelnika
Książka z miejsca stała się dziełem kultowym wśród społeczności LGBT, ale tak naprawdę przedstawia doświadczenie pierwszej miłości niezależnie od orientacji seksualnej. - Właściwie każdy, kto przeczyta tę książkę, rozpoznaje w niej siebie. Jest w niej podniecenie i przerażenie pierwszą miłością. Miłość i ból. A więc coś, co jest zupełnie niezależne od seksualności - opowiada producent Peter Spears.
W 2014 roku do współpracy nad filmem przystąpił legendarny pisarz/reżyser James Ivory ("Powrót do Howards End", "Pokój z widokiem", "Jefferson w Paryżu"), który zgodził się napisać scenariusz.
Podstawowym problemem była... pora roku. Filmowcy wiedzieli, że historia musi toczyć się w konkretnym momencie włoskiego lata. - Każdego roku jest tylko jeden taki moment lata, w którym mogliśmy to nakręcić. Gdybyśmy go przegapili, musielibyśmy czekać kolejny rok - opowiada Peter Spears.
Guadagnino przeniósł lokację z Ligurii na Włoskiej Riwierze do miasteczka Crema w Lombardii, gdzie zresztą sam mieszka. Wiedział, że intymność tego zakątka jest esencją życia, jakie wiedzie rodzina Perlmanów. Intelektualistów, wprowadzających swego syna w życie literackie, muzyczne i arkana sztuki wysokiej. - Perlmanowie naprawdę potrafią docenić urok wiejskiego życia, tę nieuchwytność wtopienia się w naturę - opowiada Guadagnino - Są jak krajobraz, jak drzewa, jak trawa, jak płynąca woda. Są częścią świata, takiego świata. W niemal naturalny sposób szanują i doświadczają tradycji oraz cyklu zmieniających się pór roku
Kiedy już wszystko było gotowe, do Cremy ściągnęli aktorzy i ekipa. Najwcześniej, bo aż pięć tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć, na miejscu zjawił się Timothée Chalamet, wcielający się w postać Elia. - Każdego dnia przez półtorej godziny uczyłem się włoskiego, tyle samo spędzałem na zajęciach z gry na pianinie, a potem na gitarze, następnie musiałem przygotować moje ciało na siłowni - śmieje się aktor.

Warto jednak wspomnieć, że Chalamet uczył się gry na pianinie przez sześć lat, na gitarze przez rok. A jednak, by pokazać wirtuozerię gry młodego Elia, pobierał lekcje u kremońskiego kompozytora Roberto Solciego. Co ciekawe, amerykański aktor spędzał wakacje u swej babci we francuskim Le Chabron-sur-Lignon, miał więc pojęcie o europejskim krajobrazie i panującej tu atmosferze. Wiedział jednak, że wykreowanie przestrzeni włoskiej prowincji lat osiemdziesiątych będzie wyzwaniem.
Niedługo później do miasta przyjechał Armie Hammer, wcielający się w postać Olivera, młodego stypendysty, który zjawia się w domu Perlmanów. - Usłyszałem, że ktoś gra na pianinie. Och, to Timmy, natychmiast muszę go poznać - pomyślałem - wspomina aktor. Na planie i poza nim stali się nierozłączni. - Jeździliśmy na rowerach, słuchaliśmy muzyki, gadaliśmy, wyskakiwaliśmy coś zjeść, byliśmy w wielu tych miejscach, które zobaczymy w kinie - opowiada Hammer. Tak tworzyła się intymność między bohaterami filmu. Większość scen w filmie to czas, w którym Oliver i Elio poznają się, nie ma tam nawet mowy o jakiejkolwiek fizyczności. - Lubię, kiedy coś płonie powoli - opowiada Guadagnino - To uniwersalna gra w kotka i myszkę, w przyciąganie się i odpychanie między ludźmi zafascynowanymi sobą, ale nie mającymi pewności, czującymi lęk. Boją się zarazem, że intymny charakter ich relacji mógłby nie spodobać się innym.
Peter Spears: - To amerykańska tendencja, by przeć do przodu, dotyczy to tak kina, jak telewizji. Ale Luca wszystko spowalnia, pozwala toczyć się akcji w naturalnym tempie, dzięki czemu możemy poczuć zapach, usłyszeć dźwięk, odczuć dotyk, a nawet smak. Kiedy naprawdę uda ci się tego doświadczyć, czujesz zaangażowanie i - co jeszcze ważniejsze - film nie może wyjść ci z głowy.
Jednym z przykładów poetyckiego podejścia Guadagnino jest piękna scena, w której Elio i Oliver zatrzymują się, schodzą z rowerów, by zaczerpnąć wody. Nie ma w tej scenie oczywistej narracji i właściwie może wydarzyć się wszystko, ponieważ jest niewinna. - To najpiękniejsza scena tego filmu - opowiada Walter Fasano, montażysta, wieloletni przyjaciel Guadagnino. - Przede wszystkim dlatego, że przypomina leniwe dni prowadzone kamerą Bertolucciego. Oczywiście, przy tego typu scenach trzeba bardzo uważać, by nie przedobrzyć, ale zarazem trzeba się spieszyć, by czegoś nie przegapić - mówi o pracy nad sceną montażysta.

Guadagnino postrzega "Tamte dni, tamte noce" jako ostatnią, zamykającą część trylogii ("Jestem miłością", "Nienasyceni"). - Łączy je pożądanie. Bez względu na to, czy to ty pożądasz, czy jesteś obiektem pożądania i zdajesz sobie z tego sprawę. Elio jest świadomy, że jest w nim coś, o czym dotąd nie wiedział, boi się, ale także chce za tym podążać - opowiada reżyser.
- Ten film pokazuje piękno wiedzy na temat tego, jak się zmieniasz pod wpływem pozytywnych uczuć - mówi Guadagniono. - To nawet nie tak, że Elio odkrywa szczęście, bo jest w nim mnóstwo lęku, mnóstwo bólu - wyznaje Chalamet - Ale staje się mądrzejszy, to doświadczenie go zmienia.
- Ich spotkanie, to, co ich połączy, zmieni ich życie, nada mu inny koloryt, już na zawsze - opowiada Peter Spears - Może dlatego ta historia rozbrzmiewa głębszymi tonami. To coś znacznie głębszego niż wakacyjny romans, obaj mężczyźni są przesiąknięci tym, co się wydarzyło. Pamięć o sobie nawzajem cały czas rezonuje, prześladuje ich.

Każdy z trzech filmów, o których wspominał Guadagnino, przedstawia historie osadzone we wcześniejszym czasie. - Nigdy nie robię filmów historycznych, ale lubię ideę dystansu. Czas pozwala nam spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.
- W tym przypadku historia dzieje się w latach osiemdziesiątych, we Włoszech, skąd mam wciąż powracające wspomnienia - wyznaje Aciman - Dzięki temu jest w tym obrazie pewna "elegijność", opowiadamy o czymś, co się wydarzyło i prawdopodobnie nie wydarzy się nigdy więcej.






!["Minionki i straszydła" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSCGMIDCOBM4Q-C401.webp)
!["Martwe zło: Ogień" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSCEIREN6SJAT-C401.webp)


