Dwójkę głównych bohaterów "Pomocy" w reżyserii Sama Raimiego łączy podległość służbowa. Linda (Rachel McAdams) to marząca o awansie fajtłapowata, choć utalentowana i sumienna pracowniczka działu strategii i planowania. Bradley (Dylan O'Brien) jest jej szefem - zapatrzonym w siebie bufonem, stawiającym towarzyskie relacje ponad kompetencje. W chwili, kiedy rozczarowana sytuacją kobieta poważnie myśli o odejściu z pracy, trafia się podróż służbowa, która na skutek katastrofy samolotu kończy się dla dwójki bohaterów szkołą przetrwania.
"Na bezludnej wyspie sytuacja zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Bezradność mężczyzny - zwłaszcza gdy nie ma przy sobie smartfona i laptopa - skonfrontowana zostaje ze sprytem oraz wiedzą kobiety, której rozrywką po pracy było zwykle oglądanie survivalowego reality show i wiara w to, że kiedyś w takim wystąpi. Linda czuje się zatem w nowej sytuacji jak ryba w wodzie. Dynamika władzy zmienia się z każdą godziną spędzoną na wyspie, czego męskie ego nie jest w stanie zaakceptować" - pisze o filmie w naszej recenzji Kuba Armata.
Dylan O'Brien o finale "Pomocy". Zaskakujące słowa aktora [spoilery]
Dylan O'Brien, którego niedawno mogliśmy oglądać w hollywoodzkim debiucie reżyserskim Jana Komasy o tytule "Rocznica", w wywiadzie dla The Hollywood Reporter przyznał, że w finale "Pomocy" bardziej identyfikuje się z postacią Lindy Liddle, w którą wciela się Rachel McAdams, niż ze swoim bohaterem, Bradleyem Prestonem. Mimo że Linda w filmie popełnia wyjątkowo brutalne czyny, aktor zaznacza, że rozumie skąd to się bierze. Jej przeszłość pełna jest przemocy domowej, niesprawiedliwości w miejscu pracy i marginalizacji przez system.
"Uwielbiam, że ta relacja nie jest czarno-biała. Podczas realizacji byliśmy świadomi, że w pewnym momencie widz może stanąć po stronie Bradleya, a przeciwko Lindzie, ale bardzo ciekawie obserwuje się, jak ta szala przechyla się w obie strony. To jedna z najfajniejszych rzeczy w tym filmie" - mówi aktor.

O'Brien ma nadzieję, że reakcja widzów na zakończenie nie doprowadzi do zażartych kłótni ani sporów na temat płci. Zaznacza, że zakończenie jest świadomym testem dla widza, jak długo potrafi on usprawiedliwiać bohaterów, z którymi początkowo sympatyzował.
"Każdy może się utożsamić z byciem po słabszej stronie takiej dynamiki w ludzkim społeczeństwie. Właśnie stąd bierze się moja sympatia do Lindy" - dodał.












