Reklama

Reklama

Salma Hayek: Jak walczyła z Harveyem Weinsteinem

W filmie "Eternals" Salma Hayek wciela się w postać nieustraszonej Ajak, jak się jednak okazuje także poza planem potrafi być odważna. W ostatnim wywiadzie opowiedziała, jak zaciekle walczyła o sukces jej największego filmowego projektu, "Fridy".

Salma Hayek

Salma Hayek nie ukrywa, że do tematu współpracy z Harveyem Weinsteinem nabrała już sporego dystansu. "To takie nudne" - odparła niewzruszona, gdy po raz kolejny usłyszała pytanie o niego.

"Kiedy dzwonił do mnie podczas prac nad 'Fridą' krzyczał: 'Dlaczego masz monobrew i wąsy? Nie zatrudniłem cię, żebyś wyglądała brzydko!'. Wtedy zawsze pytałam, czy kiedykolwiek widział zdjęcie Fridy Kahlo? Czy gdyby mężczyzna grał Cyrano de Bergeraca pytałbyś: 'Co to jest za nos?'" - kpiła w rozmowie aktorka, zapewniając, że w relacji z producentem zawsze starała się być silna.

Reklama

Salma Hayek: Onieśmielająca siła

"Nie tylko powiedziałam stanowcze nie. Nigdy nie widział mojej słabości, nie dlatego, że się nie bałam, ale tego nie okazywałam, a w swojej sile mogę być wręcz onieśmielająca" - dodała.

Jej postawa to nawyk, który przez lata walki o role i pozycję w Hollywood zdążyła sobie wyrobić, przyznając, że Weinstein "nie był pierwszym ani ostatnim", który ją tak potraktował.

"Uczysz się być odważna, nie jest to łatwe, ale konieczne" - powiedziała. Tym bardziej, że, jak sama przyznała musiała zmagać się nie tylko z systematycznym nękaniem, ale również rasizmem, ze względu na swoje meksykańskie pochodzenie wielu ról dla zasady nie dostała.

Jakiś czas temu Hayek wyznała, że Weinstein podczas pracy nad "Fridą" składał jej niestosowne propozycje, a gdy ta odmówiła - upokarzał ją na planie zdjęciowym.

Gwiazda po raz pierwszy opowiedziała o nadużyciach ze strony Weinsteina dopiero w 2017 roku w rozmowie z dziennikiem "The New York Times", opisując, jak "wpadł w makiaweliczną wściekłość", gdy nie wyraziła zgody na wzięcie z nim prysznica i stosunek oralny. W wywiadzie udzielonym właśnie magazynowi "InStyle", aktorka skupiła się na swojej reakcji na zachowanie producenta. Choć żałuje, że wtedy milczała, przekonuje, że miała ku temu powód.

"Niektóre osoby zostały zgwałcone. To sprawia, że zastanawiam się, czy gdybym coś powiedziała, sprawy potoczyłyby się inaczej? Jak to się stało, że nie miałam odwagi? Ale wtedy radziłam sobie z tym najlepiej, jak potrafiłam. 'Frida' była dla mnie deklaracją polityczną, społeczną, feministyczną. To był mój sposób na wyrażenie niezgody na wiele rzeczy. Harvey próbował mnie uciszyć, poskromić. Nie mogłam pozwolić mu wygrać. Dlatego znosiłam jego furię" - wyznaje Hayek.

I dodała, że gdy odrzuciła mało subtelne zaloty mężczyzny, ten starał się odebrać jej rolę, sabotując całą produkcję.

"Groził, że odbierze mi ten projekt. Terroryzował nas na planie. Pamiętam, jak naciskał na to, żebym w scenie seksu, którą grałyśmy z Ashley Judd, pojawiła się całkiem nago. Twierdził, że seksapil to jedyne, czym mogę zachwycić widownię" - wspomina gwiazda.

Czytaj więcej:

"Rolnik szuka żony": Kamila już wybrała? "Tata nie będzie zadowolony"

Gwiazda polskiego kabaretu walczy z nowotworem

Kożuchowska znowu w łóżku z Karolakiem! "To musi być miłość" 

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Salma Hayek | Harvey Weinstein

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje