Reklama

Romy Schneider: Aktorka stulecia

Debiutujący na ekranach polskich kin dokument "Inferno - niedokończone piekło" to świetna okazja do przypomnienia tragicznego życia i kariery Romy Schneider. Taki tytuł mogłaby przecież nosić biografia austriackiej aktorki.

Sceną jest apartament jej paryskiego mieszkania przy ulicy Barbet-et-Jouy. Bohaterkę znajdujemy nad ranem przy biurku, na którym stoi pustka butelka czerwonego wina. Obok rozpoczęty list do jednego z kobiecych magazynów, wyjaśniający powody rezygnacji z umówionego wywiadu. Przyczyna zgonu? Zawał serca. Do dzisiaj nie wiadomo, czy wymieszanie leków nasennych z alkoholem nie było celową próbą samobójczą. Jedna z największych europejskich aktorek nie pozostawiła bowiem listu pożegnalnego.

Reklama

"Jestem nieszczęśliwą 42-letnią kobietą i nazywam się Romy Schneider" - mówiła rok przed śmiercią, dystansując się wobec roli, która rozpoczęła jej aktorską karierę, stając się równocześnie jej przekleństwem. "Nigdy nie miałam nic wspólnego z Sissi" - dodawała.

Rola austriackiej cesarzowej Elżbiety otworzyła jej drogę do wielkiej kariery. Zanim jednak reżyser Ernst Marischka obsadził ją 1955 roku w swym historycznym melodramacie "Sissy", Romy Schneider (prawdziwe nazwisko: Rosemarie Albach) miała już za sobą aktorski debiut. Była w końcu córką szalenie popularnej niemieckiej aktorki Magdy Schneider, która z powodzeniem grała w hitlerowskich produkcjach a jej kochankiem miał być sam Goebbels. To wpływowa mama wprowadziła 15-letnią dziewczynkę na kinowe salony, załatwiając jej rolę w filmie "Kiedy znów zakwitną białe bzy" (1953).

Prawdziwa popularność przyszła jednak dopiero dwa lata później, kiedy Niemcy oszaleli na punkcie cesarzowej Sissy, którą wdzięcznie odtwarzała młodziutka Schneider. Film doczekał się dwóch kontynuacji, czwarty raz zmęczona powtarzaniem w kółko tej samej roli Romy Schneider nie dała się już namówić. Zdecydowała, że czas "wdzięcznej Austriaczkę w skarpeteczkach" musi się wreszcie skończyć.

Romy Schneider jako Sissy:

<


Przełomy w karierze aktorskiej Schneider zawsze były pochodnymi jej prywatnego życia miłosnego. Kiedy na planie filmu "Christine", w którym w 1958 występowała u boku swojej słynnej mamy, poznaje uroczego rozrabiakę - Alaina Delona, ona - popularna już aktorka zakochuje się do szaleństwa w aktorzynie na dorobku.

"To, co najbardziej mnie w niej uderzyło, to wielka potrzeba miłości. Kiedy kochała, kochała bezgraniczne, szaleńczo. Oddawała wszystko: swój dom, swoje pieniądze - wszystko. Dla mężczyzny, którego kochała, była gotowa poświęcić nawet karierę. Mimo to przez całe życie szukała miłości" - wspominał po latach Jean-Claude Brialy, który partnerował Delonowi i Schneider w filmie "Christine".

Schneider oddała więc w zastaw ojczyznę i zamieniła ją na Paryż, gdzie, wbrew woli niezadowolonej mamy, miało czekać ją z Delonem 5 lat szalonej i wyczerpującej miłości. Francuska prasa szybko nazwała związek austriackiej aktorki z francuskim amantem "romansem stulecia", a młodzi kochankowie szybko stali się bohaterami prasy brukowej. Magda Schneider wymusiła nawet na młodych spektakularne zaręczyny, do ślubu miało jednak nigdy nie dojść.

Królowa Paryża

Mimo przeprowadzki do Paryża i ambitnych planów zawodowych Romy Schneider nie mogła uwolnić się od klątwy Sissy. Role, które oferowano jej we Francji, były kolejnymi wariacjami na znany już temat. Dopiero znajomość z włoskim reżyserem Luchino Viscontim, którego poznała przez Delona na planie filmu "Rocco i jego bracia", okazała się dla niej przełomem. To Visconti, zafascynowany "niemiecką mieszanką bezwstydu i niewinności", namówił ją do odważnej roli w scenicznej adaptacji dramatu "Szkoda, że jest nierządnicą" o kazirodczym związku brata i siostry. Nigdy wcześniej nie grała w teatrze. Brata zagrał Alain Delon.

Premiera, która odbyła się w 29 marca marca 1961 roku, okazała się spektakularnym sukcesem. "Dzisiaj ona jest królową Paryża" - miał wykrzyknąć Delon, wskazując na Schneider podczas premierowego wieczoru.

Visconti nie odpuścił odkrytej przez siebie aktorce i Schneider zagrała w tym samym roku główną rolę w jego filmowej nowelce "Praca", składającej się na omnibusowy film "Boccacio 70". To w nim po raz pierwszy na ekranie Schneider w tak otwarty sposób prowadzi z widzem erotyczną grę. Dekadencki seksapil będzie od tej pory charakteryzował większość jej kinowych ról.

Striptiz przy telefonie w filmie "Praca" Luchino Viscontiego:


Po roli u Viscontiego zaczęła się świetna passa Schneider. Kolejną jej kinową kreacją był występ w "Procesie" Orsona Wellesa. Rola występnej Leni przynosi jej w Ameryce Złotego Globa i... kontrakt w Hollywood. Schneider leci do Los Angeles, gdzie udaje jej się wystąpić w "Kardynale" Otto Premingera oraz pojawić się w komediach: "Zamieńmy się mężami" (u boku Jacka Lemmona) i "Co słychać, koteczku?" (gdzie partnerowała Peterom: Sellersowi i O'Toole). Rozłąka z Delonem, który pozostał w Paryżu, nie wpłynęła jednak ożywczo na ich związek. Kiedy wraca do Francji, zamiast ukochanego na lotnisku, znajduje w mieszkaniu bukiet róż oraz kartkę: "Pojechałem do Meksyku z Nathalie" [Nathalie Barthelmy - aktorka, z którą Delon zaczął romansować kilka miesięcy wcześniej]. Zrozpaczona Schneider od razu podcina sobie żyły.

"Mogę pozwolić sobie na to, by pokazywać się nago" - w jakich okolicznościach te słowa wypowiedziała aktorka? Przeczytaj o tym na następnej stronie!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Romy Schneider | stulecie | piekło | życia | Inferno | film | aktorka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje