Reklama

Romantycznie "po ślunsku"

Osiedle familoków i ruiny zamkniętej huty są scenerią dziejącej się na Śląsku i zagranej po śląsku komedii "Zgorszenie publiczne", która w piątek weszła na ekrany kin.

- Tak to u nas na Śląsku jest - czasem wesoło, czasem smutno, czasem tragicznie - mówi o filmie odtwórca jednej z głównych ról, Marian Dziędziel.

Reklama

Przy realizacji filmu, dofinansowanego m.in. przez Śląski Fundusz Filmowy, pracowało wielu twórców związanych z tym regionem; inni po raz pierwszy zetknęli się ze Śląskiem, jego gwarą i klimatem. W tej drugiej grupie był reżyser Maciej Prykowski, dla którego "Zgorszenie publiczne" jest fabularnym debiutem.

- Przed tym filmem nie miałem styczności ze Śląskiem; dopiero gdy zacząłem nad nim pracować, zacząłem myśleć o tym, jak zrealizować go po śląsku. To, że film jest po śląsku, dzieje się na Śląsku i jest przesycony śląskim klimatem, to jego mocny punkt - mówił reżyser podczas czwartkowej premiery filmu w Katowicach.

Twórcy filmu podkreślają jednak, że film, ze swoim klimatem i warstwą obyczajową, powstał w głowie Ślązaka - scenarzysty Adriana Katroshi z Bytomia - który osadził akcję komedii na Fytlu - tak nazywało się nieistniejące już robotnicze osiedle w Bytomiu Łagiewnikach, w pobliżu zlikwidowanej huty Zygmunt.

- Inspiracja wzięła się stąd, że bywałem na autentycznym Fytlu. Opowiedziana w filmie historia romansu jest zainspirowana prawdziwym romansem; także Zgorszyniec [pojawiający się na osiedlu tajemniczy ekshibicjonista] jest postacią z życia - zdradził scenarzysta.

Dla pochodzącego ze śląskich Gołkowic Mariana Dziędziela "Zgorszenie publiczne" jest już kolejnym filmem, w którym używa gwary. Jak sam mówi, czuje się z tym "kapitalnie" - tak też ocenił atmosferę na planie filmu, kręconego w Chorzowie i Rudzie Śląskiej. - Zawsze można inaczej, ale lepiej nie - żartował aktor, odpierając zarzuty, że nie wszystkie gwarowe zwroty w filmie brzmią autentycznie.

Producent filmu i współzałożyciel Warszawskiej Szkoły Filmowej Maciej Ślesicki zwraca uwagę, że nie tylko dla reżysera, ale także dla niektórych aktorów i realizatorów film jest fabularnym debiutem.

- Wielkim walorem tego filmu jest to, że jest taki świeży; widać w nim naprawdę fajną energię. Praca na planie pokazała też, że młodzi ludzie z różnych szkół filmowych potrafią się świetnie dogadywać. Gdybyśmy mieli tylko takie debiuty, bylibyśmy kinematografią wszechświatową - ocenił Ślesicki.

"Zgorszenie publiczne" jest reklamowane jako komedia romantyczna "po ślunsku". W obsadzie, obok Mariana Dziędziela, są m.in. Dorota Pomykała, Elżbieta Romanowska, Krystyna Jankowska (jedyna w obsadzie amatorka), Krzysztof Czeczot, Wojciech Błach, Marta Waldera, Barbara Lubos-Święs, Sławomir Popławski.

Bohaterami są dwie zakochujące się w sobie pary: starsza i młodsza. Ta druga to 30-letni Romanek Drzozga (Czeczot) i 19-letnia dziewczyna o "puszystej" figurze, nazywana Motylkiem (Romanowska). Para starsza to ojciec Romanka, Erich (Dziędziel) i ciotka Motylka, Luca (Pomykała). Tłem dla miłosnych perypetii są sensacyjne wydarzenia - pościgi za "zgorszyńcem" grasującym po Fytlu.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Zgorszenie publiczne | film | huty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje