Reklama

Reklama

Olga Bołądź: Mistrzyni metamorfoz w komedii romantycznej

"Jestem szczęśliwą aktorką, że mogę grać różnorodne postaci. To jest dla mnie największym atutem tego zawodu" - wyznaje Olga Bołądź, którą już od piątku będzie można oglądać w komedii romantycznej "Miłość na pierwszą stronę".

"Jestem szczęśliwą aktorką, że mogę grać różnorodne postaci. To jest dla mnie największym atutem tego zawodu" - wyznaje Olga Bołądź, którą już od piątku będzie można oglądać w komedii romantycznej "Miłość na pierwszą stronę".
Olga Bołądź w scenie z filmu "Miłość na pierwszą stronę" /Jarosław Sosiński /materiały prasowe

Olga Bołądź nie boi się zawodowych wyzwań i niejednokrotnie udowodniła już, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Doskonale wie, że w zawód, który wykonuje, wpisana jest częsta zmiana wizerunku, nabywanie nowych umiejętności i mierzenie się ze swoimi słabościami.

Olga Bołądź: Dla roli może poświęcić wiele

Bołądź chce pokazywać widzom różne swoje oblicza, jest więc dumna z tego, że może grać zarówno w produkcjach, które budzą skrajne emocje, jak i w tych nieco lżejszych. Dla roli jest w stanie wiele poświęcić. By uwiarygodnić na przykład postać, którą grała w "Służbach specjalnych" Patryka Vegi, diametralnie zmieniła swój wizerunek i ogoliła głowę na łyso.

Reklama

"Jestem szczęśliwą aktorką, że mogę grać różnorodne postaci. To jest dla mnie największym atutem tego zawodu. Trudno mi jednak wybrać jedną ulubioną rolę, bo nie chciałabym się zamykać w jakiejkolwiek kategorii" - mówiła agencji Newseria Lifestyle Olga Bołądź.

Do roli we wspomnianych "Służbach specjalnych" gwiazda przygotowywała się przez cztery miesiące. Wspomina, że był to okres morderczych treningów na siłowni, gdzie codziennie przez 7 dni w tygodniu przez kilka godzin posłusznie wykonywała polecenia... Tomasza Oświecińskiego, który również opracował dla niej specjalną dietę.

"Tomek był moim przyjacielem i... katem w jednej osobie" - opowiadała o swoim ówczesnym trenerze aktorka.

"Niejeden facet nie wytrzymałby tak ciężkich treningów. To był naprawdę hardcore! Kiedy nie byliśmy na siłowni, dzwoniłem do niej co dwie godziny, żeby skontrolować, czy i co jadła... Wiem, że czasem miała mnie dość" - mówił Tomasz Oświeciński w telewizyjnym wywiadzie, pytany, jak przebiegała jego współpraca z Olgą.

"Teraz sama poddaję katorżniczym treningom z przyjemnością. Troszeczkę się po prostu uzależniłam od bycia w dobrej formie" - mówiła po zakończeniu zdjęć Bołądź.

"Miłość na pierwszą stronę": Olga Bołądź paparazzo

Najnowsza kreacja Bołądź pochodzi z komedii romantycznej "Miłość na pierwszą stronę", która zadebiutuje na ekranach polskich kin 7 października.

"Jest to historia Niny, która musi zmienić pracę i się usamodzielnić. Zaczyna robić bardzo ciekawą rzecz - być paparazzi. Dla mnie, jako dla aktorki, znalezienie się po drugiej stronie aparatu, było bardzo ciekawym przeżyciem" - wyznała gwiazda. - "Moja postać jest odbiciem prawdziwej, normalnej dziewczyny".

"Ta historia jak z Kopciuszka zaczyna się, że takiej zwykłej dziewczynie przytrafia się taka niesamowita przygoda i miłość. Fajnie było zagrać jak spada na ciebie tysiąc balonów, jak tańczysz walca w sukni od Wioli Piekut, potem wchodzisz do fontanny... To była super przygoda żeby coś takiego zagrać" - mówiła Olga Bołądź w rozmowie z Interią podczas premierowego pokazu filmu.

"Później, jak to czasem bywa, życie mówi: 'zabieram ci wszystko'. I ona musi je na nowo poukładać. Wtedy znajduje swoją siłę" - tłumaczyła aktorka. "Ja się bardzo cieszę z zaproszenia do tego projektu i tego, że grają tutaj aktorzy, z którymi się nie spotkałam jeszcze" - powiedziała Bołądź, wymieniając Rafała Zawieruchę i Magdalenę Koleśnik.

"Nigdy nie grałam w relacji z Piotrkiem Stramowskim, mijaliśmy się w filmie" - opowiadała aktorka. - "Przede wszystkim polubiliśmy się na tym planie i nasza prywatna atmosfera dobrze sprzyjała graniu, bo czuliśmy się ze sobą bezpiecznie i też próbowaliśmy wchodzić na inne rejestry. Trochę też się zaskakiwaliśmy naszą grą i to było fajne. Tak aktorsko, mieliśmy takie nasze prywatne wzywania".

"Widać, że Marysia Sadowska była dobrze przygotowana i przejęta tym filmem. To mi się bardzo udzielało. Dokładnie wiedziałam, o co jej chodziło. Podziwiałam ją do tej pory i jako reżyserkę, i wokalistkę, dlatego cieszę się, że mogłam z nią pracować" - podkreślała Olga Bołądź. - "Ten scenariusz pokazuje, że trzeba o siebie samą zadbać, nie tylko o innych".

"To ma być film wnoszący pozytywną energię, który nas rozczuli" - stwierdziła Bołądź. - "W Polsce nam się wydaje, że komedia romantyczna to jest jakiś inny, gorszy gatunek. A wręcz przeciwnie - jest bardzo trudny, ale wdzięczny. Ja sama uwielbiam po latach oglądać moje ulubione komedie romantyczne, takie jak np. 'Notting Hill' i bardzo bym chciała robić takie filmy".

"Miłość na pierwszą stronę": Co to za film?

Ona jest zwykłą dziewczyną z sąsiedztwa, on najlepszą partią Rzeczpospolitej. Podobno przeciwieństwa się przyciągają, ale miłość bywa nieprzewidywalna. Szczególnie, gdy zanadto interesują się nią inne osoby. "Miłość na pierwszą stronę" to historia Niny (Olga Bołądź) - współczesnego Kopciuszka i Roberta (Piotr Stramowski) - syna pary prezydenckiej. Ona jest w trakcie życiowej przemiany i przebojowo stawia pierwsze kroki w zawodzie paparazzi. On też chce żyć na własnych zasadach i uwolnić się od blasku fleszy, co może okazać się trudniejsze, niż przypuszcza. Między bohaterami zaiskrzy jedynie ulotna "miłość na pierwszą stronę" czy wielkie uczucie na całe życie? - brzmi opis filmu "Miłość na pierwszą stronę".

Oprócz Olgi Bołądź i Piotra Stramowskiego na ekranie zobaczymy m.in. wspomnianą Magdalenę Koleśnik, Rafała Zawieruchę oraz Tomasza Oświecińskiego, a także Mateusza Damięckiego, Magdalenę Schejbal i Ewę Telegę.

"Miłość na pierwszą stronę" wyreżyserowała Maria Sadowska, twórczyni m.in. "Dziewczyn z Dubaju" i doskonale przyjętej przez publiczność "Sztuki kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", którą w kinach obejrzało ponad 1,8 mln widzów. Scenariusz napisał Mariusz Kuczewski, znany z pracy przy największych hitach polskiego kina komercyjnego, m.in. trzech części "Listów do M.".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Olga Bołądź | Miłość na pierwszą stronę

Reklama

Reklama

Reklama