Od lat porusza tematy tabu. Kontrowersyjna reżyserka kończy 45 lat
Od swojego reżyserskiego debiutu w 2009 roku Katarzyna Rosłaniec wzbudza emocje w polskiej branży filmowej. Jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych autorek, a to wszystko za sprawą tematyki, którą podejmuje w swoich produkcjach. 23 listopada twórczyni kończy 45 lat.
Katarzyna Rosłaniec to zdecydowanie jedna z najbardziej charakterystycznych oraz kontrowersyjnych reżyserek polskiej branży filmowej. Trudno jest wskazać twórcę, który zyskałby tak wielką widownię po nakręceniu zaledwie kilku filmów. O Rosłaniec jest głośno nie tylko ze względu na charakterystyczną twórczość, ale również charakter i wypowiedzi w wywiadach. Od lat konsekwentnie porusza tematy tabu i nie gryzie się w język.
W wielu wywiadach potwierdziła, że do szkoły filmowej poszła "od niechcenia". "Nie miałam pomysłu, co dalej. Wiedziałam, że ta ekonomia nie jest dla mnie i muszę wybrać kolejne studia. Myślałam o historii sztuki albo o psychologii. Ale też nie myślałam za dużo, nie przesadzajmy, bo od czwartku do niedzieli była impreza" - wyznała w wywiadzie dla "Zwierciadła".
Reżyserka przyznała także, że zdając do Szkoły Filmowej, była kompletnie niewyedukowana filmowo, a zaległości zaczęła nadrabiać dopiero w "filmówce".
Jej pierwszym filmem, który do dzisiaj szokuje polskich widzów, była produkcja ukazująca młode nastolatki szukające sponsorów w galeriach handlowych. "Galerianki" wywołały niemałe poruszenie zaraz po premierze - film okazał się być jednym z najgłośniejszych debiutów roku 2009. Doceniony został również na kilku festiwalach m.in. na FPFF w Gdyni otrzymał nagrodę za najlepszy debiut reżyserski. Rosłaniec byłą też nominowana do Orła w kategorii "odkrycie roku".
Już trzy lata później w kinach debiutował "Baby Blues" - kolejna produkcja Rosłaniec, która opowiadała historię nieletnich rodziców. Film powtórzył sukces swojego poprzednika. Otrzymał w Gdyni Nagrodę Specjalną Jury, a aktorka grająca główną rolę, Magdalena Berus, zdobyła statuetkę za najlepszy debiut aktorski.
Nic dziwnego, że Katarzyna Rosłaniec postanowiła podjąć kolejną współpracę ze wschodzącą gwiazdą polskiej sceny filmowej. Magdalena Berus wystąpiła też w trzecim filmie reżyserki - "Szatan kazał tańczyć". Ten opowiadał z kolei historię pisarki, która w pełni korzysta życia, nie zbaczając na konsekwencje.
"Portret mojej głównej bohaterki składa się z momentów. No bo co po nas zostaje? Chwile, jak polaroidy. Czas nie jest ważny, ważne jest tak naprawdę to, jak daną chwilę przeżyłaś, co za wspomnienie będzie ci towarzyszyć do końca dni. 'Szatan kazał tańczyć’ to kino, w którym pojęcie czasu nie istnieje. Ten projekt jest zbiorem dwuminutowych scen. Sceny można przekładać jak się chce, to nie zmienia wydźwięku historii i jej finału. Ten film jest niczym układanka, bawiłam się jak przy pudle z klockami, które trzeba złożyć" - mówiła autorka.
W 2022 roku Katarzyna Rosłaniec powróciła ze swoim czwartym dziełem. Tym razem postanowiła na pierwszym planie umieścić osoby po sześćdziesiątce, przedstawić ich wątpliwości i dylematy, opowiedzieć o ich miłosnym życiu, a także pokazać, że namiętność nie ma wieku.
"Wspaniałe jest jednak, jak zmienia się postrzeganie wieku. Z jednej strony - starsi ludzie w końcu przestali być niewidzialni. A z drugiej - przestajemy się okłamywać, że wieku nie ma. Nie oszukasz plastikiem, że masz lat 35, co nie znaczy, że twój wiek to przeszkoda do piękna. Piękno nie ma wieku" - podkreślała Katarzyna Rosłaniec.
Twórczość polskiej reżyserki często określana jest mianem "chaotycznej". Autorka lubi żonglować tematami tabu, wzbudzać kontrowersje i pokazywać to, co wielu wolałoby przemilczeć. Andrzej Wajda po przeczytaniu scenariusza do “Galerianek" stwierdził, że wygląda “jakby napisała go trzynastolatka". Katarzyna Rosłaniec do dziś uważa, że to największa zaleta jej filmu.
"Wtedy uważałam i nadal uważam, że to jest zaleta tego filmu, że on jest napisany językiem trzynastolatki. Bo to jest film o trzynastolatkach. Gdyby był napisany językiem trzydziestopięciolatka... No to coś by było nie tak" - wyznała.
Zobacz też: Hollywood kocha musicale. Czy "Wicked" znowu podbije kina?