Reklama

Reklama

"Nie czas umierać": Najbardziej kasowy hollywoodzki film 2021 nie zarobił na siebie

Wpływy z seansów najnowszej odsłony przygód agenta 007, filmu "Nie czas umierać", przekroczyły w ubiegły weekend w box-office kwotę 730 milionów dolarów. Tym samym dzieło Cary'ego Joji Fukunagi zostało najbardziej dochodową hollywoodzką produkcją 2021 roku i najbardziej dochodową hollywoodzką produkcją od czasu wybuchu pandemii COVID-19. Mimo to producenci tego filmu mogą zanotować finansowe straty.

Ana de Armas w filmie "Nie czas umierać"

Nie ulega wątpliwości, że "Nie czas umierać" to kinowy hit. Wynik kasowy osiągnięty przez film Fukunagi jest tym bardziej imponujący, że wśród widzów w większości znajdują się osoby starsze, które niechętnie wracają do kin w obawie o swoje zdrowie i możliwość zarażenia. Ale żeby producenci mogli odzyskać pieniądze zainwestowane w realizację tego filmu, "Nie czas umierać" musiałby zarobić w kinach około 900 milionów dolarów. Przed pandemią to było jak najbardziej realne. Pandemia zmieniła jednak wiele, dlatego źródła, na które powołuje się portal "Variety" twierdzą, że producenci "Nie czas umierać" muszą liczyć się ze stratami sięgającymi 100 milionów dolarów. Inne źródła związane z rynkiem kinowym twierdzą, że strata ta nie będzie aż tak duża, ale też odczuwalna dla kieszeni.

Reklama

"Nie czas umierać": Hit czy klapa?

Studio MGM dementuje jednak te doniesienia. W oświadczeniu przysłanym redakcji "Variety" wytwórnia poinformowała, że już zaczęła zarabiać na nowym Bondzie. "Nienazwane i niedoinformowane źródła, które twierdzą, że nasz film straci finansowo, powielają niepotwierdzone informacje, które nie są prawdą. Film znacząco przekroczył oczekiwania związane z premierą kinową w tak trudnym okresie i został najbardziej dochodowym filmem na zagranicznych rynkach, wyprzedzając 'Szybkich i wściekłych 9'. Film nie tylko nadal dobrze radzi sobie w kinach, ale jeszcze lepiej na platformach premium VOD. 'Nie czas umierać' jeszcze długo będzie zarabiał dla studia MGM" - czytamy w tym oświadczeniu.

Niezależnie od tego, jaka jest prawda, przypadek "Nie czas umierać" potwierdza tylko, że twórcy widowisk kinowe z dużym budżetem muszą pokonać wiele trudności, by w erze pandemii nie ponieść strat finansowych. Większość takich produkcji generuje mniejsze bądź większe straty. Najbardziej ucierpiał historyczny film Ridleya Scotta "Ostatni pojedynek".

Na nakręcenie go i promocję wydano 100 milionów dolarów. Film zarobił w kinach niecałe 28 milionów. Nic więc dziwnego, że studia filmowe stanęły przed poważnym dylematem, szczególnie te tworzące wysokobudżetowe produkcje. Jeśli takie filmy teraz trafią do kin, prawdopodobnie przyniosą straty. Jeśli jednak ich premiera będzie odwlekana w nieskończoność, może to doprowadzić do całkowitego upadku rynku kinowego.

"Nie czas umierać" jak "Kleopatra"

Podobna sytuacja, co w przypadku "Nie czas umierać" miała już miejsce w 1963 roku. Pokazana wtedy "Kleopatra" została najbardziej kasowym filmem roku, ale wpływy z biletów i tak nie pokryły kosztów produkcji filmu i jego marketingu. Straty udało się pokryć dopiero później, dzięki sprzedaży praw do emisji stacji telewizyjnej ABC za rekordową wówczas kwotę 5 milionów dolarów.

Czytaj również:

"Dziewczyny z Dubaju": Doda i Maria Sadowska dokończyły film!

"Dom Gucci": W imię Ojca, Syna i Lady Gagi [recenzja]

"Dziewczyny z Dubaju": Cała prawda na temat "afery dubajskiej"

Tylko w Interii! Cary Fukunaga i Linus Sandgren: Bond na miarę naszych czasów

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Nie czas umierać

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje