Reklama

Reklama

Maja Ostaszewska: Aktorka, aktywistka, buddystka

3 września polska aktorka Maja Ostaszewska kończy 50 lat. Oprócz znakomitych ról w takich filmach, jak "Patrzę na ciebie Marysiu", "Prymas. Trzy lata z tysiąca", "Katyń", "Body/Ciało", "Jack Strong" czy "Pitbull: Nowe porządki", o artystce od lat jest głośno także ze względu na jej działalność społeczną, a także życie prywatne i... wyznawaną wiarę.

3 września polska aktorka Maja Ostaszewska kończy 50 lat. Oprócz znakomitych ról w takich filmach, jak "Patrzę na ciebie Marysiu", "Prymas. Trzy lata z tysiąca", "Katyń", "Body/Ciało", "Jack Strong" czy "Pitbull: Nowe porządki", o artystce od lat jest głośno także ze względu na jej działalność społeczną, a także życie prywatne i... wyznawaną wiarę.
Maja Ostaszewska /Rocco Spaziani/Archivio Spaziani/Mondadori Portfolio /Getty Images

Maja Ostaszewska pochodzi z artystycznej rodziny, jednak przekonuje, że nie miało to specjalnego znaczenia, kiedy decydowała, co będzie robić w przyszłości. "Decyzja, że będę aktorką była absolutnie moja" - przekonuje. Dziś jest jedną z najwybitniejszych artystek w naszym kraju.

Maja Ostaszewska: Początki kariery

Aktorskim debiutem Mai Ostaszewskiej był niewielki epizod w "Liście Schindlera" (1993) Stevena Spielberga, gdzie wcieliła się w postać "oszalałej kobiety", jednak dopiero cztery lata później aktorka przeszła prawdziwy ekranowy chrzest, kiedy reżyser Jan Hryniak wybrał ją na gwiazdę swego telewizyjnego filmu "Przystań".

Reklama

Ostaszewska wcieliła się w postać Karoliny - 20-letniej świetliczanki w prowincjonalnej szkole. Jej życie wydaje się puste i bezbarwne. Kiedy do miasteczka na seminarium dla "młodych biznesmenów" przyjeżdża Jan (Rafał Królikowski), zaintrygowani sobą odnoszą wrażenie, że wreszcie odnaleźli uczucie, na które długo czekali. Film Hryniaka, mimo że nie trafił do rozpowszechniania w kinach, spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem krytyki i publiczności na wielu festiwalach, natomiast debiutująca aktorka podbiła festiwal w Gdyni, gdzie jury przyznało jej nagrodę dla najlepszej aktorki imprezy.

Dwa lata później Ostaszewska zagrała główną rolę w innym głośnym debiucie - "Patrzę na ciebie Marysiu" w reżyserii Łukasza Barczyka, z którym aktorka pozostawała wówczas także w prywatnym związku.

Głównymi bohaterami filmu jest dwoje młodych ludzi, od dwu lat dzielących życie i mieszkanie. Michał Okrężny (Michał Bukowski) to obiecujący psychiatra z lekarskiej rodziny, Marysia Orzechowska (Ostaszewska) właśnie kończy studia geologiczne. Ich wolny związek zdaje się pomału wchodzić w fazę kryzysu. Wkrótce Marysia oświadcza, że jest w ciąży. Niespodziewana wiadomość sprawia, że w młodym psychiatrze niepostrzeżenie narasta stres.

Maja Ostaszewska potwierdziła rolą w debiucie Barczyka, że jest jedną z najzdolniejszych młodych aktorek, która - co ważniejsze - nie boi się podejmować artystycznego ryzyka. Jej kreację doceniło ponownie jury festiwalu w Gdyni, przyznając Ostaszewską drugą z rzędu nagrodę dla najlepszej aktorki.

W tym samym roku Ostaszewska wcieliła się również w postać siostry Marii Leonii Graczyk w biograficznym filmie Teresy Kotlarczyk "Prymas. Trzy lata z tysiąca". To właśnie ona została wspólnie z kardynałem Wyszyńskim (Andrzej Seweryn) na początku lat 50. ubiegłego wieku aresztowana i osadzona w opuszczonym klasztorze w Stoczku Warmińskim. Siostra Leonia jest jednak na usługach Urzędu Bezpieczeństwa - ma składać pisemne relacje o wszystkim, co usłyszy. Władze liczą, że szykany oraz presja fizyczna i psychiczna spowodują dobrowolne zrzeczenie się przez niego wszelkich funkcji kościelnych.

Za kreacje w "Patrzę na ciebie Marysiu" i "Prymasie..." Ostaszewska otrzymała w 2001 roku Paszport "Polityki". "Maja Ostaszewska otrzymuje nagrodę za wybitne role filmowe, za nowoczesne i wrażliwe aktorstwo, za grę, w którą zawsze się wierzy" - brzmiało uzasadnienie Redakcyjnej Kapituły.

- Wiele osób mówi mi, że moje filmy "Patrzę na ciebie, Marysiu" i "Prymas" były dla nich ważne. To jest mój największy sukces, a nagrody... zupełnie o tym nie myślę. (...) Bardzo starannie staram się wybierać rzeczy, w których gram i całą masę propozycji odrzucam. Najlepiej czuję się z reżyserami, którzy dają aktorom pole do ich własnego tworzenia, kreowania, dopiero wtedy czuję, że to jest także moja praca i czuje się spełniona" - tłumaczyła aktorka w rozmowie z Interią.

Kolejna współpraca Barczyka i Ostaszewskiej - kameralny film "Przemiany" (2003) - określony zostały przez krytykę jako połączenie Czechowa i Bergmana. Historia trzech sióstr, mieszkających wraz z matką w odosobnionym dworku, była z pewnością inspirowana twórczością autora "Wiśniowego sadu". Klimat filmów szwedzkiego mistrza ewokowały już pełne napięć relacje między bohaterami filmu.

W "Przemianach" Barczyk po raz pierwszy pokazał, że współczesne polskie kino - zamiast zajmować się gangsterami lub opowiadać błahe historie miłosne, może na wzór teatru prowadzić intelektualny dyskurs ze współczesnością. Nie bez powodu główne role w tym filmie powierzył aktorom współpracującym z jednym z najodważniejszych polskich twórców teatralnych - Krzysztofem Warlikowskim.

Maja Ostaszewska, Jacek Poniedziałek oraz Wojciech Kalarus zagrali w "Przemianach" role, których intensywności nie dorównują żadne filmowe kreacje tamtego okresu. Erotyczna scena między bohaterami Poniedziałka i Ostaszewskiej do dziś pozostaje jednym z najodważniejszych erotycznie momentów polskiego kina XXI wieku.

"W 'Przemianach' było bardzo dużo emocjonalnych scen, ale staraliśmy się, żeby nie przekroczyć takie niesmacznej granicy histerii . A w sytuacji bardzo silnego rozedrgania bardzo silne trzymanie się w ryzach jest czymś takim bardzo szczególnym - zwłaszcza kiedy chce się bardzo głęboko i prawdziwie oddawać te emocje" - przyznała Ostaszewska, która za rolę w filmie Barczyka otrzymała wyróżnienie miesięcznika "Kino" w ramach nagrody im. Zbyszka Cybulskiego.

Maja Ostaszewska: Najgłośniejsze role

W kolejnych latach aktorkę mogliśmy oglądać zarówno popularnych w serialach: grała w "Czasie honoru" oraz "Przepisie na życie", jak i kinowych propozycjach. Najgłośniejsze role zagrała w "Katyniu" Andrzeja Wajdy i thrillerze "Uwikłanie" Jacka Bromskiego. Prawdziwym spełnieniem jej aktorskich zainteresowań jest jednak teatr.

Najbardziej ryzykowne role Ostaszewska gra u Krzysztofa Warlikowskiego, z którym pracowała przy najsłynniejszych spektaklach: "Krumie" Hanocha Levina (2005), "Aniołach w Ameryce" Tony'ego Kushnera (2007), "(A)pollonii" (2009) oraz "Opowieściach afrykańskich według Szekspira" (2011).

To właśnie na teatralnych deskach ma okazję do eksplorowania niebezpiecznych rejonów zawodu aktora, paradoks tej sytuacji polega na tym, że najlepsze role Ostaszewskiej są równocześnie jej najmniej znanymi kreacjami.

W kolejnych latach głośne role Ostaszewska grywała przede wszystkim u Małgorzaty Szumowskiej. Wystąpiła w jej filmach: "W imię..." (2013), "Body/Ciało" (2015) oraz "Śniegu już nigdy nie będzie" (2020). Najlepszą kreację aktorka stworzyła w drugim z nich, gdzie wcieliła się w Annę, terapeutkę osób z zaburzeniami odżywiania oraz... medium, która po tragicznej śmierci synka odkrywa, że potrafi komunikować się z "tamtym" światem. Kiedy spotyka na swojej drodze cierpiącą na anoreksję dziewczynę, skłóconą z ojcem - prokuratorem, postanawia pomóc tej dwójce na nowo zbliżyć się do siebie. Do roli Ostaszewska znacząco zmieniła swój wizerunek - rozjaśniła włosy, przytyła, grała bez makijażu.

Za występ w dramacie "Body/Ciało" aktorka otrzymała Orła - Polską Nagrodę Filmową w kategorii "najlepsza rola kobieca". Rok wcześniej otrzymała tę samą statuetkę za występ w thrillerze szpiegowskim Władysława Pasikowskiego zatytułowanym "Jack Strong" (2014).

Znakomitą kreacją, zdecydowanie wbrew dotychczasowemu emploi, gwiazda stworzyła również na potrzeby występu w filmach Patryka Vegi: "Pitbull: Nowe porządki" i "Pitbull: Niebezpieczne kobiety" (oba z 2016 roku). Wcieliła się w emanującą seksapilem Olkę, związaną z młodszym od siebie policjantem o pseudonimie "Majami".

Inne głośne role Ostaszewskiej z ostatnich lat pochodzą z filmów: "Panie Dulskie" (2015), "(Nie)znajomi" (2019), "Ja teraz kłamię" (2019), "Magnezja" (2020) oraz "Teściowie" (2021), a także z seriali "Druga szansa", "Diagnoza" i "Klangor". Już niebawem będzie ją można zobaczyć w roli żony Maciej Berbeki w głośnym filmie Leszka Dawida "Broad Peak".

Maja Ostaszewska: Mąż koleżanki, straszne dzieciństwo

Maja Ostaszewska znana jest z wielu wybitnych kreacji aktorskich, ale też z ogromnego zaangażowania w walkę o demokrację i praworządność. Głośnym wyrażaniem swoich poglądów wiele razy naraziła się internautom, którzy zarzucali jej i wciąż zarzucają, że jest przeciwko wszystkim i wszystkiemu...

Zdarzyło się też, że fani wytykali gwieździe pouczanie innych, jak postępować, gdy sama nie jest "święta" i żyje w nieformalnym związku z operatorem Michałem Englertem, którego 17 lat wcześniej odbiła swej koleżance - wspomnianej Małgorzacie Szumowskiej.

Ostaszewska i Michał Englert poznali się w 2005 roku na planie "Ojca" - jednej z trzynastu etiud składających się na film "Solidarność, Solidarność...".  Nowelę, w której aktorka grała główną rolę, a do której zdjęcia robił Englert, reżyserowała ówczesna żona operatora, czyli Szumowska.

Uczucie między Mają i Michałem wybuchło nagle, ale okazało się tak silne, że zdecydowali się zakończyć swoje dotychczasowe związki i ułożyć sobie życie we dwoje. Aktorka i operator razem wychowują dwójkę dzieci - 15-letniego Franciszka oraz 13-letnią Janinę. Uchodzą za bardzo szczęśliwą parę, ale nie mają zamiaru zostać małżeństwem. Oboje zgodnie twierdzą, że nie jest im to do niczego potrzebne.

"Od początku wiedzieliśmy, że jesteśmy wolnymi ptakami" - mówi Maja Ostaszewska i dodaje, że w związkach najważniejszy jest szacunek, przyjaźń i... wolność. Aktorka nie kryje, że podoba się jej status "wiecznej narzeczonej", a idea związku partnerskiego jest jej bliższa niż składanie małżeńskiej przysięgo tylko po to, by sprostać presji społecznej.

Ostaszewska jest ponadto buddystką. Religia jest dla niej bardzo ważna, dzięki niej potrafi złapać dystans, czuje się wolna. Jednak, jak wyznaje, jako dziecko było jej bardzo ciężko być "odmieńcem".

"Jako mała dziewczynka wychowywana w rodzinie wyznającej buddyzm, byłam prześladowana przez rówieśników, straszona księdzem i piekłem. Żyłam wtedy w swoim świecie opartym na magii, wydawało mi się, że rozmawiam z elfami, duchami, uwielbiałam wilkołaki, nie do końca rozumiejąc, kim one są. W związku z tym piekło, które miało mnie pochłonąć następnego dnia, było czymś namacalnym i przerażającym. Dziś mówię o tym z uśmiechem, ale wtedy był to koszmar" - wspominała jakiś czas temu.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Maja Ostaszewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL