Łysy i z brodą? Nicolas Cage w kolejnej zaskakującej roli!
Oprac.: Tomasz Bielenia
Pojawiły się pierwsze zdjęcia Nicolasa Cage z planu filmu "Dream Scenario", w którym wcieli się w łysiejącego profesora, który zyskuje nagłą sławę dzięki temu, że pojawia się w snach wszystkich ludzi.
Nicolas Cage na planie filmu "Dream Scenario"A24 Filmsmateriały prasowe
Nicolas Cage od dawna budzi wśród widzów skrajne emocje. Słynny aktor, który był przed laty uważany za jednego z najbardziej obiecujących gwiazdorów kina, z biegiem czasu zaczął grywać w coraz dziwaczniejszych i coraz gorzej ocenianych produkcjach. Wielu krytyków podkreślało, że Cage, angażując się w projekty, które u średnio nawet rozgarniętego odbiorcy wzbudzić mogą jedynie uśmiech politowania, bezwstydnie rozmienia talent na drobne. Ma on przecież na koncie statuetkę Oscara i Złoty Glob, a w aktorskim portfolio role w tak kultowych obrazach, jak "Zostawić Las Vegas", "Dzikość serca" czy "Adaptacja". Ostatnie lata przyniosły mu jednak nominacje nie do nagród Akademii, lecz niesławnych Złotych Malin.
Choć wydawało się, że gwiazdor "Ucznia czarnoksiężnika" nie zdoła już wrócić na szczyt, jego kariera niespodziewanie znów nabrała rozpędu. Dobra passa Cage’a zaczęła się od występu w świetnie ocenianym dramacie "Świnia", który zdobył statuetkę Independent Spirit, a także był nominowany do Saturna. Odtwórca głównej roli otrzymał zaś nominacje do Critics’ Choice oraz Złotej Maliny, lecz tym razem w kategorii "Nagroda Odkupienia". Później przyszła pora na występ w autoironicznej komedii kryminalnej "Nieznośny ciężar wielkiego talentu", w której Cage wcielił się w samego siebie. Fabuła skupia się na aktorze, który zmagając się z kłopotami finansowymi przyjmuje zaproszenie do posiadłości tajemniczego milionera. Staje się on wówczas uczestnikiem niebezpiecznej gry. Recenzje nie pozostawiały wątpliwości: aktor wraca do formy.
Nicolas Cage gwiazdą komedii studia A24
Przypieczętowaniem owego powrotu może okazać się komedia "Dream Scenario" realizowana przez A24 Films. Za reżyserię odpowiada norweski filmowiec Kristoffer Borgli, który napisał również scenariusz. Obowiązki producentów obrazu pełnić będą natomiast Lars Knudsen i Ari Aster, twórca głośnych horrorów "Dziedzictwo. Hereditary" oraz "Midsommar. W biały dzień".
Nicolas Cage wcieli się w profesora, który zyskuje nagłą sławę po tym, jak pojawia się w snach wszystkich osób.
Obok Nicolasa Cage'a na ekranie zobaczymy jeszcze: Michaela Cerę, Julianne Nicholson i Tima Meadowsa.
Dla Kristoffera Borgliego "Dream Scenario" to pierwszy film po świetnie przyjętym w Cannes debiucie "Chora na siebie".
Z kolei Nicolas Cage pracuje obecnie nad kilkoma innymi produkcjami. Zobaczymy go wkrótce m.in. w komedii kryminalnej "The Retirement Plan" oraz w westernie "The Old Way". Oba filmy są już w fazie postprodukcji.
Także koniec lat 90. był całkiem udany dla Cage'a. Może i nie zebrał najlepszych recenzji po roli w melodramacie "Miasto aniołów" (1998), ale już kolejne pozycje w jego filmografii cieszyły się uznaniem, i widzów, i krytyków. Aktor zagrał wówczas w thrillerze "Oczy węża" (1998) Briana De Palmy, dramacie Martina Scorsese "Ciemna strona miasta" (1999), kryminale "Osiem milimetrów" Joela Schumachera, komedii fantasy "Family Man" (2000) Bretta Ratnera oraz filmie akcji Dominika Seny "60 sekund" (2000).United Archives IFA The Film Archives 2017East News
Ostatnie lata to już równia pochyła w wykonaniu Cage'a. Co prawda, wciąż grywa w 4-5 produkcjach rocznie, ale nie są to nawet filmy klasy B, ale raczej Z, Ź i Ż, które najczęściej nie trafiają do kin ("Kod 211", "Domino śmierci", "Instynkt pierwotny", "Czas rozliczenia").
Trzeba przyznać, że aktor dokonał ostatecznego wpisania się w groteskowe twory popkultury. Czas pokaże, czy w jego karierze nastąpi zwrot w kierunku ambitniejszych produkcji z początków kariery (jest ku temu szansa, bo niedawno otrzymał m.in. propozycję zagrania Joe'ego Exotica w biograficznym filmie poświęconym "królowi tygrysów"). W styczniu 2021 roku gwiazdor kończy 57 lat, więc pora ku temu najwyższa.Steve Granitz/WireImageGetty Images
Na szczególną uwagę zasługuje jego kreacja w produkcji "Osiem milimetrów", odysei człowieka, który za wszelką cenę dąży do wyjaśnienia tajemniczej zbrodni sprzed lat, a odkrywa wstrząsającą prawdę o sobie samym. Film we wtorek, 8 grudnia, przypomni o 23:00 Polsat.
Cage wcielił się w filmie Joela Schumachera w prywatnego detektywa czekającego na "wielką sprawę", która przyniesie mu sławę i pieniądze. Pewnego dnia wdowa po wpływowym milionerze składa mu niezwykłą propozycję. W sejfie zmarłego męża odnalazła "snuff movie" - ośmiomilimetrową taśmę, na której zarejestrowano brutalne morderstwo młodej kobiety. Łudząc się, że zarejestrowane zdarzenie to tylko filmowa fikcja, kobieta prosi Toma, żeby odszukał dziewczynę. Prywatny detektyw przyjmuje zlecenie, nie podejrzewając nawet, że decyzja ta zmieni całe jego życie i zaprowadzi do miejsc, o których istnieniu nie zdawał sobie sprawy - w głąb fetyszystycznego podziemia hardcorowej pornografii…East News
Wziął je od Luke'a Cage'a, jednego z superbohaterów uniwersum Marvela. Aktor jest ogromnym fanem powieści graficznych. Kolekcjonuje zeszyty komiksowe, zrobił sobie tatuaże z superbohaterami, a swego syna nazwał... Kal-El - od prawdziwego imienia postaci Supermana.East News
Rok później Cage zagrał w komiksowym widowisku "Ghost Rider". Jako fan powieści graficznych aktor realizował swoje marzenie. Albo raczej zrealizowałby, gdyby tylko film był dobry. Pomijając sztampowy scenariusz, pozbawioną inwencji reżyserię i nieprzekonujące efekty specjalne, swoje trzy grosze dorzucał także Cage, który jako motocyklista z płonącą czaszką przekraczał kolejne granice absurdu. Szczególnie przemiany jego bohatera ze zwykłego człowieka w demona zemsty sprawiały, że nawet najwięksi fani aktora kręcili głowami z niedowierzaniem.
Chlubnym wyjątkiem od tej reguły okazał się "Kick-Ass" (2010), brutalny i wulgarny pastisz kina superbohaterskiego. Cage wcielił się w nim w Big Daddy'ego, który krwawo rozprawia się z przestępcami, a przy okazji szkoli także swą dziesięcioletnią córkę na maszynę do zabijania. Cage w swej grze wzorował się na serialu "Batman" z lat 60., w którym Adam West jako człowiek-nietoperz monotonnym tonem wypowiadał kolejne absurdalne kwestie. Wyszło wspaniale.
Niestety, od tamtej pory Cage realizował się wyłącznie w serialach animowanych. Jako Superman w produkcji "Młodzi Tytani: Akcja! Film" czy Spider-Man Noir w obrazie "Spider-Man Uniwersum" miał szczęście trafiać na dobre scenariusze i twórców, którzy potrafili dobrze wykorzystać jego głos. Poza nim jednak Cage kontynuuje swoją szarżę, za każdym razem przekraczając nowe poziomy ekspresji. Ukoronowaniem jego upadku zdaje się "Mandy" (2018), brutalny hołd dla filmów epoki VHS-ów. Cage zagrał tam drwala, którego żona zostaje zamordowana przez członków groźnej sekty. Załamany bierze wszystkie narkotyki, jakie ma pod ręką, do prawej ręki siekierę, do lewej piłę spalinową i idzie samotnie wymierzyć sprawiedliwość.
Cage debiutował w 1982 roku małą rolą w komedii młodzieżowej "Beztroskie lata w Ridgemont High". Chociaż początkowo nie chciał pomocy rodziny, pierwszą ważną kreację zagrał u uznanego wujka w jego "Rumble Fish" (1983). Występował u niego jeszcze dwukrotnie. Samodzielny sukces przyszedł dopiero w 1987 roku za sprawą komedii: "Rising Arizona" oraz "Wpływ księżyca". Za tę drugą otrzymał nominację do Złotego Globu.
Nicolas Cage wywodzi się z artystycznej rodziny. Jego ociec był scenarzystą, matka tancerką, a babcia aktorką. Z kolei wujek, Francis Ford Coppola, wyreżyserował między innymi trylogię "Ojca chrzestnego" i "Czas Apokalipsy". Chcąc samemu dojść do wszystkiego, Nicolas zmienił nazwisko - z Coppola na Cage.
W ciągu następnych dwóch lat zrealizował "Twierdzę" (19960, "Con Air: Lot skazańców" (1997) oraz "Bez twarzy" (1997). Szczególnie ten ostatni dawał przedsmak ścieżki, którą Cage podąży w kolejnych latach. Aktor wcielił się w socjopatycznego terrorystę, ściganego przez nieustępliwego agenta FBI. Fabuła była absurdalna - by dowiedzieć się o miejscu ukrycia bomby, stróż prawa - dzięki skomplikowanej operacji - zamieniał się z przestępcą twarzami. Nie ona była jednak tutaj ważna. Liczyły się brawurowe sceny akcji oraz aktorstwo szarżujące na złamanie karku. Nie wiadomo, kto bawił się lepiej - grający agenta John Travolta czy Cage, który w jednej scenie, przebrany za księdza, miotał się niczym opętany.
W kolejnych latach Cage cierpiał na brak sukcesu. Pojawiał się w porządnych produkcjach ("Naciągacze", "Pan życia i śmierci", "Pogoda na życie"), nie były to jednak filmy na poziomie "Zostawić Las Vegas" czy "Adaptacji". A dalej było już tylko gorzej. W 2006 roku Cage zagrał w "Kulcie", remake'u horroru z 1977 roku. Film zamiast straszyć, śmieszył, przede wszystkim dzięki szarżującemu bez opamiętania Cage'owi. Scena, w której jego bohater ma bliskie spotkanie z rojem pszczół, przeszła do historii aktorskiej niesławy.
Cage od początku wypracował specyficzny styl, polegający na nagłych zmianach nastrojów jego postaci i przesadzonej ekspresji. Niektórzy nazywali go przez to aktorem przerysowanym. Pojawiali się jednak twórcy, którzy potrafili wykorzystać talent aktora. Jednym z nich był David Lynch, który obsadził go w roli głównej w nagrodzonej w Cannes "Dzikości serca" (1990).
W brutalnym romansie Cage wcielił się w będącego na zwolnieniu warunkowym mordercę, który wraz ze swoją ukochaną postanawia uciec do Kalifornii. Nie podoba się to matce dziewczyny, która posyła za nimi płatnych zabójców. W czasie zdjęć Lynch niemal bez przerwy przepisywał dialogi i wymagał od swych aktorów spontaniczności. Cage przyznał później, że praca z nim była najważniejszą lekcją aktorstwa w jego życiu.
W 1996 roku Cage otrzymał Oscara za kreację w "Zostawić Las Vegas" Mike'a Figgisa. Wcielił się w uzależnionego od alkoholu scenarzystę, który po utracie pracy i rodziny postanawia zapić się na śmierć. Rola ta uczyniła z Cage'a jednego z najbardziej poważanych aktorów młodego pokolenia. Ten zdawał się wówczas spełniony, jeśli chodzi o kino artystyczne, więc zaczął grać w "akcyjniakach".
Ostatnim w pełni udanym ambitnym przedsięwzięciem w filmografii Cage'a była "Adaptacja" (2002) Spike'a Jonze'a. Aktor wcielił się w braci bliźniaków - Charliego, uznanego scenarzystę z blokadą twórczą, i Donalda, początkującego pisarza z pozytywnym podejściem do życia. Aktor idealnie sprawdził się w obu rolach. Gdyby nie Adrien Brody i jego wybitna kreacja w "Pianiście", być może właśnie Cage zdobyłby w 2003 roku Oscara za najlepszą rolę męską.
Był to ten smutny moment, gdy kiedyś popularny i kasowy aktor nagle zaczął się rozmieniać na drobne. Grał we wszystkim - tanich dramatach, głupkowatych sensacjach - tylko nie w dobrych filmach. Powód? Prosty - pieniądze. Będąc u szczytu sławy, Cage żył bardzo rozrzutnie, co zaowocowało licznymi długami. Chcąc je spłacić, aktor nie mógł być wybrednym. Za odpowiednią cenę grał we wszystkim.