Reklama

Reklama

"Listy do M": Polska komedia na hollywoodzkim poziomie

"Mitja Okorn, reżyser 'Listów do M', powiedział mi, że chce zrobić film, który będzie co roku puszczany na święta w telewizji. Ten argument absolutnie mnie przekonał" - Maciej Stuhr opowiadał, dlaczego przyjął propozycję występu w filmie "Listy do M". W środę mija dziesięć lat od premiery jednej z najlepszych polskich komedii ostatniej dekady.

Tomasz Karolak w filmie "Listy do M."

"Listy do M." opowiadają historię pięciu mężczyzn i pięciu kobiet, którzy podczas jednego dnia przekonają się o sile miłości i świąt.

"Listy do M.": Konkurencja dla "Kevina samego w domu"

"Długo nie miałem świadomości, że realizujemy tak naprawdę pierwszy polski film o świętach Bożego Narodzenia. Oczywiście to nie jest film wyłącznie o świętach, a o samotności, stracie i miłości" - Mitja Okorn mówił w rozmowie z PAP Life.

Reklama

"Ponieważ z powodu pracy nad filmem przeżywałem Gwiazdkę przez 2 lata bez przerwy, przyznaję, że w tym roku od świąt najchętniej bym odpoczął... Ale przynajmniej znam już wszystkie polskie kolędy i obyczaje. Fajnie by było, gdyby 'Listy do M.' można było oglądać od teraz co roku w święta i być może dzięki nam Kevin nie będzie już nigdy sam w domu..." - dodawał Okorn.

I precyzował, że chciał zrobić film "o zwykłych ludziach, z prawdziwymi emocjami rodzącymi się na skutek nieoczekiwanych wydarzeń". "To, czego w tej chwili świat potrzebuje, to miłości, słodkiej miłości i tego filmu" - zaznaczył Okorn.

"Wstydu nie ma"

"Myślę, że wstydu nie ma. Wzruszałem się i śmiałem na zmianę. Ten film jest bardzo skutecznie zrobiony. Pomijając już nawet scenariusz i aktorstwo, 'Listy do M.' są dobrze zrealizowane pod względem technicznym. W odpowiednich miejscach są zbliżenia, w odpowiednim czasie wchodzi muzyka. Można zarzucić nam, że ten film nie jest odkrywczy, ale z drugiej strony, wydaje mi się, że w Polsce rzadko udaje się zrobić kino gatunkowe" - Maciej Stuhr chwalił profesjonalizm produkcji.

"Widz oglądając ten film, nie będzie czuł się zażenowany, co niestety często zdarza się w polskim kinie" - dodawał w rozmowie z TVN 24 Tomasz Karolak.

Do opinii kolegów po fachu przyłączył się też Paweł Małaszyński, który przyznał, że "Listy do M.", są produkcją dorównującą jakością hollywoodzkim blockbusterom. "Jak ognia unikam komedii romantycznych, ale gdyby pojawił się na horyzoncie taki scenariusz jak 'Kiedy Harry poznał Sally', albo 'Nothing Hill', to wchodzę w to jak w masło, i tak było w przypadku 'Listów do M.'" - przyznał Małaszyński.

W podobnym tonie wypowiadała się kolejna gwiazda "Listów do M." - Agnieszka Dygant.

"Ten scenariusz odbiegał od klasycznych komedii romantycznych, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Więcej było w nim pazura, ktoś kogoś zdradzał, ktoś złorzeczył dzieciom, będąc Mikołajem, ktoś inny pozwalał sobie na pieprzny żart czy mocniejsze słowo. Od razu mi się to spodobało. Kupiłam to - stwierdziła Dygant. "Poza tym film pokazuje w sposób bardzo subtelny, że szczęście jest ulotne i trzeba o nie dbać, no i cudownie wprowadza w świąteczny nastrój" - podsumowała artystka.

Sukces frekwencyjny, zachwyty krytyki

"Listy do M." okazały się przebojem polskich kin. Film Okorna zobaczyło ponad 2,5 miliona Polaków, co sprawiło, że stał się najpopularniejszą komedią po 1989 roku!

"Listy do M." podbiły serca Polaków już od pierwszego weekendu, plasując się jako trzecie najlepsze otwarcie polskiego filmu na przestrzeni ostatnich 20 lat. Popularnością przebiły najbardziej oczekiwane premiery roku - "1920. Bitwę Warszawską" oraz hollywoodzkie blockbustery: "Piratów z Karaibów: Na nieznanych wodach 3D" (milion trzysta tysięcy widzów), "Harry'ego Pottera i Insygnia Śmierci. Część drugą" (milion dwieście tysięcy widzów), "Sagę Zmierzch: Przed świtem - Część 1" (niemal osiemset tysięcy widzów).

Film zachwycił nie tylko widzów, ale także krytyków, którzy tracili wiarę, że komuś uda się w końcu zrobić naprawdę dobrą, polską komedię romantyczną. To "gatunek, który leży u nas na łopatkach i kwiczy" - żalił się redaktor naczelny "Filmu" Jacek Rakowiecki, by natychmiast dodać, że jeśli chodzi o "Listy do M." to warto zobaczyć ten film, bo "to najlepsza polska produkcja od dziesięcioleci, na poziomie niezłego Hollywood".

Anna Bielak zwracała uwagę w recenzji dla Interii, że Okorn "w bardzo interesujący sposób wprowadza do filmu typowo polskie symbole". "Pokazuje je jednak w nowym, ciekawym świetle. Precyzyjnie wypełnia pustkę, nie buduje wyświechtanych metafor. Jego Kacper, Melchior i Baltazar to chłopiec z patologicznej rodziny, przebrany za świętego Mikołaja erotoman oraz duży pies. Żaden z nich nie idzie do stajenki. Tym, co mogą zaoferować, wymieniają się nawzajem. Dając sobie ciepło i zrozumienie w rzeczywisty sposób sprawiają, że wiara między ludźmi wrasta, a słowa stają się ciałem" - pisała Bielak.

Recenzentka Interii wytknęła jednak twórcom "Listów do M." kopiowanie wzorców amerykańskich i brytyjskich komedii, zwracając szczególną uwagę na podobieństwa do filmu "To właśnie miłość" (2003) Richarda Curtisa. "Nie ma w tym nic złego, nic wartego zjadliwej krytyki. Scenariusz jest świetnie napisany, aktorzy obsadzeni w odpowiednich dla siebie rolach, a świąteczna atmosfera stworzona w wiarygodny sposób. To wystarczy" - wzięła w obronę Okorna.

"Listy do M.": Producenci poszli za ciosem

W 2015 powstał sequel "Listów do M.". Do obsady znanej z pierwszej części filmu dołączyli m.in. Maciej Zakościelny, Małgorzata Kożuchowska i Marta Żmuda Trzebiatowska."Listy do M. 2" zanotowały najlepsze otwarcie polskiego filmu w historii. Film w zaledwie trzy dni obejrzało 586 610 widzów - to był najlepszy wynik otwarcia polskiego filmu od 30 lat.

Krytycy nie byli już tak jednoznaczni z zachwytach. "Większość kontynuowanych wątków jest potraktowana trochę po macoszemu" - notowała Anna Bielak.

"Wśród emocjonujących zdarzeń jest też miejsce na historie, których tragizm razi w oczy, bo jest realny i dotkliwy. I psuje mi seans, bo nie potrafię przejść obojętnie obok nakręconych z powagą wigilijnych prób samobójczych i terminalnych chorób. Nie chcę w radosnej komedii takich wątków, bo nie po to wyruszam w kinie w świąteczną przygodę, by oddawać się refleksjom o chorobach, na które nie ma lekarstwa. W założeniu scenarzystów, Marcina Baczyńskiego i Mariusza Kuczewskiego, pewnie miało nie być za słodko, ale niestety zrobiło się za gorzko" - pisała recenzentka Interii.

Producenci - nie zrażając się opiniami krytyków, a bardziej idąc śladem zachwyconych widzów, którzy szturmowali kina - postanowili iść za ciosem i w 2017 roku zrealizowali trzecią część "Listów do M". Komedia Tomasza Koneckiego z wynikiem 2,5 mln widzów zdetronizowała wówczas "Botoks" (2,3 mln widzów) Patryka Vegi na szczycie rocznego zestawienia box office, stając się największym kinowym hitem 2017 roku.

W listopadzie 2020 roku na ekrany kin miała trafić kolejna część serii. Ze względu na fakt zamknięcia kin, spowodowanego pandemią, premiera filmu "Listy do M 4" została jednak przeniesiona na termin nieokreślony. Ostatecznie obraz nie trafił do kin, w lutym 2021 miała miejsce jego internetowa premiera w serwisie Player.pl.

Czytaj więcej:

"Rolnik szuka żony": Kamila już wybrała? "Tata nie będzie zadowolony"

Gwiazda polskiego kabaretu walczy z nowotworem

Kożuchowska znowu w łóżku z Karolakiem! "To musi być miłość" 

Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Listy do M.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje