Rzadko zdarza się taka obsada jak w "Klubie cudownych kobiet". Na planie spotkały się Maggie Smith ("Hotel Marigold", serial "Downton Abbey"), Kathy Bates ("Misery") i Laura Linney (serial "Ozark"). Reżyser Thaddeus O’Sullivan był zachwycony, że grają u niego jedne z najlepszych aktorek na świecie, ale przyznawał też, że maksymalne wykorzystanie możliwości tej niesamowicie utalentowanej trójki było wielkim wyzwaniem. Na pewno pomogło to, że zarówno Bates, jak i Linney doceniały szansę, jaką była praca z Dame Maggie Smith, o czym obie zawsze marzyły. Poza tym, wszystkie trzy polubiły swoje postaci.
Laura Linney w filmie "Klub cudownych kobiet"materiały prasowe
Reżyser podkreślał, że poświęcenie Laury Linney dla roli było całkowite: - Znała rytm każdej sceny i każdą linijkę tekstu na wylot. Za każdym razem pytała: "Jak jest? Chcesz, żebym coś zmieniła? Żebym zagrała to inaczej?". Albo po prostu stwierdzała, że i tak zrobi coś nowego. Miała bardzo jasne wyobrażenie o charakterze swej postaci, a jednocześnie była elastyczna. Laura zawsze chce dać reżyserowi wybór i to było niezwykłe. A poza tym jest po prostu uroczą osobą.
Ostatnim przebojem, w jakim możemy oglądać Linney, jest natomiast serial "Słowo na R". To opowieść o czterdziestoletniej kobiecie, która dowiaduje się, że choruje na raka, więc postanawia wykorzystać każdy pozostały jej dzień życia - zrealizować marzenia i nie tracić dobrego humoru.
Za rolę Cathy Jamison aktorka otrzymała czwartą już Emmy i drugi Złoty Glob.
W ostatnich latach Linney coraz chętnie zaczęła występować w produkcjach telewizyjnych. W 2008 roku zagrała w miniserialu "John Adams", opowieści o wczesnych latach politycznej kariery późniejszego prezydenta USA (Paul Giamatti). Za rolę żony tytułowego bohatera - Abigail otrzymała trzecią w karierze Emmy i upragniony Złoty Glob.
Ostatnim filmem, w którym mogliśmy podziwiać Linney na ekranach kin, była "Piąta władza" (2013) Billa Condona, historia powstania demaskatorskiego portalu WikiLeaks. Na ekranie partnerował jej m.in. Stanley Tucci.materiały prasowe
W 2012 roku wystąpiła u boku Billa Murraya w dramacie "Weekend z królem" Rogera Michella, pełnej subtelnego dowcipu historii miłosnej Daisy (Linney), dalekiej kuzynki Franklina Delano Roosevelta (Murray), której skrywana zażyłość z prezydentem wychodzi na jaw w trakcie pierwszej w historii amerykańskiej wizyty brytyjskiego monarchy Jerzego VI (Samuel West) i królowej Elżbiety (Olivia Colman).
Niezbyt udana okazała się "Niewinna" Richarda Eyre'a, w której wystąpiła w 2008 roku - pełna namiętności oraz licznych intryg historia mężczyzny (Liam Neeson), który po śmierci żony (Linney) dowiaduje się, że wiodła ona podwójne życie, dlatego też postanawia odszukać drugiego mężczyznę, z którym żyła (Antonio Banderas) i wyrównać z nim rachunki.
W znakomicie przyjętej przez widzów i krytyków "Rodzinie Savage" (2007) Tamary Jenkins, opowieści o skłóconych bracie i siostrze, którzy zmuszeni są pokonać dzielące ich od lat różnice, by wspólnie opiekować się starzejącym się ojcem, stworzyła wraz z tragicznie zmarłym kilka dni temu w wieku 46 lat Philipem Seymourem Hoffmanem znakomite kreacje. Za swoją Linney otrzymała trzecią w karierze nominację do Oscara.
Po kolejnych znakomitych rolach w "Duchach Jindabyne" i "Człowieku roku" Linney wystąpiła w zainspirowanym prawdziwymi wydarzeniami thrillerze "Ściśle tajne" (2007) u boku Ryana Phillippe i Chrisa Coopera.materiały prasowe
Do trzech razy sztuka? Nie w wypadku Laury Linney. Rola w "Walce żywiołów" (2005) Noah Baumbacha u boku Jeffa Danielsa przyniosła jej trzecią nominację do Złotego Globu (w kategorii "najlepsza aktorka w komedii lub musicalu"), ale tym razem lepsza okazała się Reese Witherspoon ("Spacer po linie").
Swoją drugą nominację do Oscara (i Złotego Globu) otrzymała za drugoplanową rolę w głośnym "Kinseyu" (2004) Billa Condona, opowieści o tytułowym naukowcu (Liam Neeson), który w latach 40. badał seksualne upodobania Amerykanów. Co prawda musiała uznać wyższość Cate Blanchett ("Aviator"), ale drobnym osłodzeniem była kolejna nagroda Emmy - tym razem za najlepszy gościnny występ w serialu komediowym ("Frasier").
W tym samym roku przyszło jej kolejny raz pracować z Clintem Eastwoodem. W wyreżyserowanej przez niego "Rzece tajemnic" - adaptacji powieści Dennisa Lehane'a - wcieliła się w żonę głównego bohatera (Sean Penn).materiały prasowe
Natomiast za występ w produkcji Daniela Petrie "Szaleństwa Iris" (2002) otrzymała już nie tylko nominację, ale samą nagrodę - Emmy dla najlepszej aktorki w miniserialu lub filmie telewizyjnym. Dowodem na to, że jest coraz bardziej znana, było zaproszenie do udziału w gwiazdorsko obsadzonej komedii romantycznej Richarda Curtisa "To właśnie miłość" (2003), gdzie partnerował jej m.in. Rodrigo Santoro.
Jedno z pierwszych ważnych wyróżnień, potwierdzających, że dobrze obrała życiową drogę, otrzymała za kreację
Samanthy Prescott w komediodramacie "Możesz na mnie liczyć" (2000). Za główną rolę w obrazie Kennetha Lonergana była nominowana do Oscara (i Złotego Globu) w kategorii "najlepsza aktorka pierwszoplanowa".
W "Lęku pierwotnym" (1996) Gregory'ego Hoblita nie zagrała co prawda głównej roli - na ekranie brylowali Richard Gere i Edward Norton - ale dała się zapamiętać za sprawą wyrazistej kreacji pięknej pani prokurator dążącej za wszelką cenę do skazania młodego chłopaka podejrzanego o zamordowanie miejscowego arcybiskupa.
Obchodząca we wtorek, 5 lutego, 50 urodziny Laura Linney zadebiutowała na ekranie dopiero w 1992 roku. Zagrała wówczas małą rólkę w melodramacie "Olej Lorenza" George'a Millera, którego gwiazdami byli Susan Sarandon i Nick Nolte. Pierwszą ważną kreację stworzyła w o trzy lata późniejszym filmie przygodowym "Kongo" Franka Marshalla, gdzie wcieliła się w specjalistkę od wysoko zaawansowanych technologii, która udaje się do tytułowego kraju w celu odnalezienia zaginionej ekipy badawczej.
Linney znana jest też ze swej skromności. Jak mówiła w wywiadzie dla "Parade", wielka kariera, jaka przypadła jej w udziale, jest dla niej nieustannym zaskoczeniem. Aktorka, trzykrotnie nominowana do Oscara, na pytanie o to, czy czeka na statuetkę, odpowiedziała: - Czy chciałbym, żeby to się wydarzyło? Jasne. Czy to musi się wydarzyć? Nie. Ale czy byłoby miło? Tak, byłoby miło.
"Klub cudownych kobiet", w kinach od 20 października, to podnosząca na duchu komedia o tym, że prawdziwe cuda zdarzają się w najmniej oczekiwanych okolicznościach.
Lata sześćdziesiąte XX wieku. Trzy kobiety z robotniczej dzielnicy Dublina - Lily (Maggie Smith), Eileen (Kathy Bates) i Dolly (Agnes O'Casey), pragną odbyć pielgrzymkę do słynnego francuskiego sanktuarium w Lourdes. Dzięki parafialnemu konkursowi talentów mogą wreszcie zrealizować to marzenie. Gdy ruszają w podróż, dołącza do nich mocno sceptyczna Chrissie (Laura Linney), która pod urokiem osobistym i pewnością siebie ukrywa zgorzknienie. Po drodze ożywają dawne urazy, zmuszając uczestniczki wyprawy do konfrontacji z bolesną przeszłością. Czy przyjaźń i współczucie przyniosą uzdrawiający efekt?